12/2021

Karol Maliszewski

„Słowa z uszami do wewnątrz”.
Scrabblach Tadeusza Dąbrowskiego

1
Gdy czytam Dąbrowskiego, jestem w stanie wyobrazić sobie przebieg wydarzeń, znaczeń i wartości. A nie zawsze tak jest przy lekturze współczesnych wierszy, których część w zaciekłym pochłonięciu samą mechaniką słów pozostaje poza obrazem; każdym obrazem, lecz przede wszystkim poetyckim. U Dąbrowskiego na tym poziomie bezpośredniej ufności jednak się nie kończy, autor jest tradycjonalistą pełnym wątpliwości. Ukontentowani obrazem w pierwszej chwili nie zauważamy kreciej roboty owych wątpliwości, przypominających analogiczne Różewiczowskie wątpliwości dotyczące statusu wiersza i poety. W ten sposób gdański poeta często dekonstruuje wyrazistość takiego obrazu, mocno sygnalizując jego umowność, „słowność”, tekstowość. Wygląda to tak, jakby ktoś każdym wierszem (i wbitą weń konkretną sytuacją) zbliżał się do życia, łapczywie i zręcznie je odwzorowywał, a potem odwoływał to, co zaszło, rozpraszał moc zdarzenia i opisu, niecierpliwym ruchem ręki – „to tylko słowa, słowa”, to tekst daleko w tyle za niewypowiadalną prawdą życia. Czytelnikom pozostaje wiara w tę żywo poprowadzoną grę cieni, serię nader trafnych lustrzanych odbić. Tytuł ostatniego zbioru Dąbrowskiego też do tego nawiązuje – Scrabble, zabawa w słowa, w ich układanie, przy czym najdłuższe są dodatkowo premiowane. Premia, nagroda, sukces – w tym świetle wypadają cokolwiek dwuznacznie; powstaje wrażenie, że i na te wartości patrzy się ironicznie i sceptycznie. W wierszu Ks. Rodzewicz czytamy: „i pomyślałem / o księdzu- / -poecie; leży w ziemi, / a trzy dni temu układał / w Scrabble najdłuższe słowa”.

Słowa nie mają zbyt wielkiej mocy sprawczej, mogą nas na chwilę zabawić, pochłonąć, lecz stają bezradne wobec ostateczności, np. ziemi, w której prędzej czy później spocznie twórca nawet najdłuższych słów i zdań. W tej ziemi spoczął, jak wynika z wiersza, nie tylko poeta (z całym bagażem niepotrzebnych już słów), lecz również ksiądz. Dąbrowski, uznawany za poetę religijnego, w wielu miejscach wikła ową religijność w następną paradoksalność. Podsumujmy pierwszą: jeden z najbardziej „reporterskich” i realistycznych twórców po całym szeregu obrazków z najbliższego otoczenia i dalszego świata podkreśla ich niepewną ontologię, zanurzenie w słowie niegwarantującym żadnej konsekwentnej pewności. Nie wiemy, czy tak było i po co było. Pokrzepiające pointy budowane są warunkowo i jakby na słowo honoru. Podobnie z religijnością. Określanie jej mianem „negatywnej”, budowanej z zaprzeczeń, byłoby przesadą, ale coś jest na rzeczy. Jeden z najbardziej wyrazistych obrazów tomu pokazuje niepełność Boga, podkreśla jego kalectwo. Pobrzmiewa w tym obrazie gnostyckie mniemanie o powinnościach człowieka dopełniającego swoim ludzkim wysiłkiem transcendentalny wymiar bóstwa.

Rękaw

Chłopiec bawi się rękawem kurtki. Owija

go sobie wokół szyi, przykłada do twarzy,

kładzie na ramieniu. Zagląda w niego jak

w lunetę. Próbuje go nadmuchać. Chłopiec

bawi się rękawem kurtki swojego bezrękiego

ojca. Wyglądają jak ja i mój Bóg.


Cóż ten chłopiec wyprawia z rękawem, pustką po Bogu, ileż jej przydaje znaczeń, ożywia na różne sposoby, żeby tylko udowodnić światu, że tam coś jest, i żeby zadać kłam nasuwającej się obserwacji, że oto między tym konkretnym człowiekiem a jego Bogiem stoi pustka. Znów Dąbrowski wychodzi poza plotki na temat jego rzekomej czytankowej prostoty. Nie jest ani prosty, ani dosłownie realistyczny, ani też, jak widzimy, nieskazitelnie ewangeliczny.

Światu spodobały się te jego nieoczywistości i wątpliwości, liczbą tłumaczeń bije wielu swoich rówieśników. Widocznie nie mieli szczęścia w sprytnej promocji albo też nie znaleźli języka, który tak umiejętnie trafiałby do przekonania i zrozumienia odbiorcy – kogoś oczytanego i inteligentnego, lecz niekoniecznie gustującego w hermetycznych łamigłówkach. W każdym pokoleniu rodzi się poeta wysoce zadowalający tych „pomiędzy”, na przykład pomiędzy odchodzącym do lamusa skostniałym modelem wrażliwości, a tym nadto pędzącym do przodu, gubiącym po drodze aktualną zrozumiałość. Nie dziwi więc wpis (być może ostatni w życiu tego poety blurb) Adama Zagajewskiego na ostatniej stronie okładki Scrabbli: „Dlaczego lubimy wiersze Tadeusza Dąbrowskiego? Lubimy jego wiersze, ponieważ są niezmiernie konkretne. Dlaczego podobają nam się wiersze bardzo konkretne? Podobają nam się, ponieważ w ich percepcji uczestniczą wszystkie władze umysłu”.

3
Słów jest za dużo, ich „literackich” użytkowników też zdecydowanie za wielu. Jak się w tym odnaleźć, jak odcisnąć w tej żywej materii coś w miarę istotnego. W miarę, bo rzeczywista istotność wyczerpała, jak sądzę, swoje możliwości. Propozycja Dąbrowskiego jest następująca: zachłystywać się światem i jego fenomenami, przyglądać się ludziom i mocno odczuwać zachodzące relacje, nie ufając zanadto temu, co widzi się i co czuje, bo to i tak padnie ofiarą rozmijających się z istotą słów. Trochę tak jakby to, czego doświadcza się i co narzuca się opisowi, działo się za szybą, a każdy wiersz wydawał się skazaną na sympatyczną porażkę próbą ominięcia owej szyby. Choćby dlatego typowy wiersz Dąbrowskiego nie jest tak prosty i „bezpośredni”, jak się wydaje.

O nadmiarze słów pisze się tak:

Gabinet luster

Niebezpiecznie jest znać

zbyt wiele słów.

Każde z nich ma swoją

drugą stronę, która

ma także drugą stronę

i tak w nieskończoność.

Lustrzany gabinet słów.

Smutna strona radości

i smutna strona smutku.

Słowa z uszami

do wewnątrz.

Świat pokryty szczelnie

panelami słów

przeraża.

Nie wiesz, co się dzieje

za ścianą lub pod podłogą.


Dlatego śmiem twierdzić, że Scrabble to zbiór w dorobku Dąbrowskiego wyjątkowy, mocno godzący w powszechną o tej poezji opinię. Przeczytawszy tę książkę, nie mogę się zgodzić z błyskotliwą (ale już niewystarczającą i nieadekwatną) wypowiedzią Pawła Próchniaka (Rachunek strat. Poezja – krytyka – lektura, Kraków 2016, s. 99): „Persona wierszy Dąbrowskiego to trzeźwy, nieco zgryźliwy, ironista – kieszonkowy Eklezjasta, Kohelet komarów. Ale też znudzony swoją rolą urzędnik od wierszy, wieczny stypendysta poezji, umęczony niekończącą się podróżą donikąd. Zmieniają się miejsca, łóżka, kobiety, ale w istocie nic się nie zmienia, wszędzie jest tak samo”. Zmieniło się wiele, a przede wszystkim udało się określić swoje miejsce na ziemi. Bo jednak nie wszędzie jest tak samo. Ta „podróż donikąd” w świetle ostatnich wierszy Dąbrowskiego znalazła swój cel, na nowo określiła wartości i wszystkie podróżne zdobycze obróciła w coś trwałego. Na tym już można budować.

Tadeusz Dąbrowski: Scrabble.
PIW,
Warszawa 2021, s. 52.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.