03/2022

Piotr Kępiński

Śmierciorysy na widnokręgu

Uczucia prowadzą do złudzeń. Wspomnienia też. Do złudzeń i wspomnień wiodą nas te same zwyczajne drzwi. Otwieramy je, a za nimi tylko cień stołu. Kiedy podchodzimy do niego z filiżanką, myślimy, że zawsze będziemy pili z niej herbatę. Ale filiżanka wypada z rąk i znowu jesteśmy biedni, znowu jesteśmy sami. Wszystko pogrążone w lekkim mroku.

Widnokrąg Wiesława Myśliwskiego to powieść, którą tworzą uczucia, wspomnienia i przedmioty, które są, bo być powinny, które giną, jak giną przedmioty, ale które czasami odnajdują się na fotografiach. Wtedy możemy przypomnieć sobie rysy krewnych i rodziców i dobudować do tych rysów – życiorysy, ewentualnie „śmierciorysy”, to chyba właściwsze określenie, bo przecież ludzie nie żyją wiecznie, umierają, wychodzą i nie wracają.

Widnokręgu, wydanym w roku 1996, owe procesy przychodzenia i odchodzenia są naszkicowane bardzo wyraźnie, niemniej z taką maestrią, że czytelnik zrazu nie dostrzega, że ta opowieść o wielkich zmianach i ludzkiej pamięci ma przynajmniej kilka albo nawet kilkanaście poziomów. Myśliwski niczego bowiem nie wypowiada na głos. Nie krzyczy. Daje tylko do zrozumienia. Podrzuca definicje, które mogą być pomocne albo i nie.

Swoją książkę komponuje nie jak powieść, ale bardziej jak traktat o naturze bytowania i odchodzenia i przypowieść o miłości.

Czasami przypomina ona zwyczajną wyboistą drogę, bywa, że zmienia się ona w klatkę schodową albo schody bez poręczy i bez końca, jak z grafik M.C. Eschera.

Zaczyna od wspomnienia starego zdjęcia, na którym widnieje główny bohater – Piotruś z ojcem. Następnie zaś, zdanie po zdaniu, zdziera z tej fotografii lakier, wdziera się pod papier, by wydobyć mięśnie, ścięgna i krew.

W tym sensie opowieść Myśliwskiego nie jest powtórną fotografią fotografii, nie jest też wspomnieniem, ale wejściem w przeszłość taką, jaką ona była.

Dekoracje są tutaj ważne, bez wątpienia. Miejsce i czas także. Niemniej jednak jest coś, co winduje Widnokrąg znacznie wyżej, tym czymś jest uniwersalizm losów ludzi.

Czytając tę książkę po raz pierwszy ćwierć wieku temu, miałem wrażenie, że jest bardzo polska. Myśliwski szkicuje przecież krajobrazy, które zna z dzieciństwa. Osadza akcję w miejscach, które czytelnik od razu kojarzy, nawet jeżeli nigdy tam nie był. Przypomina dramatyczne wydarzenia, które miały miejsce tylko tutaj, nigdzie indziej, mam tu na myśli Zagładę Żydów i komunistyczne czasy powojenne.

Ale przecież akcja powieści dzieje się bardziej wewnątrz bohatera, nie tylko na zewnątrz. Zatem to, co go otacza, jest ważne, wszelako to, co on sam wydobywa ze wspomnień, wydaje się istotniejsze.

Świat Myśliwskiego nie jest linearny. W tej powieści nie ma prostych i oczywistych rachunków i porachunków. A to, co widzimy, jest zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. Żeby ogarnąć rzeczywistość Widnokręgu, niewątpliwie trzeba na jakiś czas zrezygnować z wywoływania w ciemni owej inicjacyjnej fotografii i zagłębić się w samych słowach, które budują opowieść. Ich rytm wyznacza w dużej mierze sens. Zwyczajne zdania, porwane, charczące, wypowiadane na jednym wydechu, wykrzyczane albo wyszeptane, nasycają tę opowieść prawdziwym życiem. I chyba właśnie z tego powodu ta książka, jak najbardziej polska, może być czytana wszędzie na świecie. Poprzednie powieści Myśliwskiego już niekoniecznie. Zarówno Nagi sad, Pałac czy Kamień na kamieniu potrzebują didaskaliów i elementarnej wiedzy o historii.

Nie jest to jednak proza „zamknięta”, niedostępna. Niezwykle trafnie scharakteryzował ją na łamach „Los Angeles Review of Books” (w roku 2014) Sam Munson, twierdząc, że stosowana przez Myśliwskiego rekursywność i fragmentaryczność jest w Europie doskonale znana. Tak pisywali przecież Piotr Rawicz, autor Krwi nieba, Danilo Kiš czy W.G. Sebald. Owo rozbicie formy, według Munsona, ma swoje korzenie w historii kontynentu i regionu. Historia tutaj przecież ciągle jeszcze trwa, zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz ludzi. Przepływ pamięci jest czymś zupełnie naturalnym. Trudno, żeby było inaczej.

Pytanie tylko: jaka pamięć, jaka historia, jakie wspomnienia i jakie uczucia? I jak na tym tle funkcjonują postacie Myśliwskiego?

Wydaje się, że prawie zawsze są na marginesie. Miejsca, po których się poruszają, również wyrzucone są poza główne ośrodki. Świat historii i ideologii tylko ich dotyka, ale nimi nie powoduje. Oni są w tym świecie postaciami osobnymi, które patrzą na horyzont, domyślając się tylko, co się za nim kryje.

Przed widnokręgiem jest przed-historia, za nim zaś jest świat nieznany. Na jego linii poruszają się bohaterowie Myśliwskiego, którzy dążąc do świata, jednocześnie od niego uciekają, szukając zrozumienia w sobie i w otaczającej rzeczywistości.

Widnokrąg jest nasycony takimi rozważaniami, które w zwyczajnej powieści wspomnieniowej czy inicjacyjnej zagranicznemu czytelnikowi mogłyby sprawiać trudność w lekturze, w tym przypadku paradoksalnie ją ułatwiają.

Książka ukazała się w minionym roku we Francji, w prestiżowym wydawnictwie Actes Sud z Arles, w przekładzie Margot Carlier, która na swoim koncie ma tłumaczenia książek Hanny Krall i Olgi Tokarczuk.

I chyba została tam odczytana należycie. Bezbłędnie. W jednej z ciekawszych recenzji opublikowanych po premierze książki Anna Saignes (specjalistka m.in. od Witkacego) na łamach „En Attendant Nadeau” zastanawiała się, czy centralny rozdział powieści W poszukiwaniu zgubionego buta można automatycznie potraktować jako proste odniesienie do Marcela Prousta. Czy to parodia, czy kontynuacja?

I w ten oto sposób nadała bardzo ciekawy ton swojej interpretacji, bardzo dalekiej od sztampowych odniesień do polityki, komunizmu czy drugiej wojny światowej. Dała do zrozumienia, że przeczytała Widnokrąg, odrzucając dotychczasowe trafarety, skupiając się na przeżyciach, uczuciach, słowach, zdaniach, wspomnieniach i życiorysach – śmierciorysach.

[…]

[Ciąg dalszy w numerze.]

Wiesław Myśliwski: L’Horizon.
przeł. na francuski Margot Carlier.
Actes Sud 2021, s. 560.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.