01/2022

Adam Majewski

Sześć tysięcy

1.

Spójrz w górę

jak wiatr rozgarnia miejski smog

rozprasza zawiesinę pyłów z portu

i pestycydy z pól na dalekich przedmieściach

rozpuszcza brudny oddech dróg i stęchliznę

zamkniętych przestrzeni

szklanych biurowców

odsłania betonowe ornamenty krajobrazu

zwyczajne domostwa współczesnych

niewolników i gladiatorów

Spójrz w niebo

jak wiatr odkrywa przed nami tajemnicę:

Gdańsk nie będzie nigdy Kapuą

nie narodzi się tutaj Spartakus

(przybył do miasta w latach siedemdziesiątych

protagonista spektaklu rewolucji

Wałęsa

ale nie narodził się tu ponownie jako wielki trybun

choć wydało go na świat w konwulsjach i bólu morze matek

a uniosły ręce spracowanych w stoczniach ojców)

Za to wzdłuż głównej alei w Gdańsku

każdego dnia dokonuje się kaźń Greka Polikratesa

(nie nazwę jej wprost

śmiercią przez ukrzyżowanie działo się to

ante Christum)

– drewno i gwoździe

tak skończyło sześć tysięcy buntowników

na drodze w kierunku Rzymu

aby ruszyć w świat na ustach milionów

(katów legionistów nikt

nie wspomina)

2.

Spójrz w górę

miliony kryształków lodu tworzą stado chmur

spędzanych przez gorliwego psa wiatru

do niewidzialnej zagrody

miliardy kropel deszczu

kwaśne łzy

powodują erozję elewacji i murów

jak zawsze latem jest powódź

źle wybudowane

złe miasto

Spójrz w niebo

wiatr jak czas

ślizga się po szklanym blacie teraźniejszości

zgarnia kurz

pył nieistnienia przedmiotów i miejsc

oczyszcza pole odwiecznej bitwy

bo hordy następnych niewolników czekają u bram

w samochodach w uniformach

w pełnej gotowości

za sześć tysięcy

(a rewolty są tylko w dawnych dziejach)

Wzdłuż głównej alei w Gdańsku

każdego dnia

toną w powodzi czasu samochody

w ludzkim pośpiechu gubią się chwile ważne

i najwłaściwsze

wszystkie drogi prowadzą do

amnezji

a może apatii?

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.