01/2018

Anna Mochalska

Tak trzeba żyć

Późne popołudnie to najlepsza pora na herbatę (lub kawę) i ciasto. To moment resetu po pracy, chwila oddechu po długim dniu pełnym wyzwań i wymagań. Jeśli jest taki kawałek doby, w którym możemy pobyć chwilę sami ze sobą, wypocząć i nie zadawać światu setek pytań – to jest to właśnie późne popołudnie. A jeżeli w taki sposób nazwiemy jakiś etap naszego życia? Kiedy miałby się on zacząć, a kiedy skończyć? Czy byłby tak błogi, jak sielskie niedzielne popołudnie?

Artur Daniel Liskowacki w zbiorze wierszy Późne popołudnie chyba właśnie o takim momencie swojego życia pisze. Wytężona praca już się skończyła (albo właśnie kończy), wszystkie ważne zadania zostały wykonane, a w perspektywie jawi się czas, który jakoś trzeba zagospodarować, coś z nim zrobić. Jest to moment trudny do uchwycenia, bo właściwie graniczny. Moment styku aktywności z biernością, uwikłania w świat z nieuniknionym uwikłaniem w siebie, a nawet moment oddzielenia porządku od chaosu. Przede wszystkim jednak jest to granica między bytem a niebytem. Egzystencja w takiej chwili jest wątpliwa i nieoczywista. Liskowacki konsekwentnie, wręcz natrętnie powraca do tego motywu. Podmiot jego wierszy – chociaż komunikuje się ze światem i odbiorcą bezpośrednio – nieustannie podkreśla własną płynność, przechodniość, przygodność, nieistnienie. Ze słowa „popołudnie” autor Elegijek wyłuskał ostatnią sylabę i napisał o tym kilkadziesiąt wierszy. Brak, pustka, nieobecność – to określenia opisujące bohatera tych tekstów. Sytuuje się on wobec miejsc, w których go nie ma, ludzi, którymi nie jest, przestrzeni, które zniknęły z powierzchni ziemi i czasów, lub sytuacji, których prawdziwość trudno jest potwierdzić miarą inną niż własna pamięć. Innymi słowy definiuje się wobec wszystkiego, co znajduje się po stronie śmierci. Dużo bliżej mu do niej niż do życia. Jest w tym pewna gorycz, ale też jakiś rodzaj spokoju i ulgi. Odcięcie od bytu zdejmuje z podmiotu pewne obowiązki i zwalnia go z odpowiedzialności: „nie mnie / pocieszać tych, którzy jeszcze żyją”.

Późne popołudnie jest właściwie bardzo konsekwentnie rozwijaną opowieścią. Każdy wiersz ma w niej swoje miejsce, a jego usytuowanie wobec innych tekstów jest nieprzypadkowe. Zaczyna się, jakby na przekór, od słowa Tak, które jest tytułem pierwszego utworu, ale już po chwili dowiadujemy się, o jakie „tak” chodzi: „Tak, nie masz tu niczego / poza tym czego ci brak”. Zaczynamy więc od niczego i od braku w czasie teraźniejszym, które płynnie przechodzą w brak w czasie przeszłym, utratę dzieciństwa, by ponownie nakierować się na chwilę obecną, gdy jakieś wspomnienie wchodzi w konflikt – lub, przeciwnie, współgra – z tym, co aktualne. Tom dopełnia się klamrą – wierszem Na chwilę, który ponownie wprowadza chaos i niepewność nie tylko co do statusu podmiotu, ale również co do życia jako takiego: „Gdzie się podziałeś, / działeś się, naprawdę?”. Liskowacki bardzo umiejętnie stąpa na granicach: bytu i niebytu, dzieciństwa i dorosłości, gry językowej i namysłu nad ważkimi kwestiami całkiem serio.

Ponieważ podmiot znalazł się w granicznym momencie swojego życia, naturalne jest, że powraca do innego momentu granicznego: przeistoczenia z chłopca w mężczyznę. Ta zmiana jest właściwie podobna do obecnie zachodzącej. Inicjacja jest dokładnie taka sama: chodzi o to, „kto pierwszy się przyzna, że go nie ma”, a zatem kto pierwszy odrzuci postać dziecka, by wkroczyć w dorosłość, lub odrzuci dorosłość, życie, by wkroczyć w śmierć. To nie jest jedynie zrzucenie starej skóry i przywdziewanie nowej. To zniknięcie jednej osoby i narodziny drugiej, ale – podkreślmy – w momencie śmierci nie mamy żadnej gwarancji, że z niebytu ten nowy ktoś się wyłoni. Wielokrotność śmierci za życia uodparnia więc na tę śmierć ostateczną. Odrealnia ją, choć jednocześnie daje pewną nadzieję. Wejście podmiotu w śmierć charakteryzuje się ciekawością i niecierpliwością cechującą chłopca: nie chcę już być dzieckiem, nie chcę już być. „Mógł­byś zacząć / odliczać wstecz. Od jednego / do zera”. Potem „trzeba się zaklepać za siebie” i zabawa w chowanego trwa. Bo dobra kryjówka to właściwie niebyt.

Liskowacki, mimo podkreślania własnej wątpliwej obecności w tej rzeczywistości, wydaje się w niej jednak silnie osadzony. Nie omija go to, co dzieje się na świecie, nie rezygnuje z doświadczeń wirtualnych i medialnych. Dzisiejsze problemy są również jego problemami. Pisze m.in. o Aleppo, tworzy wiersze złożone z nagłówków gazet czy newsów z sieci. Są to teksty rzadkie, ale są. Podmiot jednak jest bardziej, kiedy go nie ma: w chwilach nieistotnych, błyskach, drobiazgach. To mało znaczące elementy decydują o jego życiu. Podobnie jest z wierszem. „Wystarczy, żeby [wiersz] nie musiał być za / ciebie. I żeby mógł nie być wcale, / żeby być”. Liskowacki poddaje się porze późnego popołudnia. Istnieje w chwili zawieszenia i to zawieszenie wykorzystuje.

Popołudnie spędzone z książką Liskowackiego to dobrze spędzone popołudnie. Choć dużo bardziej przekonują mnie jego wiersze z pogranicza bytu i niebytu niż te skoncentrowane na teraźniejszości, lektura tego tomu to przyjemność od początku do końca. Podziałam się w Późnym popołudniu i działam się, naprawdę. Jedyny poważny zarzut, jaki mam do tej książki, to rola, jaką przypisuje się w niej kobiecie – niemal żadna. Nie chodzi o to, że pierwiastek żeński jest w wierszu konieczny, bynajmniej. Jeśli już jednak wprowadzamy postać kobiecą, to bądźmy wobec niej uczciwi. Tu kobieta pojawia się najczęściej pod postacią dziewczynki. Jest rozchichotana, wesoła, mimochodem rzuca uwagi, które wpływają jakoś na podmiot, lub po prostu daje pewien rodzaj ciepła. Wywołuje czułość i uczucie, ale na tym koniec. Rozumiem, że wynika to z przyjętej konwencji – podmiot wraca do wspomnień z okresu dzieciństwa, a jego sytuacja jest taka, jak chłopca wkraczającego w dorosłość, niemniej jednak postać męska jest złożona, jest jednocześnie chłopcem i dorosłym, a żeńska jakby zatrzymuje się na barierze dojrzewania. Czytelniczce może być trudno odnaleźć się w świecie Gangsta gender, gdzie „kiedyś byli kominiarze / zostały tylko kominiarki”, ale tak naprawdę wystarczy minimum dystansu i zawieszenie zaufania na obszarze kilku wierszy.

Najnowszy tom autora Sielanek ma całkiem sporą objętość, ale jego lektura nie nuży. Sporo się tu dzieje w warstwie językowej, jak chyba zwykle u Liskowackiego, więc jest na czym zawiesić nie tylko myśl, ale też słuch i oko. Poeta ocala nie słowo, ale milczenie. Nastawienie na brak powoduje, że chwile pełni ukazują się z jeszcze większą wyrazistością. Nawet to, co nieuniknione i wyczekiwane, przerywa letarg, dostarcza silnych uczuć. „Przyjmij to, czego się dawno spodziewasz, / jak niespodziankę, od której bije serce”. Jak powiedziałby zapewne Internet, który jest jednym ze źródeł inspiracji dla tych wierszy: tak trzeba żyć.

Artur Daniel Liskowacki:
Późne popołudnie.
Biblioteka „Toposu”,
Towarzystwo Przyjaciół Sopotu,
Sopot 2017, s. 94.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.