04/2022

Ireneusz Piekarski

Uwagi o pewnej korekcie.
Nad listami Gołubiewa i Stryjkowskiego

Wymianę listów zainicjował Antoni Gołubiew w lutym 1972 roku, przesyłając Stryjkowskiemu wyrazy uznania po lekturze jego ostatniego opowiadania zamieszczonego w „Twórczości”, co autorowi Syriusza dało zapewne dużą satysfakcję, bo narrację pierwszoosobową, z którą zaczął właśnie eksperymentować, traktował jeszcze z dozą nieufności. Korespondencja rozwijała się przez dwa i pół roku, samoczynnie wygasając w lipcu 1974 roku.

Początek lat siedemdziesiątych XX wieku był dla wielu obywateli Polski Ludowej okresem naznaczonym wydarzeniami marca ’68. Stryjkowski po niespełna dziewięciomiesięcznym pobycie niespodziewanie wrócił wówczas ze Stanów Zjednoczonych i spróbował powtórnie znaleźć dla siebie miejsce w kraju, w redakcji „Twórczości” i w literaturze polskiej – nie publikował bowiem od wydania Austerii w roku 1966. Zadebiutował więc niejako powtórnie w 1971 roku opowiadaniami „amerykańskimi”, co do których miał mnóstwo artystycznych wątpliwości. W dzienniku pod koniec 1970 roku zanotował: „Oddałem dzisiaj opowiadanie Martwa fala. Boję się, jak debiutant beznadziejnie”, a dwa dni później zapisał już z wyraźną ulgą: „Martwa fala spodobała się. Jestem uratowany. Będę pisał dalej. Nikt poza mną nie wiedział, jakie ma znaczenie to opowiadanie. Bez przesady był to mój debiut”1.

Gołubiew, który też swój ostatni zbiór opowiadań (Przy drodze) wydał w 1966 roku, intensywnie pracował wtedy nad wykańczaniem wcześniej rozpoczętych projektów literackich i publicystycznych. Jednym z takich „zwidów” z przeszłości był Szaja Ajzensztok, poświęcony relacjom polsko-żydowskim, ale i ogólniejszej kwestii zniewolenia człowieka, oraz rzecz mówiąca o potrzebie wyswabadzania się z różnorakich okowów. Ten „scenariusz” lub „kronika”, jak czasem określał Szaję – utwór dedykowany Saulowi Sarnakerowi, „ofierze czasu nieludzkiego”, postaci stającej się tym samym symbolem wszystkich ofiar pochłoniętych przez Zagładę – był dla autora Bolesława Chrobrego niezmiernie ważny jako zadanie pisarskie i społeczne, a nawet religijne. „[B]ędę Szaję kończył” – wyznawał szarpany wątpliwościami i pełen obaw, ale jednocześnie z przekonaniem. Deklarował też: „należy to po prostu do mego obowiązku: Człowiek powinien sprostać życiu – […] – «to nasze religijne zobowiązanie»”2.

Prośba Gołubiewa do Stryjkowskiego o pomoc w korekcie żydowskich realiów w Szai stanowiła ważny krok w realizacji tego wewnętrznego przeświadczenia. Przy okazji uwag Stryjkowskiego o konstruowaniu wypowiedzi żydowskich bohaterów wywiązał się między pisarzami ważny (acz ostatecznie nierozstrzygnięty) spór o „żydłaczenie” i ogólniej o „sztuczne” języki (np. staropolski, góralski, żydowski, „wileński” itp.) w literaturze rodzimej: o ich wierność wobec rzeczywistości i artystyczną funkcjonalność.

Stryjkowski 19 września 1972 roku po półgodzinnym spacerze z Alei Wyzwolenia (w trakcie którego spotkał obrażonego nań Edwarda Stachurę z żoną) zameldował się w kamienicy na Sewerynów, gdzie w mieszkaniu swatów, u państwa Doroszewskich, zatrzymali się „krakowianie” Janina i Antoni Gołubiewowie. Było to jedyne spotkanie pisarzy i jedyna rozmowa prowadzona bez pośrednictwa papieru i pióra, którą obaj uwiecznili zresztą we własnych diariuszach. Gołubiew zanotował na przykład swe pierwsze wrażenie – od 1968 roku Stryjkowski „szokująco postarzał się i niespodziewanie zżydowszczał – taki typowy Żyd z cynamonowego sklepu, gdzieś z Brodów albo Kołomyi – w wyglądzie, w zachowaniu, w reakcjach, w typie serdeczności”3. Stryjkowski zaś po powrocie do domu wyartykułował swój narastający lęk na widok siniejących ust Gołubiewa, zmagającego się w trakcie konwersacji z silnymi bólami sercowymi4.

Epicki tradycjonalizm autora Głosów w ciemności i pewna nieufność wobec pisarzy polskich, podejmujących tematy żydowskie, nie pozwoliły mu docenić Szai Ajzensztoka, utwór ten uznał za literacki dziwoląg i pisarską porażkę. Niemniej Stryjkowski cenił szlachetność Gołubiewa i jego żony, którzy w trudnym dla niego czasie antysemickich napaści (nie tylko werbalnych) stali się świadectwem ludzkiej szlachetności i twarzami – obok np. poznanego później ojca Jacka Salija – otwartego polskiego katolicyzmu.

Gołubiew w trakcie korespondencyjnej znajomości nabrał przekonania o łączącym go ze Stryjkowskim pokrewieństwie czy duchowej bliskości, wielkodusznie oferując w ostatnim liście swą przyjaźń. Dokładnie w tym samym dniu Jan Józef Szczepański – po wcześniejszej rozmowie ze Stryjkowskim o Bogu – dał maszynistce do przepisania dopiero co ukończony esej na temat etyki i religijności5, który następnie opublikował jako list otwarty do Juliana Stryjkowskiego6. Dla pisarzy związanych ze środowiskiem „Tygodnika Powszechnego” i Znaku, jak Szczepański czy Gołubiew, autor Głosów w ciemności – ekskomunista przecież – stał się w połowie lat siedemdziesiątych XX wieku intelektualnym sojusznikiem, ale i punktem odniesienia, wyrazicielem inności w polszczyźnie, a jednocześnie znakiem bliskości i katalizatorem dialogu.

Nota edytorska
Zachowana korespondencja Juliana Stryjkowskiego i Antoniego Gołubiewa składa się z dwunastu przesyłek. Ten scalony blok listów sprawia wrażenie zamkniętej całości, choć oczywiście nie ma pewności, że wszystkie przesyłki się zachowały i zostały odnalezione.

Oryginały listów Gołubiewa znajdują się obecnie w archiwum domowym Stryjkowskiego. Trzy listy Stryjkowskiego przechowywane są z kolei w archiwum domowym Gołubiewa. Natomiast pozostałe dwie przesyłki (nr 4 z 25.09.1972 i nr 6 z 16.11.1972) – włączone do prezentowanego tu korpusu – nie zachowały się w postaci rękopisów, lecz zostały przepisane na maszynie przez autora Bolesława Chrobrego i włożone do teczki z dokumentami, zdeponowanymi po śmierci pisarza w Bibliotece Uniwersyteckiej KUL. Gołubiew zapisał w Notatniku literackim 18 listopada 1972 roku: „Nareszcie list od Stryjkowskiego, wklejam go tu, żeby się przypadkiem nie zagubił i żeby mieć pełną dokumentację do Szai”. Owo „wklejenie” oznaczało tu zapewne przepisanie właśnie. Wprawdzie rękopis ostatecznie gdzieś się jednak zapodział, ale maszynopis na szczęście przetrwał.

Korespondencję opublikowano bez skrótów. Wszelkie ingerencje edytorskie ujęto w nawiasy kwadratowe. Niepewne odczytanie wyrazu oddano jako [?]. Ujednolicono zapis dat i tytułów, nieznacznie zmodernizowano pisownię i interpunkcję. Podkreślenia w rękopisach i maszynopisach zastąpiono drukiem rozstrzelonym.


Korespondencja Gołubiewa ze Stryjkowskim w jej obecnym kształcie ukazuje się dzięki wspaniałomyślności śp. Marii Łotysz i pani Anety Kopińskiej, które odnalazły w archiwach domowych i przekazały do opracowania listy autora Szai Ajzensztoka oraz autora Austerii.

Bardzo dziękuję pozostałym właścicielkom praw autorskich i spadkobierczyniom pisarzy, paniom: Hannah St. Francis, Katarzynie Barańskiej, Antoninie Doroszewskiej, Joannie Jurewicz, Małgorzacie Łotysz-Walczewskiej i Monice Annie Twardziak – za ich łaskawą zgodę na druk korespondencji i wielką życzliwość.

Wyrazy głębokiej wdzięczności za pomoc i pośrednictwo kieruję też do śp. pani Zofii Gołubiew i pana Andrzeja Łotysza.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.