12/2025

Adam Kaczanowski

W kapciach

Miałem dziesięć lat, kiedy razem z ojcem zniszczyliśmy całą moją kolekcję modeli samolotów. Musiało być ich całkiem sporo. To nie ja je sklejałem, przynosił mi je już sklejone i pomalowane kolega taty z uniwersytetu, pracowali na jednym wydziale. Kolega tak jak my mieszkał na Osiedlu Rusa, nawet w tym samym bloku, ale my pośrodku, klatka 133, na piątym piętrze, a on na początku, klatka 125, w kawalerce na dziesiątym. Przychodził do nas co piątek, najpierw grali w karty, w tysiąca – on, tata i mama, potem mama kładła mnie spać, a mężczyźni grali w szachy. Podczas gry w tysiąca siedziałem z nimi, pamiętam, że bardzo się emocjonowałem wynikami, mamie przeważnie dobrze szło w kartach, a ja się wkurzałem, kibicowałem wiecznie przegrywającemu tacie albo jego koledze. Dobrze pamiętam, jak mama kiedyś się na mnie o to obraziła, chyba obrażała się na mnie o to nawet kilka razy.

Tego, jak zniszczyliśmy samoloty, nie pamiętam ani trochę, nawet przez mgłę. Musieliśmy je zniszczyć, bo potem już ich w moim pokoju nie było. To był 1986 rok, lato, niedługo potem, jesienią, rodzice się rozwiedli, a mama wprowadziła się na początek bloku, do kolegi taty. Przestaliśmy na nią mówić mama czy Danka, a zaczęliśmy Kramerowa, bo akurat w telewizji puścili wtedy Sprawę Kramerów, film, w którym Meryl Streep odchodzi od Dustina Hoffmana i zostawia go samego z synem. To przezwisko, Kramerowa, pamiętam doskonale, świetnie pamiętam ton, jakim go wymawialiśmy.

Niszczenia modeli samolotów nie potrafię sobie przypomnieć. Potrafię je sobie wyobrazić. Na pewno nie płakaliśmy. Tata płakał w taksówce, na samym początku. Wróciliśmy od babci, a mamy nie było w mieszkaniu, zostawiła tylko list. Tata przeczytał go, wziął mnie i wsiedliśmy do taksówki, by jej szukać. Wtedy płakał. Jednak podczas niszczenia samolotów na sto procent byliśmy twardzi. Wtedy nie było plastikowych worków na śmieci, ale były plastikowe reklamówki, najlepiej z logo niemieckiego sklepu albo z napisem Rifle. Samolotów było tak dużo, że do jednej reklamówki się nie zmieściły, myślę, że to były trzy torby. Chciałem je łamać, ale tata powiedział – bez łamania, bo możesz się jeszcze skaleczyć. Wystarczająco już mi ciebie skrzywdziły. Gdybyśmy je łamali, może zmieściłyby się do dwóch reklamówek? Stały na szafie i na półce. Tata sięgał po nie, podawał mi je, a ja je pakowałem. Krótko to trwało, tak z minutę. Tata powiedział, że je wyniesie, ale ja nie pozwoliłem mu iść samemu do śmietnika. Uparłem się i poszliśmy razem. Śmietnik był na parterze, z osobnym wejściem od strony dworu. Nie musieliśmy nic na siebie zakładać, żadnych kurtek, tylko buty, ale z zakładaniem butów to za długo by trwało, więc wyszliśmy w kapciach. W windzie spotkaliśmy sąsiada, z szóstego piętra, też jechał z synem. Syn o rok ode mnie młodszy, ale większy, wyrośnięty. Zauważył, co mamy w reklamówkach, patrzył na te moje samoloty z zazdrością.

– Wyrzucamy je na śmietnik – powiedziałem.

– Można je wziąć? – zapytał.

– Nie można – odpowiedziałem hardo.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2025 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.