W Wyrazach współczucia natura jest głównym przedmiotem rozważań podmiotki, jednak od początku nieobecnym: funkcjonowanie świata podtrzymuje raczej to, co utracone, niż to, co istnieje. Rzeczywistość wykreowaną w tomie napędzają próby wypełnienia ciszy i pustki po tym, co było, a nie stworzenia alternatywy dla tego, co jest. Szychowiak przygląda się stracie ze szkłem powiększającym, bo zamiast narracji czy kontekstu to szczegół jest dla niej nośnikiem sensu. Wyrazy współczucia to maksymalnie skondensowany podręcznik przechodzenia żałoby – w niewielu słowach, w mocnym przybliżeniu, w subtelnych gestach i obrazach.
Wiersz otwierający tom wprowadza czytelnika w ekosystem podwójnej straty, w którym opozycja natury i kultury rozszerza granice opłakiwanego świata. Został on zbudowany na dwuznaczności tytułowego wyrażenia. Oznacza ono nie tylko obraz przedstawiający kompozycję nieożywionych przedmiotów, często owoców czy kwiatów, lecz także śmierć natury, przyrody – nie na płótnie, a w rzeczywistości:
nie istnieje
tylko na płótnie,
dlatego kolejny raz
rozpięłam je
między drzewami.
Dokładnie
na wysokości oczu
zwierząt,
które przyjdą
popatrzeć.
To bardzo minimalistyczny obraz, przedstawiający scenę oglądania przez zwierzęta rozciągniętego między martwymi drzewami płótna, które reprezentuje pustkę. Wyobraźnię pobudza w tym przypadku nie abstrakcyjność wizji (która, jak okazuje się w trakcie czytania tomu, wcale nie jest tak nierealna), a ładunek znaczeniowy, jaki ze sobą niesie: zwierzęta są zmuszone przez człowieka do patrzenia na pustą, martwą naturę – bo tylko taka jej forma przetrwała.
Zaszczepione już w pierwszym wierszu przeczucie straty, odchodzenia, końca towarzyszy czytelnikowi w kolejnych tekstach, sprawiając, że wykreowany w Wyrazach współczucia świat tylko krok zdaje się dzielić od apokalipsy. Jej znaki pojawiają się na każdym kroku, wywołując jednak w podmiotce jedynie rezygnację. Brak tu zamaszystych gestów czy patetycznych deklaracji. Świat kończy się jak u Czesława Miłosza – w subtelności codziennych spraw, bez trąb zwiastujących śmierć, bez wichur i piorunów. Podmiotka przygląda się temu z bardzo bliska, co pozwala jej dostrzec szczegóły, sygnały alarmowe, niepokojące zmiany: „teraz rzeka / się podnosi, / płynie przez pustkę / i szuka / schronienia”, „znajdziemy / na dnie / wrak / jeziora”, „Nie wiedzieliśmy, / że to pożegnanie. // Chmara skowronków / obsiadła gałąź”.
Warto zauważyć, że ptaki zajmują wyjątkową pozycję w artystycznych wizjach końca świata: pokazują tempo i stopień zaawansowania nieodwracalnych zmian. Niezależnie od tego, czy chodzi o malarskie reprezentacje ptaków (patrz: Kuropatwy Józefa Chełmońskiego), poetyckie obrazy katastrofizmu zwiastowanego lub unaocznionego przez ptaki (patrz: Ptaki Miłosza) czy gołębie przesiadujące na drutach wysokiego napięcia, obserwowanie ich jest symptomatyczne – buduje poczucie dziwności, niezgodności, które przynosi niepokój. To wrażenie towarzyszy podmiotce przez cały tom, sprawiając, że każdy szelest liścia, trzepot skrzydeł czy szum rzeki budzi wątpliwość. Dopiero wprowadzenie czytelnika w stan hiperuważności pozwala zlokalizować źródło owego niepokoju wynikającego z obserwowania dalekosiężnych skutków działań człowieka. Szychowiak nie oskarża, nie demonizuje epoki antropocenu, a jednak w subtelnościach wskazywanych przez nią zmian zdaje się pobrzmiewać oskarżenie ze strony gołębi, jeleni i rzek.
Cierpienie antropomorfizowanej natury przeplata się z cierpieniem ludzkim, przeobrażając się w ten sam, wspólny ból, o który nie ma kogo oskarżyć ani zapytać:
na kablach
elektrycznych.
Czy ktoś
je kiedyś kochał?
Czy były
czyimiś
najwierniejszymi
przyjaciółmi?
Nie poznamy się?
W kończącym wiersz pytaniu wybrzmiewa nie tylko smutek po utraconej możliwości nawiązania kontaktu, lecz także poczucie nieuchronności związanej ze zmianą. Przyszłość staje się niepewna i pozbawiona alternatyw – podmiotka nie próbuje wzbudzać gwałtownych reakcji: pokazuje jedynie to, co można zaakceptować lub nie. Zachodzące zmiany wykraczają poza pojedynczy wiersz – wydarzają się w szczelinach, pustych z pozoru przestrzeniach, jak chociażby pomiędzy kolejnymi wierszami, w powtarzającej się ilustracji gołębi siedzących na drutach. Z pozoru obraz jest ten sam, jednak dokładne przyjrzenie się mu pozwala dostrzec subtelne zmiany w pozycji ptaków – czasem któryś podrywa się do lotu, inny siada w nowym miejscu. Powtarzalność uwypukla różnicę.
Warto jednak zwrócić uwagę na różnice w jakości wierszy z Wyrazów współczucia. W tomie zdarzają się teksty nierówne, które w nieco banalny sposób wykorzystują arbitralność podziału wersowego i są próbą przekształcenia prostego stwierdzenia w wysokoartystyczną myśl. Przypominają przez to aforyzmy, które przetwarzają znane już koncepcje i pomysły, ale nie robią z nich dobrych wierszy. Można dostrzec to choćby w wierszu Samotny:
kontener,
wypełniony
powietrzem.
Rozszarpany
przez
morze.
Tekst nie niesie ze sobą żadnego ładunku krytycznego, nie wzbudza dyskusji ani emocji – jest jedynie liryczną impresją grającą na prostych paradoksach. Kontener jest co prawda pełny powietrza, ale nadal nie znajduje się w nim nic widzialnego, a zatem tak jakby wciąż jest pusty: ta myśl mogłaby być nawet ciekawa, gdyby została w jakikolwiek sposób rozwinięta w wierszu. Antropomorfizujący tytuł implikuje współczucie wobec kontenera – znajduje się sam na morzu, w dodatku jest rozszarpywany, co może przywoływać na myśl losy rozbitka targanego falami. Szychowiak każe czytelnikowi wyobrazić sobie kontener jednocześnie jako brak (pustkę) i jako pełnię (zniszczenie), ale myśl ta nie doczekuje się rozwinięcia, nawet jeśli obie perspektywy istnieją symultanicznie. Samotny przypomina raczej krótką notatkę. Słabsze momenty tomu pojawiają się przede wszystkim wtedy, gdy Szychowiak próbuje zbyt mocno skondensować treść wierszy. Aby uznać jedno zdanie za wystarczająco dobry wiersz, kilka składających się na niego słów musi ociekać znaczeniem, łączyć się, prowadzić do konkluzji lub celowo jej unikać – co niestety nie dzieje się w opisanym przypadku.
Poetycka próżnia, w której zawieszone zostają słowa z wiersza Samotny, zostaje przeobrażona w wieńczącym tom wierszu Cofanie się czasu:
wracać.
Tu woda
nas wyżywi
swoim
gęstym
ciałem
aż do nadejścia
dnia.
Odmienne perspektywy czasowe wytwarzają tymczasową przestrzeń, w której wydarzyło się wszystko, a jednocześnie nie wydarzyło nic: ten moment zawieszenia, zatrzymania pozwala na zdobycie wyjątkowej perspektywy, na dostrzeżenie w braku zakończenia potencjału znaczeniowego. Dzięki temu autorce udaje się uciec przed aforystycznym banałem: w przypadku Cofania się czasu moment kulminacyjny wiersza minął, a jednocześnie jeszcze nie nadszedł. Wycofanie komunikacyjne zauważalne w poprzednim tekście zostaje zastąpione próbą ustanowienia zasad rządzących powołanym w Cofaniu się czasu światem, do którego nie ma dostępu ani przeszłość („Nie chcemy wracać”), ani przyszłość („aż do nadejścia / dnia”). Moment zatrzymania końcowego wiersza jest istotny dla całego tomu ze względu na podjęcie przez podmiotkę pierwszej próby poradzenia sobie z cyklicznością istnienia. Przechodzenie śmierci w życie daje nowy początek, co sprawia, że zakończenie nigdy nie jest dostępne: to wieczne cofanie się do punktu wyjścia, w którym powstanie nowe życie.
Szychowiak udało się uchwycić w zamykającym Wyrazy współczucia wierszu moment pomiędzy śmiercią a odrodzeniem, gdy nie obowiązują prawa wszechświata, a pusta przestrzeń może być próżnią lub przeciwnie – kondensować w sobie nieskończone możliwości. To okres przejściowy. Podmiotce zostaje tylko czekać w napięciu nie wiadomo na co, w otoczeniu pełnym ciszy i pustki. To czas, ułamek sekundy, pozwalający uporać się ze stratą i odbyć żałobę, być może złożyć wyrazy współczucia: naturze, ludzkości, sobie.
