03/2022

Piotr Wojtaszek

Wielka Wojna Cywilizacyjna (w Kamieniu na kamieniu)

Fryderyk Nietzsche pisał niegdyś: „Kto walczy z potworami, ten niechaj baczy, by sam nie stał się potworem. Gdy zaś długo spoglądasz w bezdeń, spogląda bezdeń także w ciebie” (Poza dobrem i złem). Historia walki Michała Pietruszki, bohatera Kamienia na kamieniu Wiesława Myśliwskiego, z potworami biedy i zacofania, stanowi doskonałą miniaturę zniszczenia cywilizacji wiejskiej przez miejską.

Powieść dotycząca przede wszystkim przemian, jakie zachodziły na wsi przez większą część XX wieku, i konieczności odejścia jej dotychczasowej formy na śmietnik historii zawiera w sobie również ponurą refleksję nad skutkami zetknięcia się dwóch odrębnych cywilizacji – miasta i wsi. Już w roku 1948 Ernesto Sabato przekonywał w swojej debiutanckiej powieści Tunel, że ludzie nie są w stanie w pełni poznać i zrozumieć ani siebie nawzajem, ani otaczającej ich rzeczywistości, sytuację tę porównując do tkwienia w szklanej rurze, z której można oglądać świat zewnętrzny, ale nie można nawiązać z nim kontaktu. Swoiste rozwinięcie tej myśli w kontekście wspomnianego styku cywilizacji odnajdujemy w powieści Myśliwskiego w rozdziale Droga – kiedy kawalkada zaprzężonych w konie wozów przewożących snopki zboża dociera do wypełnionej pędzącymi samochodami drogi, ich pielgrzymka zostaje wstrzymana, bo nikt nie ma zamiaru zwolnić, by dopuścić podróżujących wieśniaków do ruchu. Tym wymownym obrazkiem autor ukazuje hermetyczność obu światów: nie mogących jechać dalej furmanów porywa zaduma nad otaczającym ich światem, część z nich zaczyna liczyć samochody, inni zachwycają się wymijaniem wolniejszych pojazdów przez te szybsze, jeszcze inni dzielą się opowieściami ze swojego życia. Kontrastują z nimi uwięzieni w samochodach kierowcy, którzy odrzucają nieśpieszną kontemplację świata, są symbolem współczesnej cywilizacji: pędzącej w nieznanym kierunku, pozbawionej trwałych więzi międzyludzkich, tkwiącej w rzeczywistości ciasnej i opartej na posiadaniu. Znamienne są tutaj słowa stojącego najbliżej drogi Bartłomieja Kusia, pytającego „Moja, panie, wina, że im się w chałupach przykrzy?” – nie należy tego bynajmniej odczytywać jako przejawu hipokryzji, lecz przeświadczenia o nieustannym pobycie w szeroko rozumianym domu lub jego pobliżu, we wspólnocie, której brak osobom zatopionym w drapieżnym konsumpcjonizmie. Wypadek narratora powieści, młodszego brata Michała, Szymona Pietruszki, który nie zważając na ostrzeżenia pozostałych furmanów, postanawia wjechać na drogę, stanowi ponurą konstatację, że teza Sabato pozostaje aktualna, a próby przełamania hermetyczności tych światów są z góry skazane na niepowodzenie.

Michał Pietruszka od początku był predestynowany do podjęcia próby przełamania tego impasu. Najstarszy z braci Pietruszków miał zostać wysłany przez rodziców do seminarium, dlatego przez lata wychowywano go w przeświadczeniu, że „pójdzie na księdza”, toteż oszczędzano mu pracy i zachęcano do nauki (co zaowocowało nagrodą książkową ze szkoły), bo „ksiądz ma parobka”, a co za tym idzie, nie musi pracować fizycznie. Kapłan, będący – przynajmniej w teorii – przewodnikiem i autorytetem moralnym dla swojej społeczności, walczy równocześnie ze złem i wystrzega się go; ów lęk przed złem, który zawładnął Michałem, a następnie popchnął go do rzucenia mu rękawicy, uwidacznia się już w dzieciństwie, kiedy Pietruszka wybucha płaczem na widok kolędnika przebranego za diabła.

Życie dorosłe miało pokazać, że bohater Kamienia na kamieniu faktycznie podejmie się próby oczyszczenia świata z nędzy i nieszczęść, lecz drogą zupełnie inną niż kapłańska. Brak pieniędzy spowodował, że ostatecznie, zamiast wstąpić do seminarium, Michał, dzięki wstawiennictwu rodziców, wyjechał do zamieszkałego w mieście kuzyna, gdzie miał nauczyć się krawiectwa. Jego dalsze losy są w dużej mierze oparte na domysłach czytelnika, choć Myśliwski zostawił szereg wskazówek, pozwalających wysnuć następujący tok wydarzeń: Michał Pietruszka styka się w mieście z ruchem socjalistycznym i jego postulatami. Prędko dochodzi do wniosku, że pracuje dla wyzyskiwacza, a jego zarobki są o wiele za niskie. Odchodzi więc z zakładu krawieckiego i zatrudnia się w fabryce, gdzie znalazł więcej ludzi podobnie myślących, być może zapisując się również do PPS, aby walczyć o prawa pracowników i podźwignięcie proletariatu z nędzy.

Na taki rozwój wydarzeń wskazuje przywołana przez Szymona anegdota, jak to Michał pakujący walizkę, z którą wybierał się na pociąg, energicznie przerwał poświęconą sprawom religijnym dyskusję ich rodziców z sąsiadami, stwierdzając, że „nie ma życia pozagrobowego”, a także „Jest to tu tylko i w to trzeba wierzyć!”. Dalej, według relacji Szymona, Michał przyjeżdżał do domu coraz rzadziej, zbywając półsłówkami dokonywane przez rodziców próby nawiązania rozmowy, pytanie matki o związek z kobietą kwitując z kolei zdaniem „Nie czas teraz, matko, na panny, są ważniejsze sprawy”. Rozdźwięk między aspiracjami Michała i Szymona najpełniej oddaje komentarz Szymona do słów brata:

No, to ja go o nic już nie pytałem, bo dla mnie panny były najważniejsze. Jakie mogły być ważniejsze sprawy? Wysłać takiego do miasta, to tylko zdziwaczeje. Gdybym ja tak był na jego miejscu, o, wiedziałbym jak życia w mieście użyć. Słyszało się przecież to i owo. Przyjeżdżał czasem Gienek Woś na urlop, zawodowym w wojsku był, to nie opowiadał? Ciarki aż po krzyżu szły. A Florek Sójka tylko podskakiwał:

– O, kurwa! O, kurwa! Jedźmy, chłopaki! Jedźmy, bo nie wytrzymam!


Chodzi tu oczywiście o prostytutki, na których napaleni młodzieńcy bez większych aspiracji mogli sobie poużywać, a niektórzy przeliczali je w pełnych zaangażowanego rozmarzenia rozmowach na korce żyta.

W ten sposób w ciągu kilku lat Michał Pietruszka zdystansował się od prowincjonalnej, małej ojczyzny, zdobywając się wobec niej, w najlepszym wypadku, na łagodną pobłażliwość, podobną do tej, jaką dorośli mają wobec dzieci, tak jak to było choćby wtedy, gdy grupa młodych chłopców kąpiących się w rzece ukradła mu kapelusz. Świadomie zrezygnował z trwania we wspólnocie, aby poświęcić się wielkiej idei, mającej naprawić zło tego świata. Jego awans społeczny, a przede wszystkim widoczna zmiana w sposobie myślenia, stanowiły pierwszą jaskółkę zmian, mających nadejść wraz z końcem II wojny światowej i początkiem czegoś, co na płaszczyźnie socjologicznej należałoby nazwać Wielką Wojną Cywilizacyjną. Jej zaranie leży oczywiście w przemianach społecznych i gospodarczych po I wojnie światowej, jednak otwarte starcie się cywilizacji rozpoczęło się wraz z rewolucją kulturową, jaka rozgorzała na wsi po objęciu władzy przez komunistów.

[…]

[Ciąg dalszy w numerze.]

Wiesław Myśliwski: Kamień na kamieniu.
Znak,
Kraków 2019, s. 528.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.