Zacznijmy od tekstu Katarzyny Trzeciak O materialności „Kordu” Natalii Malek, opublikowanego w „Śląskich Studiach Polonistycznych”. Krakowska badaczka skupiała się w nim na koncepcji „wiersza jako rzeźby”. Odrzucała jednak pogląd, który wydaje się najbardziej intuicyjnym rozumieniem takiej metaforyzacji – jakoby Malek pojmowała tworzenie wiersza „jako pracę z materiałem i stopniowe opanowywanie go poprzez cyzelatorską aktywność twórcy”. To, co miałoby decydować o „rzeźbiarskości” poezji Malek, to jej relacyjny charakter – wiersz‑rzeźba „nie ma granic” i „jest bardziej miejscem niż trójwymiarową bryłą”. Nie tyle byłby więc skończonym dziełem, co całą sytuacją, kontekstem, w którym owo dzieło może zaistnieć.
Trzeciak pominęła tutaj potencjalnie interesujące pytanie związane z wyobrażeniem wiersza jako artystycznego obiektu: jak bardzo materialne ograniczenia książki poetyckiej, wynikające z samego charakteru medium, są uzgadnialne z traktowaniem jej, tak jakby należała do innego medium. Innymi słowy – do jakiego stopnia oporność materii wiersza pozwala na uzyskanie tych właściwości, które charakterystyczne byłyby dla innego medium. Zamiast tego Trzeciak przyjęła, że metafora unieważnia podobne pytania o ograniczenia – skoro wiersz chce być rzeźbą, to jest rzeźbą i można go w taki sposób traktować, niezależnie od faktycznego stanu rzeczy. Kluczowe byłoby zatem nastawienie odbiorcy, a nie sam utwór, który powstał w określonych warunkach i przy określonych ograniczeniach – względem tego czytelniczego nastawienia całkowicie obojętnych. Oczywiście w takim modelu lektury szczególnie istotne będzie samo doświadczenie (obcowanie) odbiorcy z tekstem. Według Trzeciak poszczególne fragmenty nie mają być interpretowane, lecz tworzą „rozsunięcie, pozwalające doświadczyć historii pracy kobiet, fizycznej i ciężkiej”. Logiczną konsekwencją takiego stanowiska jest w końcu unieważnienie hierarchii relacji w obrębie wierszy, które – jak można wywnioskować z tekstu Trzeciak – ostatecznie miałoby mieć emancypacyjny potencjał. Tekst byłby swobodnym przepływem równych sobie elementów.
Przynajmniej częściowo zbieżna z tekstem Trzeciak – jeśli chodzi o założenia – była recenzja Dawida Kujawy, opublikowana na łamach „Małego Formatu”. Katowicki krytyk również wskazał na „powierzchniową” naturę wierszy Malek, podobnie dowartościował tryb lektury, który kazałby czytelnikowi „płynąć z nurtem po wytyczonych przez poetkę płaskich liniach sensu”. Nie pada tutaj wprost zdanie o tym, czy można wiersze Malek interpretować, natomiast możemy przyjąć, że Kujawa, wyrażając swój negatywny stosunek do lektury opartej na szukaniu „transcendentnego względem tekstu «przekazu»”, ma na myśli właśnie „interpretowanie” (taki pogląd wynikałby zresztą z pozostałych tekstów krytyka).
Kujawa, w znacznie większym stopniu niż Trzeciak, skupia się na konstrukcji omawianego tomu. Jego wskazaniom dotyczącym zabiegów formalnych, z których korzysta Malek, trudno nie przyznać racji. Prawdą jest, że poetka często markuje rozpoczęcie wielkiej opowieści, by zaraz zderzyć je z poznawczymi ograniczeniami. Zdanie wprowadzające do wiersza bohaterkę kontrowane jest często zdaniem sugerującym, że niekoniecznie (albo: nie tylko) o „opowiedzenie historii” tutaj chodzi, ale na przykład o sproblematyzowanie jej zapamiętywania. Nie da się również zaprzeczyć, że w projekt poetycki Malek wpisana jest pewnego rodzaju ekstatyczność – ciekawość wobec odmiennych głosów, perspektyw, które ostatecznie pozostają pewnymi niedopowiedzianymi historiami. Dość dobrze ten stan oddaje wyobrażenie sobie linii życia podmiotki i bohaterek jako przecinających się w jednym momencie, ale poza tym jednym punktem nigdy się ze sobą nie spotykających. Bez wątpienia Malek buduje napięcie między figuratywnością, a więc pewną dosłownością, a odległymi skojarzeniami. Dzieje się tak, gdy tworzy historię bohatera jako jego przedstawienie w tekście i zderza je na przykład z arbitralnymi metaforami czy przeskokami narracyjnymi, które – jak będę się upierać – nie są pozbawione znaczenia, bo znajdują swoje uzasadnienie kompozycyjne na poziomie całości.
Problem polega na tym, że Kujawa wspomniane wyżej metafory, inne zabiegi formalne czy wyrażone pragnienia podmiotki ekstrapoluje na właściwości tekstu. Pod tym względem jego recenzja jest podobna do artykułu Trzeciak – dla krytyka i krytyczki porzucanie wielu historii w Kordzie to nie sztuczny, jeden z wielu (ale wciąż właściwych poezji) sposobów ujmowania czy ramowania rzeczywistości, ale właśnie otwierająca czytelnika na nieskończoną liczbę historii „maszynka”. Hołubiona przez Kujawę „potencjalność” (to, co w wyniku ramowania i zabiegów autorskich
Być może kluczowe dla zrozumienia modelu lektury, jaki proponuje Kujawa, byłoby podrzucone przez niego słowo „przekaz”. „Przekaz”, rozumiany synonimicznie z „przesłaniem”, miałby zawężać to, co w wierszach Malek „potencjalne” – dlatego ścisłe „podążanie” jest czymś, co wartościuje on negatywnie. W końcu przy ścisłym „podążaniu” czytelnik traci te wszystkie możliwe wyobrażenia, które mógłby w nim wywołać tekst. „Płynięcie z nurtem” ten problem eliminuje. Poza tym „przekaz” kojarzy się oczywiście z „przesłaniem”, jakimś banalnym wierszem, którego sens można sprowadzić do kilku hasztagów (zabiegi formalne w takim tekście nie stawiają żadnego oporu). Katowicki krytyk mógł mieć na myśli również wiersz tematyczny, wyjaśniający jakieś zjawisko zachodzące w świecie, a przy tym bardzo komplikujący swoje znaczenie (jak np. jest u Anny Adamowicz czy Tomasza Bąka).
Rzecz jasna Malek nie jest poetką, która byłaby zainteresowana „przekazem” – w obydwu określonych przeze mnie formach poetyckich. Nawet jeśli pojawiają się u niej bardziej konkretne nawiązania do społeczno‑ekonomicznego zewnętrza (np. dotyczące sezonowych prac, nierówności płciowej czy instytucjonalnego funkcjonowania osoby piszącej w Polsce), to niekoniecznie dlatego, że chce o tych zjawiskach rzeczywiście coś powiedzieć. Raczej nikt nie sięgnie po wiersze Malek, aby dowiedzieć się czegoś o prekarności zatrudnienia w Polsce. Podmiotka nie przekazuje nam wiedzy – w głównej mierze dlatego, że jest zainteresowana samą sobą. Od razu zaznaczę – nie wartościuję tego negatywnie. Po prostu należy przyznać, że skoro Malek interesuje przede wszystkim napięcie między formami katalogowania swoich wrażeń, uniezwyklania ich, a rzeczywistymi historiami, do których się one odnoszą, to nie interesuje jej wyjaśnianie nam zewnętrza.
[…]
[Całość można przeczytać w numerze.]
