10/2021

Karol Alichnowicz

Wiersze o Kimś, o Czymś

I. Debiutancka książka poetycka Łukasza Michalskiego Smokonie zwraca uwagę swoją odrębnością, innym, chciałoby się rzec, krojem lirycznego pisma (dodajmy: innym na tle wydanych ostatnio książek). Wiem, że powtarzam trafną opinię Anny Piwkowskiej, autorki posłowia do tomu, której zawdzięczamy też kompozycję zbioru. Postępuję tak jednak z rozmysłem, bo warto za znakomitą poetką zwrócić uwagę na to, co wyróżnia te utwory, a tym samym czyni je niepodatnymi na literackie mody – przede wszystkim pragnienie szlachetnej prostoty, która pozwala w słowie poezji zdać prawdziwy rachunek z życia. Jednym z imion tej prostoty jest szczere, pozbawione jakiejkolwiek kokieterii wyznanie: „chciałbym napisać / wiersz o szkole / świetle w pokoju / wodzie i powietrzu / o twoich dłoniach / smutnych i radosnych” (⁂ chciałbym napisać). O wierszu „jasnym jak spojrzenie w oczy i prostym jak podanie ręki” pisał niegdyś Leopold Staff, ale, wypada dodać, w postawie światopoglądowej wybitnego poety nie dominują wyłącznie pierwiastki apollińskie (co udowodnił chociażby ostatnio Tomasz Kunz). Przypuszczam, że prostota Michalskiego rozumiana powinna być podobnie. Dążenie do niej jest heroicznym zadaniem, znacznie trudniejszym niż w przypadku Staffa, ponieważ wokół, w sobie, jeszcze więcej ciemności, spraw złożonych. Zwłaszcza że współczesny poeta ma gorzką świadomość istnienia w miejscu i czasie, gdzie trudno odnaleźć prostotę i szczerość uczuć:


Płakałem. Tak. Jak dziecko

Pierwszy raz. Potem drugi

[…]

Jeszcze raz, jeszcze, jeszcze…

Ze wstydu bo nie umiem

tak prosto, czysto, zwyczajnie

rozlać się w ciepłym smutku.

(Emigracja)


Michalski znajduje przyczyny duchowej atrofii nie tyle w świecie samym, ile w świecie urządzonym przez ludzi odrzucających naturalne odruchy serca, które zawsze przybliżały do tego, co najważniejsze. Stąd wyczuwalny w tej liryce rodzaj moralnego napięcia, bo to ono każe Michalskiemu poszukiwać niezafałszowanego imperatywu, zasady moralnej, dzięki której stawi się czoło stworzonej przez człowieka pustce (wiele tu zresztą jej różnych wcieleń). Stąd też niezgoda na szyderstwo, pogardę, nienawiść, głupotę, kłamstwo…, a odczuwane pragnienie odnalezienia „słów zdolnych zmienić / szaleńczą krzątaninę w bezruch uwielbienia świetlistych katedr” (Chorał). Ten metaforyczny obraz mógłby posłużyć za cały program poetycki, w którym przywraca się wagę słowu, autentycznemu i nieskarlałemu, słowu prawdziwemu. Właśnie: słowu. Z pewnością to jeden z lejtmotywów Smokoni, nie wiem, czy nie najważniejszy. W świecie poety, w naszym świecie, są bowiem różne rodzaje słów: „zsiniałe słowa”, „puste”, „chropawe”, „za szybkie i natrętne”, oracje „kandyzowane” i – będące ich przeciwwagą – dające nadzieję „słowa proste”, „najważniejsze” czy wreszcie: „słowo Pańskie”. W tym rozwarstwieniu słów wyraża się dramat człowieka współczesnego, stojącego nad otchłanią, który chciałby odnaleźć trwały punkt oparcia w chwiejnym świecie, w „siwiejącej codzienności” odnaleźć łaskę cudu, a słowo zastąpić Słowem… Gdybym miał wskazać z kolei to, co dobitnie problematyzuje to dramatyczne życiowe doświadczenie, zwróciłbym szczególną uwagę na nawiązujące do Ewangelii wyznanie zawarte w cytowanym już na początku utworze bez tytułu:

cierpię na astygmatyzm

porządku słów i czynów


Dramat ten uwypukla, a także znacznie wyostrza krajobraz wierszy, stanowiący w istocie krajobraz duszy osoby mówiącej: z jednej strony ciemny, chłodny, z drugiej zaś – rozświetlany chwilami przez nikły blask światła, ciepła miłości i nadziei wiary. Napisałem „krajobraz duszy”, ponieważ w tej refleksyjnej liryce wszystko zdaje się trwać wewnątrz, w przestrzeni myśli i doznań. Jak gdyby i myśli, i doznania stanowiły zwierciadło odbijające fragmenty świata i były zarazem jego niepokojącą projekcją (dobrze podkreślają to wrażenie ilustracje Andrzeja Krauzego, zamieszczone w zbiorze). Wyobraźnia Michalskiego jest szczególnie wyczulona zarówno na taką, momentami wręcz oniryczną, sferę rzeczywistość, jak i wyrażającą ją oryginalną, opartą na mniej lub bardziej odległych skojarzeniach metaforykę (np. „fałsz pełzający”, „kwiląca skarga”, „skomlał mrok zawiedziony”). Staje się to wszystko jakimś własnym, niepodrabialnym znakiem rozpoznawczym tej poezji, jak w przypadku tytułowych stworów, przywołujących na myśl nazewniczą wynalazczość Leśmiana (stworów „zaczarowujących” – dodajmy – odpychającą rzeczywistość).

II. Do znaków rozpoznawczych tej poezji, określających światopogląd artystyczny autora Smokoni, należy też wyartykułowane wprost przekonanie, że


wiersz rodzi się w miejscowniku

musi być o Kimś, o Czymś

(⁂ wiersz rodzi się w miejscowniku)


Ars poetica? Z pewnością tak należy interpretować ten wiersz. Zwłaszcza że kolejne wersy przynoszą dopełnienie zasad owej sztuki poetyckiej:

łaszą się do mnie ciągle

cytaty, metafory,

rymy i rytmy, symbole

metra i przerzutnie


Owszem, cytaty, metafory itp. stanowią elementy „kuchni poetyckiej”, ale też nie powinny być pojmowane dosłownie: stanowią one raczej sygnały pewnego wtajemniczenia w kody kultury (np. „beztęsknota, bezmyślenie”; „[b]ez sił, bez tarcz, pancerzy”; „ostania taśma”, jako nawiązania do Mickiewicza, Norwida i… Becketta). Zwłaszcza że współistnieją z nimi rymy, rytmy, metra oraz przerzutnie. Słowem, nie tylko słowo, lecz także jego brzmienie, muzyczność frazy, intonacyjne napięcia są dla Michalskiego istotne. W jednym z wierszy zresztą podmiot liryczny wyznaje, że pochodzi z muzykalnej rodziny. Być może dlatego w Smokoniach oprócz wiersza wolnego pojawia się też wiersz regularny (oczywiście z urozmaiceniami rytmicznymi i odstępstwami od ścisłych reguł). Przykładem piękny Wiersz staromodny o szarej torbie i Zmartwychwstaniu, pisany z zasady trzynastozgłoskowcem, chociaż przełamywanym innymi formatami (różne długości wersów i rozmaite rymy odnajdziemy z kolei w Nieobecności, co powoduje znamienne znaczeniowe przesunięcia i gry).

Michalski ponadto stara się uwzględniać efekty foniczne, gdy rytmiczność oparta jest chociażby na powtarzalności grupy głosek (np. aliteracja – „cisza ciemna”). Tej instrumentacji głoskowej towarzyszy również w kilku miejscach paralelizm składniowy, np. przyjmujący postać anafory: „Słucham ciekawie, wolno, długo / Słucham uważnie. Wciąż na nowo. / Słucham na zawsze i ab ovo” (⁂ Słucham ciekawie, wolno, długo). Oczywiście, nie wyczerpałem repertuaru stosowanych przez poetę środków, jakkolwiek Michalski posługuje się nimi, aby potwierdzić, że „muzykalizacja świata” (w przeciwieństwie do demuzykalizacji) jest próbą odwołania się do dawnego porządku. Do wartości sprzed aksjologicznej pustki, gdy nie trzeba było, jak w wierszu-psalmie błagalnym, paradoksalnie prosić Boga o ciszę i pustkę „nienadaremną” (⁂ Czy wiesz co mi się myśli, pisze?).

Ślady tego dawnego porządku – co interesujące zwłaszcza z perspektywy stricte artystycznej – poeta odnajduje m.in. w tradycji literackiej. Michalski wydaje się zwracać uwagę na jej znaczenie dla talentu indywidualnego, który, nawet najbardziej samorodny, nie powinien się obejść bez kulturowego zaplecza. W konsekwencji w Smokoniach tradycja literacka jest stale obecna, a nawet można rzec więcej – w wierszach składających się na zbiór współistnieją jednocześnie przeszłość i teraźniejszość, to, co jest ponadczasowe, i to, co przemijające. Poeta bowiem żyje w Wiecznym Teraz. Podkreśla to jeszcze zmienność form podawczych, oscylujących między pisaniem dyskretnym, nieosobowym, zakorzenionym w jakimś bezczasie, a formą wyznania, nawiązującą do konfesji, którą określa nasze tu i teraz.

W konsekwencji punktem odniesienia dla Smokoni, jak można sądzić, jest poezja Starych Mistrzów, dostojnych szamanów z wiersza Zbigniewa Herberta. Nie chodzi wyłącznie o inspirację twórczością konkretnego autora (można oczywiście również w ten sposób czytać zbiór), lecz o wyczuwalny ton powagi, swoistej godności sztuki w rozumieniu roli poezji – dawniej tak się o poezji myślało, dziś myśli się rzadziej. Równocześnie gdy Michalski porusza w swoich wierszach sprawy istotne, niekiedy zaś – fundamentalne, jego technika poetycka uwzględnia różne terytoria wyobraźni i rejestry języka. Aby być wiarygodnym poetą, trzeba przecież mieć świadomość, że konieczne jest sięganie do wielu źródeł: i tych zmąconych, i tych krystalicznych.

Łukasz Michalski: Smokonie.
Towarzystwo Przyjaciół Sopotu,
Sopot 2020, s. 72.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.