07-08/2021

Maciej Libich

Wyklęte rewiry

Może to nieco dziwne recenzować trzy razy tę samą książkę? Zastanawiam się na głos, bo właśnie po raz trzeci zabieram się za pisanie o Niżu Macieja Topolskiego. Drugi był niedawno, kilka miesięcy temu, kiedy Topolski poprosił mnie o przygotowanie recenzji wewnętrznej na potrzeby wydawnicze. Tekst oczywiście napisałem, bo książka jest świetna. Natomiast dwa lata temu, kiedy mgliście orientowałem się, kim jest Topolski, czym się zajmuje i co pisze, krytycznie odniosłem się na łamach „Kontentu” do małego wyimka z Niżu. Nie zdawałem sobie sprawy, że jest to tylko fragment, i narzekałem, że jeśli mamy do czynienia z zamkniętą całością, trudno będzie powstrzymać uczucie niedosytu. To uczucie, nieco zaskakująco, pozostało do dziś w niezmienionej formie. Ale tylko dlatego, że Niż – poetycką, a przy tym przepełnioną okrucieństwem opowieść o kelnerach – można by czytać bez końca.

To trzecia pozycja w dorobku Topolskiego: redaktora (opracował wybór wierszy Adama Wiedemanna Domy schadzek), krytyka literackiego i eseisty (regularnie drukuje w „Znaku”), badacza akademickiego (studia doktoranckie na Uniwersytecie Jagiellońskim), tłumacza (między innymi wierszy Anne Carson oraz June Jordan), a przede wszystkim autora dwóch ciekawych tomów poetyckich: na koniec idą (2017), nominowanego do Nagrody Literackiej Gdynia, oraz Luxusu (2019).

Choć mieszka w Krakowie, jego dykcja – oczywiście mocno sprawę upraszczając – krakowska raczej nie jest. Topolski dystansuje się od awangardowych konceptów, jakie proponują jego rówieśnicy, unika eksperymentów, surrealizmu i rozbuchanego języka. Stawia na mowę, jak to ujął Jakub Skurtys, „zawieszoną na granicy milczenia”, oszczędną, by nie powiedzieć wręcz: ascetyczną. To, co określało istotę obu jego tomów wierszy, a więc położenie nacisku na sensoryczny wymiar tekstu, wprowadzanie wątków z filozofii postsekularnej i nawiązań do myśli Jacques’a Derridy, Jeana Luca Nancy’ego oraz Anne Carson, a także uporządkowany, pedantycznie wręcz dopracowany i liryczny język, pojawia się również w prozatorskim Niżu, choć akcenty porozkładane są odmiennie. Widać, że projekt Topolskiego, łączący antropologię i literaturę, jest spójny, a jednocześnie podlega ewolucji.

Niż składa się z kilkudziesięciu próz, których objętość nie przekracza zwykle dwóch stron. W tych scenkach rodzajowych Topolski dokonuje wiwisekcji zawodu kelnera, pokazując, że praca ta uwikłana jest w opresyjne relacje, od których nie ma ucieczki – można je co najwyżej przemilczeć albo próbować wyprzeć – a przede wszystkim podatna jest na najróżniejsze formy eksploatacji. Podczas lektury czytelnik buduje więc i uzupełnia katalog przewin pracodawców: od zalegania z wypłatą pensji, przez niezapowiedziane, często bezpłatne nadgodziny, aż po stosowanie wobec pracowników przemocy (psychicznej i fizycznej), która objawia się choćby pod postacią notorycznego odbierania przerw przysługujących kelnerom: „Ty masz przerwę, ale twoja przerwa, musisz to wiedzieć, męczy ludzi”. W tle tych opisów pojawiają się zaś niewygodne uniformy, które przyklejają się do pleców, dym z papierosów wypalanych na zapleczu, smród całodniowego potu, niezmytych naczyń, a nawet spermy wycieranej w kuchenne obrusy albo połykanej w pośpiechu; do tego dochodzą parujące czy raczej wrzące kuchnie, które – niewentylowane latem – przypominają raczej tropikalną dżunglę niż miejsce pracy. Z innej strony czuć też woń wysmakowanych potraw, czerwonego wina i drogich perfum. Sugestywne obrazy mieszają się tu z zapachami, a zapachy z rozbudowanymi opisami ciała: dłoni, twarzy, postury.

Topolski inspirował się własnymi doświadczeniami. Sam pracował jako kelner i poznał ten zawód od podszewki, od strony marginalizowanej przecież w powszechnie obowiązującym, neoliberalnym dyskursie. W jego prozach nie ma jednak nic z autobiograficznej konfesyjności, w związku z czym Niż plasuje się na przeciwnym biegunie wobec pamiętnikarskiej powieści Na dnie w Paryżu i w Londynie George’a Orwella, w której pisarz wspominał swoją pracę pomywacza we francuskich knajpach. Mimo że u Topolskiego dominuje narracja drugoosobowa („Weź szklankę, weź sztuciec”), jego prozy często sprawiają wrażenie bezosobowych, oderwanych od jakiejkolwiek jednostkowej rzeczywistości, tak jakby opowiadający, a także ci, o których snuje się opowieść, pozbawieni byli resztek podmiotowości, którą być może kiedyś posiadali, ale którą skutecznie wyrugowała praca w nie-ludzkich warunkach: „Są ludzie, którzy zabijają. Są ludzie, którzy transportują. Są ludzie, którzy układają to, co zabite i przetransportowane, na talerzu. I są jeszcze ci, którzy talerz dostarczają. Czujesz się bezpiecznie, wiedząc, że są gdzieś tam i zabijają, transportują, układają, dostarczają dla ciebie. Nie znasz ich imion, nie jest ci to potrzebne. Wystarczy że są, dzięki bogu” (Do podziękowania).

Pracownicy restauracji traktowani są bardziej jak przedmioty niż ludzie. Nie są kimś, ale czymś: narzędziami w rękach właściciela restauracji, ofiarami wielodniowej, a może wielotygodniowej tresury; przypominają spracowane mechanizmy na skraju zużycia, podległe roszczeniowym gościom, którzy zdają się wyjęci spod wszelkiego prawa – jak w Kelnerze Iwana Szmielowa.

Książka podzielona jest na pięć części. Każdą z nich otwierają motta zaczerpnięte z podręcznika obsługi kelnerskiej, które – w zderzeniu z tekstami mówiącymi wprost o strukturach i formach ucisku, jakim poddawani są pracownicy – brzmią cokolwiek ironicznie. Wszystkie kilkadziesiąt próz zatytułowanych jest zaś w podobny sposób: Do talerzy, Do podziękowania, Do smaku, Do dupy. Ta migawkowa, fragmentaryczna kompozycja tomu, która wskazuje, że opisywany świat od dawna balansuje na granicy rozpadu i załamania, wynika może z faktu, że jednym z głównych zainteresowań badawczych Topolskiego jest fotografia. Jego prozy przypominają filmowe kadry lub silnie nasycone zdjęcia: z jednej strony zatrzymane w bezruchu, z drugiej zaś niezwykle dynamiczne w swojej statyczności. Zmysł wzroku jest tu jednak tylko częścią obszernej poetyki sensorycznej, na którą warto zwrócić szczególną uwagę podczas lektury.

Topolski od lat sprzeciwia się bowiem okulocentryzmowi i kładzie nacisk również na słuch, smak, a ponad wszystko haptykę. Właśnie dotyk, ale też skóra i ciało – te kategorie mogą posłużyć za interpretacyjne dominanty książki, która zresztą domaga się nieklasycznych podejść, na przykład lektury afektywnej: „Poparz się, naucz. Za pierwszym i za trzecim jeszcze razem podejmiesz talerz tak, że pojawi się ból, prędko pobiegnie od opuszków palców do ramienia, potem wyżej, do głowy, gdzie nastroszy każdy nerw, zabarwi na czerwono. To spotkanie skóry z rozgrzanym rantem porcelany skaleniowej wypadło chujowo, twoja, idioto, wina, teraz nie masz już wyjścia, musisz donieść siebie do stolika, wysupłać z bólu słowo «smacznego»”.

Ciekawie dialoguje książka Topolskiego z debiutancką powieścią Henryka Worcella Zaklęte rewiry, w której – podobnie jak w Niżu – autor wykorzystał własne doświadczenia, z tą różnicą, że bohater Worcella, Roman Boryczko, traktuje pracę fizyczną inaczej niż odpodmiotowieni kelnerzy w Niżu. Dla Boryczki to raczej proces intelektualnego wtajemniczenia w środowisko, które ma jeden cel: naśladownictwo i rozeznanie się w miejskich obyczajach, wyraźnie zderzonych z prowincją dolnego Śląska, podczas gdy u Topolskiego o tego rodzaju inicjacjach nie ma i nie może być mowy. Jest tylko prekariat, ciała oderwane od świadomości swoich właścicieli i opowieść o skandalicznej sytuacji ekonomicznej pracowników ze społecznego niżu – pojmowanego tu, rzecz jasna, ironicznie – których jedyną możliwością zawodową jest usługiwanie zamożniejszym od siebie, a w konsekwencji nieustanne znoszenie karcenia, strofowania i pogróżek.

I może właśnie największą zaletą Niżu jest to, że Topolskiemu udaje się połączyć w nim pogłębioną refleksję estetyczną z polityczną – że z dużą swobodą łączy te dwie pozornie nieprzystające do siebie kategorie, uzyskując spójną całość, otwartą na różne odczytania, różne tryby lektury i różnych czytelników. Może wynika to z jego talentu pisarskiego, a może z faktu, że myśli o świecie kompleksowo. W tym sensie Niż to o wiele więcej niż tylko książka o kelnerach.

Maciej Topolski:Niż.
Korporacja Ha!art,
Kraków 2020, s. 150.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.