02/2022

Łukasz Saturczak

Z daleka widok jest piękny

W listach do brata James Joyce pisał, że Rzym przypomina mu człowieka, który żyje z wystawiania podróżnym zwłok swojej babki. Cytat ten opatrzony zdjęciem brudnego Campo di Fiori opublikowała na Instagramie pisarka Weronika Murek, co przypomniało mi o mojej pierwszej wizycie w wiecznym mieście.

I nie chodzi (wyłącznie) o kontrast, którego byłem świadkiem, gdy na wspomnianym placu zaczęto wydobywać nieczystości z kanalizacji, a po chwili wielki śmietnik, który stał obok kawiarni, gdzie akurat siedziałem, wywrócił się pod własnym ciężarem i cała zawartość rozsypała się między stoliki i stragany z owocami. Autorowi Ulissesa w 1906 roku, gdy miasto odwiedził, chodziło o anachroniczne podejście do prezentowania go turystom – w innym liście dodawał: „Teren wokół Koloseum to tylko stary cmentarz z połamanymi kolumnami świątyń i płyt”.

Czytając eseje Szczury z via Veneto Piotra Kępińskiego napisane sto lat po wizycie nad Tybrem irlandzkiego pisarza, widać, że mieszkający tam na stałe autor patrzy na Rzym podobnie, ale przy okazji wyjaśnia, czemu właściwie tak jest. Czytamy: „Rzym tworzy czas, z lekka go tylko modulując…”. A gryzonie? To kolejna sprawa, o której Kępiński nie zapomina, a nawet temat ten stanowi kręgosłup opowieści, którą otwiera (podobnie jak cykl tekstów autora Rzymskie strony publikowany w „Twórczości” w minionym roku) jedno z lepszych zdań, jakie ostatnio czytałem: „Na przystanku autobusowym nieopodal Wielkiej Synagogi, skąd dwa kroki na Wyspę Tyberyjską, zobaczyłem trzy martwe szczury”.

Tak mógłby rozpoczynać się kryminał, ale zdanie to zaczyna historię o mieście; mieście zakochanym w swojej historii i micie, które właściwie nie spostrzegło, kiedy zostało miastem-trupem, pełnym szczurów i gór odpadów, stolicą nieradzącą sobie z polityką społeczną (kwestia meldunku tamtejszych Romów) i historią, bo jak rozmawiać o Mussolinim, zbrodniarzu, ale przecież, jak podkreśla cytowany przez Kępińskiego taksówkarz, wskazując na resztki podmytej przez ulewę kamienicy: „Gdyby była zbudowana za duce, to by przetrwała. Amen”. W Rzymie więc po staremu: mafia działa jak przed laty, ludzie narzekają na populistów, ale na nich głosują, powietrze zaś jest coraz gorsze. A z rzeczy nowszych? Sędziowie masowo tworzą kryminały, stając się celebrytami, a przez pandemię rzymianie zaczęli uprawiać więcej sportu.

I Rzym zawsze taki był – myśl towarzysząca lekturze Szczurów… jest oczywistym banałem, ale niełatwo mnożyć przykłady, by polski pisarz porzucił ślepą miłość i skupił się na tym, co we Włoszech irytujące, ale nie mniej ciekawie. Wspomnieć Jarosława Iwaszkiewicza, bodaj największego w rodzimej literaturze piewcy italskości, który niespełna trzy dekady po wizycie Joyce’a zachwalał rzymski klimat, będący według Włochów – podkreśla Kępiński – nie do życia: „pomieszkałby [Iwaszkiewicz] sobie trochę, toby zdanie zmienił” – mówi jeden z rozmówców, dodając, że w kolejnych latach jest coraz gorzej, bo piasek i pył z Afryki oraz (przede wszystkim) smród benzyny, który w czasie pandemii nieco zelżał, ale ciągle męczy mieszkańców.

Co podkreśla Kępiński, nie tylko rzymianie żyją melodią przeszłości. W drugiej części książki wędrujemy po półwyspie, przeglądając urokliwe z perspektywy turystycznych folderów regiony – centralna Abruzja, skąd pochodzą przodkowie Madonny, kamienista Matera w której Mel Gibson nakręcił Pasję, a Pier Paolo Pasolini Ewangelię według świętego Mateusza czy południowe Cilento, słynące z podobno najlepszych włoskich produktów (tak sądzą przynajmniej sami mieszkańcy, którzy potrafią cytować całe fragmenty Odysei, gdzie ich region występuje). Ale jak w opisywanym wcześniej wiecznym mieście, również w innych regionach tęsknota za minionym oraz ślepa miłość ocierająca się o regionalny nacjonalizm sprawiają, że mieszkańcy nie zauważają rozkładu toczącego kraj.

Przykłady? Sardynia – „Należy do Italii, ale nie za bardzo”. Sycylia – „W Mazara del Vallo śmierdzi” Może Siena? „Powiedzmy sobie szczerze […] To pipidówka”. Nawet gdy marszruta rzuca Kępińskiego na bogatą północ, konsekwentnie podtrzymuje swoją tezę: „Turyn żyje przeszłością…”, ale różnica: „potrafi ją z sensem zagospodarować”. Pod koniec autor przywołuje Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, który pisał w Dzienniku pisanym nocą w latach 1957–1958, że Włochy właściwie się nie zmieniają, bo jadąc do Rzymu, ciągle widzi tych samych żebraków i tych samych ludzi, którzy się nimi opiekują.

Czy w tym wszystkim Kępiński mówi nam, czym jest współczesna italskość? I czym różni się ona od tej sprzed pół wieku, stu lat i drzewiej? Trudno stwierdzić, czy miał w ogóle takie ambicje. Wydaje mi się, że raczej jego plan był inny. To próba znalezienia własnego miejsca wśród pisarzy, którzy do tej pory opowiadali o kraju, o którym (no cóż) napisano wszystko. Również i dziś nie brakuje przecież autorów starających się tę włoskość uchwycić i chwała autorowi za to, że robi to w inny sposób niż Jarosław Mikołajewski czy Dariusz Czaja w znakomitych skądinąd esejach Gdzieś dalej, gdzie indziej o południu Włoch.

I tak Szczury z via Veneto trudno nazwać w jakikolwiek sposób przewodnikiem, ale nie jest to też książka, która sprawi, że zaczniemy Rzym i resztę Włoch omijać szerokim łukiem. To raczej uczciwa próba stworzenia wiwisekcji miasta, do którego minęło pierwsze zakochanie i trwa właśnie etap dostrzegania wad, ale jest to związek, w którym chce się trwać, i chce się dowiedzieć, dlaczego inni mimo wiecznych narzekań na wieczne miasto chcą tu zostać. Italskość jako przekora? Niepoprawny romantyzm? Odpowiedzi trzeba szukać już samemu.

Piotr Kępiński: Szczury z via Veneto.
Wydawnictwo Czarne,
Wołowiec 2021, s. 280.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.