5/2026

Adam Kaczanowski

Zemsta sama przyszła

Zemsta na zdrajcy przyszła po kilku latach. Gdy byłem już w liceum, pogodziłem się z Kramerową, która na powrót została moją mamą, i to ona przyniosła mi zemstę. Bo go zdradzała. Nie jeździł na wakacje, bo był naukowcem i gardził takimi urlopami, hotelami pełnymi termitów. Puścił ją samą w góry na narty i zdradzała go tam z profesorem fizyki z Warszawy. Potem ten fizyk myślał, że to on jest ojcem jej dziecka, mojego brata, i wysyłał mu, na adres pracy mamy, prezenty na urodziny i na święta. Mama przekazywała mi je, żebym przynosił do nich do domu i udawał, że te prezenty są ode mnie. Zdrajca puścił ją też samą na wakacje do Włoch, a kiedy wróciła, opowiedziała mi, że kochała się z przystojnym Włochem w aucie. Zdradziła mi, że zdrajca ma małego, o wiele mniejszego od mojego taty. Ale przez to bardziej się musi w łóżku starać, a mój tata nie musiał.

Odwiedzałem ich czasami, jeszcze w naszym bloku, zanim wyprowadzili się do domu na Junikowie. Na regałach wciąż stały modele samolotów, ciągle je sklejał, ale nigdy nie zapytał mnie, co zrobiłem z tymi, które mi podarował. Dowiedziałem się też, że tata również trochę się na nim zemścił, bo kiedyś, kilka miesięcy po tym, jak się dowiedział, przyszedł do nich i się na niego rzucił, bili się tak, że aż rozwalili drzwi do pokoju. Zdrajcę uratowało tylko to, że na studiach trenował judo.

Podprowadzenie żony przyjacielowi mściło się na nim coraz bardziej. Mama była doskonałą oszustką, brała kredyty, fałszowała podpisy, w końcu uciekła do Antwerpii, zostawiając go z dzieckiem i długami.

Kiedy zamknę oczy, widzę te jego modele samolotów stojące u niego na regałach, ale nie potrafię przypomnieć sobie niszczenia moich. Może powinienem kupić sobie kilka, skleić i potem je zniszczyć, może wtedy by mi się coś przypomniało, jak się gną, jak łamią? Może powinienem odwiedzić go, zrzucić samoloty z jego regałów i powiedzieć mu w twarz – zdradzała cię na każdych wakacjach, na które puszczałeś ją samą?

Wyobrażam sobie, że trzymam model samolotu w dłoniach. Plastik jest chłodny i nieprzyjemny. Kadłub nie chce się zgiąć ani złamać, ale łatwo wyłamać jest nóżkę stojaka. Łatwo jest odłamać skrzydło, jedno i drugie. Wyobrażam sobie, że kładę kadłub, pozbawiony już skrzydeł i podstawki, na podłodze. Naciskam na niego stopą, zakładam but, i naciskam jeszcze raz, gniotę go, chociaż przychodzi mi to z trudem, plastik w końcu się łamie. Mówię, jakbym mówił do zdrajcy: nie płakałem, gdy uciekła do ciebie, i nie płaczę, gdy cię zostawiła z dzieckiem i długami. Twoje dziecko bawi się klockami, które dostało od jej kochanka. Jesteśmy już kwita, każdy dostał to, co mu się należało.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2025 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.