Konflikt między Hertzem a Stryjkowskim żarzył się co najmniej od lat 60., rozbłyskując i przygasając, a wywołały go stosunek do antysemityzmu, odmienna ocena pogromów w Polsce i zaangażowania Żydów w komunizm, różne postrzeganie win i zasług, domniemanych zbrodni i nie/zasłużonej kary. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, był to spór „endeka” Hertza z „syjonistą” Stryjkowskim. Do wybuchu doszło jednak z przyczyny innej niż sprawy żydowskie. Julian Stryjkowski publicznie i gwałtownie zerwał bliskie i wieloletnie stosunki towarzyskie z Pawłem Hertzem na spotkaniu poświęconym pamięci Jerzego Zawieyskiego 1 października 1972 roku, po tym, gdy Hertz przyznał, że będąc w Paryżu, nie wziął Stryjkowskiego w obronę po oszczerczej nocie zamieszczonej w paryskiej „Kulturze”, zarzucającej autorowi Austerii serwilizm3. Dodajmy od razu, że choć dramatyczne, nie było to zerwanie ostateczne.
Rekonstrukcja po latach zawiłej znajomości Stryjkowskiego i Hertza nie jest łatwa. Do dyspozycji pozostaje stosunkowo nieduży dziennik tego pierwszego z lat 1969–1973 oraz pięć jego przesyłek z okresu 1960–19714. Są oczywiście również inne dzienniki, poszerzające perspektywę i korygujące punkt widzenia Stryjkowskiego: diariusze Jarosława Iwaszkiewicza, Anny Kowalskiej, Zygmunta Mycielskiego, Stefana Kisielewskiego, Mariana Brandysa, Wiktora Woroszylskiego oraz Julii Hartwig, na kartach których wspólnie pojawiają się nasi bohaterowie. Skorzystać można także ze zbiorów pisarskich korespondencji (np. Hertza z Jarosławem i Anną Iwaszkiewiczami) i dwóch książkowych wywiadów: lakonicznego Hertza, rozmawiającego z Barbarą Łopieńską (1996), i wylewnego Stryjkowskiego, opowiadającego o swoim życiu Piotrowi Szewcowi (1991), chociaż akurat w tych późnych „spowiedziach” panowie niewiele o sobie nawzajem powiedzieli. Są też krótkie wypowiedzi Hertza na temat Stryjkowskiego, zanotowane już po śmierci autora Głosów w ciemności5.
Dla odtworzenia sporu ideologicznego z późnych lat 60. i 70. nie ma potrzeby kreślić szczegółowych życiorysów Hertza i Stryjkowskiego. Warto jednak wskazać kluczowe momenty ich biografii. Ten krótki przegląd ograniczy się do formacyjnych lat przedwojennych.
Pesach Stark, późniejszy Julian Stryjkowski, pochodził z bardzo biednej religijnej rodziny z Galicji. Jego językiem domowym był jidysz. Ojciec nauczał Talmudu, matka handlowała na targu tkaninami. Chłopiec otrzymał jednak nie tylko wykształcenie w chederze. W wieku sześciu lat trafił do polskiej szkoły powszechnej, a następnie do gimnazjum klasycznego w Stryju i na Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie, gdzie pod opieką Juliusza Kleinera napisał polonistyczny doktorat. Uważał się za ateistę. Był zapalczywym syjonistą, potem komunistą. Siedział za komunizm w więzieniu. Tłumaczył z hebrajskiego, rosyjskiego, francuskiego. Przed wojną wyjechał do Warszawy: bez rodziny, bez pieniędzy, przyjaciół, bez pracy, bez możliwości meldunku (jako komunista). Marzył o pisaniu. Publikował wówczas drobiazgi w polskojęzycznej prasie żydowskiej dla młodzieży. Znalazł zatrudnienie jako akwizytor literatury medycznej w Księgarni Naukowej, która miała też szeroki wybór najnowszej poezji niemieckiej i francuskiej.
Wywodzący się z zamożnego zlaicyzowanego już domu Paweł Hertz („żydowskie książątko” – jak nazwał go Iwaszkiewicz6) nie musiał martwić się o pieniądze. Był rentierem – żył z odsetek od rodzinnego kapitału. Nie musiał też walczyć o język. Od dziecka posługiwał się polszczyzną. Nie uzyskał matury. Uważał się za agnostyka. Nie angażował się politycznie, co więcej, stronił od jakiegokolwiek zaangażowania społecznego. Szybko wyprowadził się od rodziców. Debiutował jako szesnastolatek w „Wiadomościach Literackich”. Jako dziewiętnastolatek miał już w dorobku dwa wydane tomy poetyckie. Przyjaźnił się z Jarosławem Iwaszkiewiczem, bywał w Ziemiańskiej, podróżował po Europie, leczył się u wiedeńskich psychoanalityków. Kupował najnowsze tomiki zachodniej poezji w Księgarni Naukowej.
To właśnie tu po raz pierwszy los skrzyżował ich ścieżki. Ponadtrzydziestoletni akwizytor i tłumacz Louisa‑Ferdinanda Céline’a z literackimi ambicjami zapamiętał moment, gdy księgarnię odwiedził niespełna dwudziestoletni znany już pisarz. Oczywiście wykwintny poeta na kręcącego się po księgarni ni to subiekta, ni akwizytora nie zwrócił uwagi. Do zawarcia znajomości wówczas nie doszło. Zapewne nie stało się to również w sowieckim Lwowie, w którym przebywali w tym samym czasie – choć w innych środowiskach – w ostatnim kwartale 1939. Spotkali się dopiero w powojennej już Warszawie, zapewne po powrocie Stryjkowskiego z Włoch, a więc nie wcześniej niż w drugiej połowie 1952, być może dzięki przyjaciołom: Jarosławowi Iwaszkiewiczowi lub Tadeuszowi Zabłudowskiemu. Krąg wspólnych znajomych tworzyli jeszcze – wtedy i później – m.in. Stefan Kisielewski, Adam Ważyk, Henryk Krzeczkowski.
[…]
[Całość można przeczytać w numerze.]
