07-08/2019

Janusz Drzewucki

Adama Zagajewskiego nadmiar nadmiaru

1. Przy okazji każdej nowej książki Adama Zagajewskiego, a zatem także przy okazji Substancji nieuporządkowanej, podziwiam konsekwencję, by nie powiedzieć premedytację, z jaką autor ów przeplata w swojej twórczości lirykę z eseistyką. Sinus liryki i cosinus eseistyki tworzą, a raczej współtworzą w czasie – w jakim twórczość tego pisarza staje się coraz pełniejszym pod względem artystycznym faktem – idealną równowagę. Co nie znaczy jednak, że przemierzając kreowany przez niego systematycznie świat obrazów i myśli, nie znajdziemy się nagle na rozstaju dróg. Zarówno w liryce, jak i w eseistyce Zagajewskiego pytanie jest bowiem równie ważne, jak odpowiedź, może nawet ważniejsze. Zwłaszcza że rzadko kiedy na stawiane przez siebie pytania pisarz udziela zdecydowanych i kategorycznych odpowiedzi; najczęściej tylko odpowiedź sugeruje bądź markuje, zmuszając tym samym czytelnika do zwerbalizowania odpowiedzi własnej.

Adam Zagajewski jest poetą i eseistą w jednej osobie, chociaż gwoli ścisłości trzeba dodać, że jest, a raczej był także prozaikiem, autorem powieści Ciepło, zimno (1975) oraz Cienka kreska (1983), a także opowiadań W pełni sił, Ciepła nocMałe narody (opublikowanych na łamach „Twórczości” oraz „Nowego Wyrazu” w drugiej połowie lat siedemdziesiątych); nie mówiąc już o powieści Słuch absolutny, która doczekała się przekładu na język niemiecki i jako Das absolute Gehör ukazała się w roku 1982 w Szwajcarii, lecz jak dotąd w ojczyźnie pisarza ogłoszona nie została, a to chyba tylko dlatego, że pisarz dość szybko prozę porzucił, i to definitywnie. Tym samym, jak się rzekło, jest poetą i eseistą w jednej osobie, jest zarówno poetą, jak i eseistą. Z reguły po wydaniu zbioru wierszy wydaje książkę eseistyczną. Po tomiku Komunikat (1972) ogłosił wraz z Julianem Kornhauserem Świat nie przedstawiony (1974), następnie zbiorek Sklepy mięsne (1975), a potem tom szkiców i recenzji Drugi oddech (1978) i znów tomik poetycki List. Oda do wielości (1983). Jak wiadomo, regułę potwierdzają wyjątki. I do niego doszło wtedy, gdy zamiast spodziewanego tomu szkiców Zagajewski wydał zbiór wierszy Jechać do Lwowa (1985), a dopiero po nim książkę eseistyczną Solidarność i samotność (1986). Ale przez następne lata jego twórczością znów rządził duch równowagi i reguły: między tomami wierszy Płótno (1990), Ziemia ognista (1994), Pragnienie (1999) i Powrót (2003) ukazywały się eseje: Dwa miasta (1991), W cudzym pięknie (1998), Obrona żarliwości (2002). Gdy po tomiku Powrót spodziewaliśmy się książki eseistycznej, autor dokonał drugiego wyjątku, publikując zbiór wierszy Anteny (2005) i dopiero potem tom szkiców Poeta rozmawia z filozofem (2007). Ostatnimi laty ogłosił zgodnie z regułą, czyli na przemian, tomy poetyckie Niewidzialna ręka (2009) i Asymetria (2014) oraz tomy eseistyczne Lekka przesada (2011) i Poezja dla początkujących (2017). Substancja nieuporządkowana to zatem trzeci wyjątek na drodze twórczej, ukazuje się bowiem w chwili, gdy spodziewaliśmy się raczej zbioru wierszy, ale nie jest to tak do końca wyjątek, gdyż Wydawnictwo a5 zapowiada ukazanie się nowego zbioru wierszy tego poety pod tytułem Prawdziwe życie jeszcze w tym roku!

W powyższym akapicie zamieniłem się w bibliografa nie bez powodu. Chciałem pokazać antynomiczny pod względem genologicznym charakter twórczości literackiej Adama Zagajewskiego, ponadto rytmiczność, z jaką dokonują się wewnątrz niej przemiany artystyczne oraz intelektualne, logikę, według której twórczość ta rozrasta się i potężnieje z dekady na dekadę. A mimo tego, że sinus jego liryki co kilka lat przecina się z cosinusem eseistyki, mimo że Zagajewski-poeta i Zagajewski-eseista to jedna i ta sama osoba, jeden i ten sam twórca, to jednak trzeba podkreślić, że pisarz ról tych nie myli, nie uprawia eseju jako poeta ani poezji jako eseista. I to niezależnie od tego, że to właśnie poezja jest ważnym, być może nawet najważniejszym, chociaż nie jedynym tematem jego rozpraw eseistycznych. Dowodem tego właśnie Substancja nieuporządkowana.

2. O ile tematem przewodnim Poezji dla początkujących była nomen omen poezja i jako wspólny mianownik porządkowała oraz scalała rozmaite pod względem poznawczego rozmachu szkice, artykuły oraz recenzje, o tyle w Substancji nieuporządkowanej tych tematów jest więcej. Tytuł książki jest swego rodzaju zaproszeniem do gry. To czytelnik winien uporządkować to, o czym Adam Zagajewski myśli i pisze, no i czego nie bez przyczyny nie uporządkował. Chyba że jednak tego, o czym myśli i pisze, w tej książce uporządkować się nie da lub porządkować się nie powinno.

Eseista zajmuje się w tej książce tym, co prywatne, i tym, co publiczne; tym, co jednostkowe, i tym, co pokoleniowe; tym, co narodowe, i tym, co uniwersalne, wreszcie tym, co uniwersalne, i tym, co prowincjonalne. Interesują go antynomie. Między dobrem a złem, między pięknem a brzydotą, między wolnością a niewolą, między prawem a bezprawiem, między pewnością a wątpliwością, ale także między poezją a rozumem, poezją a muzyką, poezją a sztukami plastycznymi. Interesują go także intrygujące związki między literaturą a rzeczywistością i jednocześnie niebezpieczne koneksje literatury z polityką. Poza tym jego uwagę przykuwa, jego wyobraźnię rozpala to, co jest pomiędzy; nie tylko to, co jest po tej i po tamtej stronie, ale to właśnie, co jest pomiędzy jedną a drugą stroną.

Oprócz tekstów zasadniczych i fundamentalnych, takich jak O życiu w wolności, O zdziwieniu czy Odeszli wielcy poeci, znalazły się w książce teksty szczegółowe i na dodatek bardzo, ale to bardzo różne: o prawniczych zasługach profesor Ewy Łętowskiej, o fenomenie życia i twórczości Julii Hartwig, o przyjaźni i korespondencji Józefa Czapskiego i Ludwika Heringa, o życiu, legendzie i pisarstwie Brunona Schulza, o malarstwie Leszka Sobockiego i Jacka Waltosia, a przy tym Miquela Barceló i Jeana Vanrieta; wreszcie o muzeum w Dahlem, którego zbiory dawnych mistrzów przeniesiono po 1989 roku z peryferii Berlina do centrum, do Gemäldgalerie przy Potsdamer Platz, a w którym to muzeum wieki temu eseista spotykał rysującego w notesie, niczym student malarstwa, Zbigniewa Herberta; a na koniec o muzyce już to Gustava Mahlera, już to Andrzeja Panufnika. Tego ostatniego Zagajewski zestawia brawurowo z Czesławem Miłoszem. Oczywiście nieprzypadkowo, byli bowiem rówieśnikami, niemal w tym samym czasie zdecydowali się na emigrację, obydwaj żyli i tworzyli – chociaż każdy pracował w innym tworzywie – na obczyźnie. Piszę „na obczyźnie”, chociaż Zagajewski woli określenie „na wygnaniu”.

Bohaterów Substancja nieuporządkowana ma więcej. Zagajewski przywołuje w poszczególnych szkicach, nie bez kozery, Jerzego Stempowskiego i Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, Adama Ważyka, Kazimierza Brandysa i Adolfa Rudnickiego, Stanisława Wyspiańskiego i Stanisława Brzozowskiego, Horacego i Ronsarda; odwołuje się do Tacyta, Pascala, Nietzschego, Ericha Fromma i Benedetta Croce, do Schopenhauera i Hebbla, do Monteskiusza i Hegla, do Heideggera i Arendt, a także do Owidiusza, Charlesa Baudelaire’a i Paula Valéry. Eseistyka Zagajewskiego jest bez wątpienia erudycyjna. Tu nawiązanie do książki Jana Patočki, tam do Timothy’ego Snydera, tu do George’a Steinera, tam do Marci Shore; kiedy indziej eseista znajdzie czas, aby pochylić się nad monografią Stefana Riegera o Glennie Gouldzie czy Iana Bostridge’a o Podróży zimowej Franciszka Schuberta. Poza tym Substancja nieuporządkowana ma tych samych bohaterów, których spotkaliśmy już wcześniej, zresztą w każdej poprzedniej książce eseistycznej tego autora, a więc Czesława Miłosza, Zbigniewa Herberta oraz Wisławę Szymborską (do ulubionych bohaterów Zagajewskiego należą także Aleksander Wat i Witold Gombrowicz!). Co prawda w tekście Odeszli wielcy poeci wymieni jeszcze Tadeusza Różewicza, ale, prawdę mówiąc, Różewicz pojawia się w eseistyce Zagajewskiego incydentalnie, podobnie jak Jarosław Iwaszkiewicz, Julian Przyboś czy Miron Białoszewski. Najważniejsi to Miłosz i Herbert, a także rówieśnicy Stanisław Barańczak i Ryszard Krynicki. Osobista hierarchia, jaką Zagajewski ustanowił w eseistyce dawno temu, mianowicie w Solidarności i samotności oraz Dwu miastach, w każdej następnej książce jest nie tylko przestrzegana, ale także potwierdzana i tym samym umacniana. Tak czy owak, jest to hierarchia jak najbardziej osobista.

Cóż, Zagajewski nie jest literaturoznawcą w tym sensie, że nie jest ani historykiem literatury, ani krytykiem literackim, nie musi pamiętać o każdej poetce, o każdym poecie, najzwyczajniej w świecie nie musi zajmować się każdym, cokolwiek to znaczy; jest eseistą, ma zatem prawo pisać tylko o tych, z którymi jest mu po drodze, i o tym, co mu w duszy gra. Zdaję sobie z tego sprawę, wiem to, a jednak żałuję, że nie gra mu w duszy Andrzej Stawar, autor Szkiców literackich, Pism ostatnich i książki o Henryku Sienkiewiczu czy Julian Przyboś, ale nawet nie w roli poety, lecz w roli eseisty, autor Linii i gwaru, Sensu poetyckiego czy książki o Adamie Mickiewiczu.

3. Pisząc o twórcach, którymi od lat regularnie się zajmuje i fascynuje, Zagajewski pisze o najważniejszych, o noblistach i noblistom równych. Interesuje go zarówno człowiek, jak i jego dzieło. Intryguje go miara, zarówno dzieła – literatury, sztuki, muzyki, jak i twórcy, a ściślej: miara jego człowieczeństwa. Nie bez powodu w wygłosie szkicu O życiu w wolności zawarł następujące wyznanie: „człowieczeństwo nie może się obyć bez pewnego nadmiaru, nadmiaru ciekawości, nadmiaru pasji, nadmiaru konsekwencji i nadmiaru niekonsekwencji. Nadmiaru nadmiaru”. Jakże blisko jest w tym miejscu Zagajewski siebie sprzed czterdziestu lat; tego, co konstatował w Drugim oddechu. Wszak to w tamtej, chyba niesłusznie zapomnianej książce postulował przecież: „Aby pisać o jednym wybitnym człowieku, trzeba mieć własną miarę człowieka w ogóle” (w tekście Silny jak Beethoven), a ponadto: „Żeby mierzyć sobą świat, trzeba mieć siebie” (w tekście tytułowym zamykającym tamtą niedocenianą dzisiaj książkę).

Pozostając wiernym sobie sprzed lat, eseista przepowiada dzisiaj sobie i nam to wszystko, co jest ważne i najważniejsze, przypomina nam o potrzebie odróżniania służebności od służalczości, od polityki historycznej – pedagogiki wstydu, od „zapisu zachwytu” – „zapisu zbrodni”. A to wszystko w czasach, w których „myślenie nie jest modne” (w szkicu O kilku artystach), natomiast „moda jest modna” (w Podziękowaniu za Nagrodę Księżniczki Asturii). Na wszelki wypadek dodaję: to, co modne, Zagajewskiego nie pasjonuje wcale, jego pasją jest twórczość, a przecież nie ma twórczości bez myślenia; tak więc myślenie przeciw bezmyślności. Słowa klucze do tej eseistyki to także: wolność, prawda i odwaga. Aby „żyć w wolności, trzeba żyć w prawdzie. Prawda jest tam, gdzie jest odwaga, odwaga widzenia i wypowiedzi” – pisze dzisiaj Zagajewski eseista i natychmiast przypominam sobie wiersz Prawda z jego debiutanckiego Komunikatu z wersami, które do dzisiaj nie straciły nic a nic, ani na aktualności, ani na sile wyrazu: „Wstań otwórz drzwi rozwiąż te sznury / wyplącz się z sieci nerwów” oraz: „i powoli pamiętając o regułach składni / powiedz prawdę do tego służysz”.

W tekstach zebranych pod okładką Substancji nieuporządkowanej eseista i poeta w jednej osobie wraca do czasów młodości, gdy był przedstawicielem zbuntowanego pokolenia ’68, członkiem krakowskiej grupy poetyckiej Teraz kolegującej się z równie krakowską grupą malarzy Wprost, współtwórcą Nowej Fali. Nie znaczy jednak wcale, że wracając do czasów młodości, wraca jako ktoś stary. Trzeba pamiętać o tym, co napisał w książce W cudzym pięknie, a napisał przecież: „Młodość trwa bardzo długo, dopóki żyjemy, póki myślimy, póki tworzymy, póki oczekujemy z ciekawością następnego dnia”. I jeszcze to warto mieć na uwadze, co zauważył w Obronie żarliwości: „początek wspominania zbiega się w czasie z początkiem zapominania”. A zatem, mówiąc o tym, co wczoraj i przedwczoraj, mówi o tym, co dzisiaj; co jest niezależne od historii, polityki i ideologii. Wygłaszając apologię zdziwienia jako formy poznania w szkicu O zdziwieniu, dochodzi do wniosku: „Każde pokolenie od nowa zdumiewa się podłością czasu”, co więcej: „Każde pokolenie musi przeżyć ten sam szok: że musi odejść, że zniknie”. Nigdy nie było inaczej, nigdy nie będzie inaczej, dlatego żyjący powinni pamiętać o zmarłych, czyli o tych, co odkryli tę tajemnicę przed nimi.

Zajmując się tym, czym się zajmuje, czytając Szekspira, słuchając Bacha i Mahlera, Adam Zagajewski zdaje sobie doskonale sprawę, że należy do mniejszości wyznającej i kultywującej – jak to sam nazywa – „elitaryzm piękna”. Posługuje się przy tym zasłyszaną gdzieś teorią, jakoby tylko cztery procent społeczeństwa interesowało się poważną literaturą, muzyką, sztuką, inaczej mówiąc – sztuką wysoką. Nie mogę się powstrzymać przed pokusą przypomnienia szkicu Hansa Magnusa Enzensbergera A co słychać w liryce?, powstałego w przełomowym dla Europy roku 1989, a więc równo trzydzieści lat temu. Otóż w tekście tym ten wielki niemiecki poeta – przy okazji: przyjaciel Tadeusza Różewicza – postawił tezę, że liczba pasjonujących się poezją jest w każdym kraju taka sama. I niezależnie od tego, czy myślimy o liczących dwieście pięćdziesiąt milionów mieszkańców Stanach Zjednoczonych, czy dwieście pięćdziesiąt tysięcy obywateli Islandii, i tu, i tam, a także w Niemczech, Francji, Włoszech, Bułgarii czy Estonii – tych, którzy zajmują się poezją (zarówno jako twórcy, jak i jako użytkownicy, co chyba zresztą na jedno wychodzi), w każdym kraju jest tyle samo, czyli 1354, i tej magicznej liczbie niemiecki poeta wizjoner nadał naukową nazwę – stała Enzensbergera. Jaki z tego wniosek? Ano taki, że nie ma co załamywać dzisiaj rąk. Co prawda wszystko już było, ale też wszystko jeszcze się stanie.

Adam Zagajewski: Substancja nieuporządkowana.
Wydawnictwo Znak,
Kraków 2019, s. 208.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.