07–08/2018

Grzegorz Wróblewski

Analiza biografii doktora Goebbelsa

Mam wspaniałą (seksizm) znajomą, z którą na powitanie zawsze odbywam standardową wymianę informacji.

– W Brugsenie trzy banany za 9,99.

– A chuj z bananami…

– Jednego schowałam w spodnie.

– Suszy mnie i nie mogę skończyć biografii.

– Nie pić od rana to ludzka porada!

– Trzęsawica…

– Wsypać ci na lotnisko Browna?

– Żebym znów zaczął ścigać telefonicznie Hansi Burg?

– Ona nigdy nie zdecydowałaby się pociągnąć za spust…

Właśnie, to warte jest odnotowania. Ta znajoma potrafi robić rzeczy, o których nie ma pojęcia żadna inna doświadczona znajoma, dlatego jest moją wyjątkową znajomą.

– Trzy banany za 9,99.

I zaczynamy rozmowy o książkach

– Masz czekoladę?

– Piwo już się niestety skończyło.

– Chodzi mi o sreberko, ja nie jadam wędzonych łososi.

– OK, w sumie i tak nigdy nie skumam, na czym polega trigeneracja.

– No widzisz, ze mną tak łatwo nie zginiesz. Ja też nie jestem ekspertką od maszyn do szycia. Wolę oglądać filmy, jak dyma się bonobo.

– Znowu nas wsadzą do ciupy.

– Za banany nie dają odsiadki.

– A chuj z bananami…

– Pociągnij.

– Do zobaczenia na materacu.

– Wszystko się skończyło, jak miałam czternaście lat.

– Wcale nie jestem taka delikatna, jak myślisz.

– Nie myślę.

– Więc może zacznij.

– Potrafię też rzucić mięsem.

– Kobiety to obca cywilizacja.

– Ale znają się na gadżetach.

– Podobno nic przed nimi nie można ukryć.

– Najpierw trzeba mieć co. Z reguły wszystko jest dość trywialne.

– Nie mam żadnych tajemnic.

– Wyglądasz na mało normalnego człowieka.

– Dzięki za zrozumienie.

– I tacy są właśnie najgorsi.

– Peace and Love!

– Wyżej sra, niż dupę ma.

– Słuchałaś Mozarta na przemian z Clashami?

– Nie dam się wyrolować…

– Gram to gram, a nie kilogram.

– To fart higher than your bottom, jeśli wcześniej nie załapałeś.

– Zasada jest chyba prosta. Za nic nie biorę odpowiedzialności.

– Chyba że będziesz na głodzie. Wtedy nie ma regulaminu.

Ludzkie fazy to skłonność do określonych lektur. Można po nich z łatwością rozpoznać, czy grozi nam skok z ostatniego piętra, czy wciąż kochamy panią profesor od obciągania na plaży, ile mamony zostało na nową działkę.

– Śniło mi się, że ukradłaś mi dwa banknoty.

– Moja dupa potrzebuje czasem olejków. I co się dalej z nim dzieje?

– Właśnie ma objąć stanowisko Gauleitera Berlina.

– Kulawiec!

– Agent dołu.

– Musisz przecież czasem wychodzić na świeże powietrze.

– Po co?

– Na ławkach ciągle pojawia się towarzystwo.

– Potaniał Tuborg?

– Zmienił się prezio w Stanach. Jens pytał o ciebie.

– Ten bez nogi?

– Ostatnio złapali go, jak wynosił ze sklepu tuńczyka.

– Myślałem, że on czatuje tam tylko na piwo.

– Na czczo wypada wypić, żeby można było zapalić.

– Wypić, żeby móc znowu wypić.

– Na czczo dobrze jest wypić…

– Ludność cywilna musi partycypować w wojnie totalnej.

– Czy ja też jestem w to zamieszana?

– Zakaz picia na uroczystościach partyjnych.

– Wciągamy?

– Oportuniści w kinematografii…

– Małe dawki już nie starczają.

– Ktoś mnie śledził przez całą drogę.

– A jak wyglądał?

– Nie zapamiętałam, ale mnie śledził.

– Młody, stary, afrykańskiego pochodzenia? W dresach czy marynarce?

– To nie był na pewno Azjata, ale do końca nie jestem pewna…

– Skąd wiesz, że ciebie śledził? Może to początek manii?

– Nie mieszkasz w przyjemnej okolicy.

– Mnie tutaj też ciągle śledzą.

– Naprawdę?

– Lista byłaby długa. Na przykład sąsiedzi, choć ich prawie nigdy nie widać.

– Podglądają?

– I nasłuchują.

– Pewnie się kapnęli, że u ciebie grany jest proszek…

– Ciągle coś smażą. Czuję tłuszcz i wieprzowinę. Muszę donieść o tym cieciowi.

– Nie rób tego! Przyniosłoby to odmienny skutek. Wywaliliby ciebie na zbity pysk. Rację mają zawsze uczciwi podatnicy.

– Na pewno mnie śledzą.

– Trzeba będzie coś na to poradzić.

– Podpalić budę w pizdu.

– Naszą ostatnią przystań?

– Nikt ciebie na pewno nie śledził.

– Ja też nie czuję tu zapachu smażonych kotletów. Czuję za to coś kompletnie innego…

– Uważaj, mania potrafi przerodzić się w schizofrenię.

– Mówisz to do siebie samego?

– Staram się ogarnąć kosmos.

Postanowiłem, że tym razem doczytam do końca. Sztuczne słońce nie wywołuje raka skóry. Na zewnątrz trzeba uważać, z nieba spadają non stop zawirusowane sputniki W chińskich stołówkach zwabią do zamrażalki. Wszędzie czają się gaslighterzy. Psychopaci nigdy nie uszanują drugiego człowieka.


– Był taki spokojny, aż tu nagle, w wieku trzydziestu lat zaczął polować na czarownice. Czy to jakieś hormonalne przekręty?

– Nie wiem czemu, ale zło kojarzy mi się z uzdolnionymi za młodu skrzypkami.

– A ty nie uczyłeś się gry na wiolonczeli?

– Nie, starzy zapisali mnie za to na gimnastykę.

– Korektę?

– Dokładnie. Podobno miałem mieć garba, ale ostatecznie nigdy mi nie wyskoczył.

– Skąd bierze się zło?

– Przyniosłaś kiedyś z miasta gazetę…

– Żebyś wiedział, kto jest obecnie szefem związku zawodowego śmieciarzy.

– I tam było o jakimś pedrylu, którego zaatakował żarłacz.

– Teraz mówi się gej. A zamiast pizdy – cipka.

– Thanks, trochę wypadłem z obiegu. Language ulega ponoć przeobrażeniom…

– Pora się obudzić! Żarłacz odgryzł mu fiutka?

– Nie każdy wątek kończy się na szafocie.

– Czyli?

– Tak się dziwnie złożyło, że pedryl, to znaczy dupek przeżył.

– Wow!

– Dzięki interwencji delfinów…

– Zawsze twierdziłam, że zwierzęta posiadają jakiś tajemniczy magnetyzm.

– Trzeci zmysł ma tylko dzielnicowy.

– Zwierzęta ocalą planetę.

– Zwłaszcza te jebane kanarki za ścianą.

– Rekin był wygłodzony. Ty też rzuciłbyś się na główkę do pustego basenu, gdybyś odkrył w nim paczkę z darmowym proszkiem.

– Znasz mnie chyba na wylot…

– Zwykła psychiatria społeczna, żadne tam kryształowe kulki.

– System nie zdaje egzaminu. Metadon powinien być w każdym kiosku, jak prezerwatywy. Ludziom zaczyna od tego odbijać.

– Mów o sobie…

– Wzrasta poziom agresji.

– OK, ale nie nawijam o zbokach twojego pokroju. Jensen był spokojnym sprzedawcą parówek, a jednak go niespodziewanie poniosło. Napił się delikatnie wina, zrobił trasę po uliczkach Amager i w końcu kogoś zasztyletował.

– Popił, dlatego…

– Uważam, że jesteśmy potencjalnymi drapieżnikami.

– Sama widzisz, pluszowe zwierzaki.

– Kanarek nie chodzi ze sprężynowcem…

– Dlatego trzeba się kontrolować. Bez potrzeby nie rozdawać numeru komórki.

– Twoja i tak przecież nie działa.

– Doładuję…

– Chyba w innym wcieleniu.

– Więc, skąd bierze się zło?

– Siedzi przyczajone w plemnikach.

[całość do przeczytania w numerze]
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.