03/2021

Sandra Szaja

Babcia

Okazało się, że do końca moich dni zapamiętam Cię jako niezmiennie zmęczoną. Próbowałem zbudować sobie Twój obraz na nowo, ale w zasadzie nie zrobiłaś wcześniej nic, żeby mi w tym pomóc, i miałem ograniczony materiał. Wracałem więc wciąż do dobrych momentów – do czasów, gdy dawałaś każdemu dziecku w rodzinie sto złotych. Wtedy to był majątek i czułem się wyjątkowy. Potem wypytywałaś mamę o mnie i o siostrę – standardowe pytania. A ja czułem się centrum wszechświata. Czasami denerwowałaś się na dziadka, ale miało to w sobie dużo uroku. Wiedzieliśmy, że to przecież tylko taka gra, bo po tylu latach małżeństwa każdy ma prawo być zły, ale jednocześnie musi to być z miłości. To musiało wynikać z uczuć. Nie było innej opcji w moim umyśle. A w Twoim?

Teraz dopiero wiem, jak mało Ciebie poznałem. I właśnie gra umysłu przysłaniała mi tę prostą prawdę. Zbudowałem sobie Twój świat, Twoje myśli i charakter, dotykając zaledwie odrobiny tego, czym byłaś naprawdę. Stworzyłem sobie całą paletę Twoich spojrzeń, bazując tylko na tych, które mi wysyłałaś podczas rzadkich odwiedzin, na które praktycznie byłem ciągnięty siłą, a podczas których wstydziłem się odezwać. Nie poznawaliśmy się nawzajem. Może i Ty zakładałaś wiele. A może zupełnie o mnie nie myślałaś.

Pamiętam moją pierwszą komunię. Musiałaś byś wtedy o wiele młodsza, ale mój umysł przedstawia Ciebie zawsze jako schorowaną kobiecinkę z nadwagą, okrutnie niebieskimi żylakami i cukrzycą. Musiałem wstać bardzo wcześnie. Przyszłaś rano pomóc mamie w przygotowaniach. Lubiłem ten rodzinny harmider, nie miałem okazji doświadczać go często, więc wdychałem jego atmosferę, jak mogłem najgłębiej. Może z tego szczęścia, którego nie potrafiłem inaczej wyrazić, przykleiłem sobie gumę do żucia we włosy. A może sama się tam znalazła, wykorzystując moje roztargnienie. Grunt, że tam uparcie tkwiła, i to sprawiło, że wpadłaś z mamą w panikę. Przerzucałyście mnie sobie z rąk do rąk, przekrzykując się przy tym pomysłami na pozbycie się gumy. Nie było innej rady, trzeba było odciąć. Ze złością i stanowczością pozbyć się nadziei. Widocznie włosy zostały źle obcięte, bo nawet dziś noszę w sobie pragnienie rodzinnego ciepła. W obliczu końca najbardziej tęskni się za nieosiągalnym.

Pamiętam, że nosiłaś zakupy w wielorazowej siatce, w czasach kiedy inni nie myśleli o ochronie środowiska. I chyba zawsze kupowałaś czerwone masło Łaciate oraz naturalnie gazowaną Piwniczankę w zielonej butelce. Teraz, gdybym mógł patrzeć na nie w sklepie, przypominałoby mi się dzieciństwo. Bo nawet jeśli nie było Ciebie zbyt dużo w moim życiu, zbudowałaś moje dzieciństwo z wyobrażonych cegiełek, jednak bardziej realnych niż cokolwiek innego. I teraz tęsknię za wszystkim, co nigdy się nie wydarzyło.

To, co miało miejsce, to lody, które zawsze miały w sobie za dużo kryształków zmrożonej wody. Doskonale niedoskonałe, podawane co roku. Wiedziałaś, że to takie ważne? Coroczny zjazd rodziny podczas świąt Bożego Narodzenia, topniejący jak serwowane lody, to jedyne miłe wspomnienie rodzinne. Podstawa do marzeń na przyszłość, które nigdy się nie spełniły. W tej rodzinie większość rzeczy była projekcją, mrzonkami, potencjałem. Stanąłbym przed Tobą właśnie taki – nieznośnie wymyślony i niedoskonale realny. Zobaczyłabyś mnie takim? Doprawdy, trudno mi sobie wyobrazić, że mogłabyś mnie dostrzec. Dla ludzi Twojego pokolenia nie miało znaczenia, jakim ktoś jest, ważne, by potrafił przetrwać. I zapewne sądziłaś, że mnie się nigdy nie uda. Nie pomyliłaś się zbytnio. Przez całe życie musiałem ciągnąć za sobą nieposkładane elementy siebie. Różne – te, których się wstydziłem, i te, z których byłbym dumny, gdyby starczyło mi odwagi. Z ciążącą świadomością wlokłem je, potykając się o nie od czasu do czasu. Nie pozwalały o sobie zapomnieć, domagając się poskładania. I ja również trwałem w kokonie z energii, czekającej jedynie na mój mały ruch, by móc stać się całością. Ale Ty pozbawiłaś mnie siły, koniecznej, by ten ruch uczynić. Po prostu nigdy się nie nauczyłem, jak to zrobić. Wychowany w nieokreślonej, jakby niedokończonej rodzinie, w której nikt nikogo nie chciał poznać, nie było konieczności rozwinięcia samoświadomości. Nikt jednak, łącznie ze mną, nie przewidział, że moja osobowość będzie domagała się procesu poznania, stając przede mną niczym skomplikowane zadanie matematyczne, które muszę rozwiązać, by zdać egzamin.

Nauczyłaś mamę, Twoją córkę, wielu rzeczy – robienia suchych obwarzanków, które sprzedawaliśmy na odpustach, szycia sukienek ze skrawków materiałów, gotowania zup z dużą ilością mięsa i małą ilością soli. Pokazałaś jej, jak być bezgranicznie silną, jak tłumić emocje, jak żyć, kierując się podstawowymi instynktami. Nie zdołałaś jednak nauczyć jej uczuć, cieszenia się z małych rzeczy, pozytywnego podejścia do życia. Mama musiała rozbudzić w sobie chęć rozmowy z ludźmi, ale ta potrzeba z biegiem lat spadła niemal do zera. Teraz jest zamkniętą w sobie, zgorzkniałą osobą, którą dogoniły demony przeszłości. Twoje demony. Przytyła tak, że ze zgrozą stwierdziła, że już siebie nie poznaje. A ja wiedziałem, że nie chodzi jej jedynie o fizyczność, że dopiero teraz zdołała stanąć ze sobą twarzą w twarz, po całym maratonie życia. Życia, które, podobnie jak moje, zawsze miało nadzieję na zmianę, urzeczywistnienie. Ja nigdy nie zdołałem poczuć powagi istnienia, zawsze licząc na kolejne szanse jak w grze komputerowej. Okazało się jednak, że nigdy nie będzie takiej opcji i przyjdzie mi obserwować kawałkowanie świata. Widocznie sposób odczuwania życia jest przekazywany w genach i ten matczyny, rozerwany na konieczność blokowania emocji i radzenia sobie w każdej sytuacji oraz na umiejętność wypuszczenia w świat jednej jedynej łzy jako niemego świadka udręczonej duszy przypadł i mi w udziale. A może i ten gen został wymyślony, narzucony w odwiecznie słyszanej kołysance, rozciętym kolanie, z którego nie miała prawa sączyć się krew, w samotnym wyciu, na które mój świat nie dał przyzwolenia.


[…]

Dalszy ciąg można przeczytać w numerze.]

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.