02/2019

Elżbıeta Baniewicz

Bruegel prawie w całości

Dwumilimetrowe kreseczki piórkiem zanurzonym w brązowym tuszu zapełniają kartkę niewiele większą niż ta ze szkolnego zeszytu. Raz układają się w panoramę gór oddzielonych dolinami, innym razem to pejzaż z rzeką, pejzaż alpejski ze św. Hieronimem (lwem i ufortyfikowanym miastem w dolinie), pejzaż ze Świętą Rodziną i klasztorem, z myśliwymi i królikiem, widok Reggio di Calabria czy widok (nieistniejącego już) rzymskiego mostu Ripa Grande z pływającymi po Tybrze łódkami. Rysunki te (wykańczane w Antwerpii na podstawie szkiców in situ) są efektem podróży do Francji i Włoch, okazały się na tyle dokładne, że można na ich podstawie wnioskować o trasie, jaką pokonał Pieter Bruegel u początku swej kariery. Podobno „pożerał” wszystkie góry i skały, co nie dziwi u malarza wychowanego w płasko-depresyjnych Niderlandach. Najważniejsze, że ta podróż stała się doskonałą szkołą oka i wyobraźni przestrzennej, prace charakteryzuje i głębia perspektywy, i światło podkreślające walory przedstawionej natury. Cykl wielkich pejzaży opublikowała w połowie szesnastego wieku słynna oficyna Hieronima Cocka Pod Czterema Wiatrami. Malarz wyraźnie wyzwala się w tych pracach spod wpływu wielkiego poprzednika, Hieronima Boscha, czego dowodzą inspirowane jego niecodzienną wyobraźnią rysunki Wielkie ryby zjadają małe ryby, Kuszenie św. Antoniego, a także siedmioczęściowy pełen demonizmu i ludzkiego bestialstwa cykl Grzechy główne, na podstawie którego Pieter van der Heyden wykonał ryciny. Poza jednym ocalałym rysunkiem Pycha całość cyklu – Złość, Zazdrość, Chciwość, Lenistwo, Obżarstwo i Lubieżność – poznajemy dzięki owym rytym w metalu kopiom przeznaczonym do powielania.

Z czasem rysunki pełne onirycznych wizji ustępują miejsca dokładnym obserwacjom człowieka i natury, nie pozbawionym fantazji, gdyż artysta łączy na przykład pejzaż z okolic Wenecji z elementami wyraźnie flamandzkimi. Kreski Bruegla mężnieją, prowadzone pewną ręką, kilkoma ruchami piórka tworzą autoportret Malarz i znawca, zagadkową Pracownię alchemika, który ostatnią monetę wkłada do kolby, choć dzieci i żona szukają wszędzie jedzenia. Rysunki okresu dojrzałego jak cykl Cnoty – Wiara, Nadzieja, Miłość, Sprawiedliwość, Roztropność, Męstwo, Waleczność – zdaniem znawców genialnie naśladują technikę Boscha, ale kunsztem wykonania niejednokrotnie ją przewyższają. Do tego cyklu rysunków grawerowane ryciny sporządził Philip Galle; można porównać je przez zestawienie z oryginałami, a w przypadkach Nadziei i Męstwa tylko je sobie wyobrazić, gdyż zaginęły już w XVII wieku.

Piszę o rysunkach Pietera Bruegla (Starszego) prezentowanych na wystawie jego prac w Kunsthistorisches Museum w Wiedniu – zorganizowanej z okazji czterysta pięćdziesiątej rocznicy jego śmierci – która już w dniu otwarcia (2.10.2018) stała się wydarzeniem. Kilkadziesiąt oryginalnych rysunków i sporządzonych na ich podstawie grawiur pochodzi z wiedeńskiej Albertiny oraz z muzeów w Londynie, Oxfordzie, Rotterdamie, Berlinie, Antwerpii, Brukseli.

Rysunek źródłem formy stał się w renesansie, malarze szkicowali budowle, ich plany oraz architektoniczne detale, nade wszystko ludzkie postacie i zwierzęta (często zrodzone z fantazji) oraz fragmenty ich ciał w ruchu lub w stanie spoczynku. Analizowali układ mięśni poznawanych w prosektoriach, co zresztą było oficjalnie zabronione. Dzięki rysunkom możemy dziś śledzić tajniki i rozwój warsztatu oraz ewolucję wyobraźni każdego z artystów. W przypadku Bruegla oglądamy nie szkice, lecz dojrzałe i kunsztowne dzieła graficzne.

Niemniej jednak najwyższym wyrazem talentu były obrazy. Z czterdziestu zachowanych prac olejnych na desce i wykonanych temperą na płótnie zgromadzono na wiedeńskiej wystawie trzydzieści. Dwanaście sprowadzono już w końcu XIX wieku z kilku posiadłości Habsburgów, którzy kupowali je od 1600 roku. Dziś stanowią własność muzeum jako największy na świecie zbiór prac Pietera Bruegla. Resztę sprowadzono na wystawę z Londynu, Antwerpii, Paryża, Budapesztu, Pragi oraz kolekcji prywatnych. I tu czeka na zwiedzających niespodzianka. Nie tylko mogą obejrzeć kilkadziesiąt arcydzieł malarstwa, uświadomić sobie skalę talentu artysty oraz bogactwo poruszanych przez niego tematów, od religijnych, marynistycznych, obyczajowych, po alegoryczne. Uświadomić sobie mogą także wielość znaczeń, jakie nadawał im autor, a w zgodzie lub niezgodzie z nim interpretatorzy. Osobną grupę stanowią pejzaże – jak Sezony, złączone w cykl czterech obrazów po raz pierwszy od kilkuset lat, i te charakterystyczne ze śniegiem i niemal impresjonistycznym światłem nieba – Pejzaż zimowy z łyżwiarzami i pułapką na ptaki, Rzeź niewiniątek czy Spis ludności.

Niespodzianka mieści się w kilku bocznych salach, gdzie można obejrzeć pieczołowicie odtworzony przez zespół badaczy i konserwatorów proces twórczy. Począwszy od sposobu cięcia dębowych pni, sprowadzanych znad Bałtyku, gdzie rosły długo, by powstałe z nich deski nie wypaczały się, następnie sposób łączenia ich w płaszczyznę czy sposób mieszania farb. Udało się badaczom ustalić i pokazać, w jaki sposób malarz osiągał na przykład efekt zamglonych oczu na obrazie Ślepcy (z obawy o uszkodzenie nie dojechał z Neapolu), malowanym temperą na płótnie. Płótno o skośnym splocie traktowano jako podłoże kolorystyczne, a spoiwem barwników był klej zwierzęcy, często jeszcze ciepły. Przez cienką warstwę malarską prześwitywał rysunek, obraz pokryty werniksem był matowy, malarz świadom tej techniki białą farbę z kredy i ochrę delikatnie i kilkukrotnie rozcierał palcami na płótnie, by uzyskać efekt zamglonego błysku niewidomego oka. Różnorodny sposób kładzenia farby olejnej na płaszczyznę deski w innych dziełach został też udokumentowany: przy powiększonych w dużej rozdzielczości fragmentach obrazów widnieją gipsowe odlewy ręki, która trzyma pędzel za każdym razem w inny sposób. Zamierzone efekty malarskie, np. padającego gęstego śniegu w Pokłonie Trzech Króli w śniegu, wymagały odmiennego sposobu nakładania farby niż domalowanie bezlistnych drzew do jesiennego pejzażu. Tak dokładne przyjrzenie się pracy malarza, rozłożenie jej na czynniki pierwsze jest tej wystawy niewątpliwym walorem i naukowym osiągnięciem. Podobnie jak pokazanie w następnej sali etapów malowania słynnych Dwóch małp, niewielkiego realistycznego obrazka, który można czytać jak alegorię ludzkiej egzystencji, ukazującego zwierzęta skute łańcuchem na tle pejzażu widocznego przez okno.

Bruegel, uważany także za malarza ludzików, zadziwia rozmachem i epickością, na pełnych radości Zabawach dziecięcych jest dwieście pięćdziesiąt postaci i chyba wszystkie możliwe w połowie XVI wieku aktywności młodzieży. Podobnie jak powieść można czytać Walkę karnawału z postem, Szaloną Gretę, Samobójstwo Saula czy Kazanie Jana Chrzciciela – na każdym dziesiątki postaci. Dwa pierwsze, inspirowane wyraźnie Boschem, zadziwiają postaciami człeko-upiorów, dwa kolejne ukazują ludzkie zbiorowisko na tle posępnych pejzaży zwiastujących niemalże koniec świata.

Taniec chłopski i Chłopskie wesele czy Złodziej gniazd to już nie epika, tylko studia ludzkich obyczajów, a także zindywidualizowanych wizerunków. Postacie nakreślone dużymi plamami, dość toporne, mają niesamowite twarze, tyleż brzydkie, co wyraziste; malują się na nich zmęczenie, przebiegłość, zawiść, naiwność lub skupienie. Nie należą do świata eleganckich ludzi, to prostaczkowie zmagający się ciężką pracą z oporną przyrodą. Ogromne wrażenie zrobił na mnie maleńki obrazek z Luwru – Kaleki. Pięć ciał ludzkich pozbawionych kończyn na prymitywnych wózkach albo wspierających się na kulach umieścił malarz na bujnej trawie i na tle ceglanego muru, w którego prześwicie widać słoneczny ogród. Czysta metafizyka.

Obraz, który chciałam obejrzeć z bliska, to Droga Krzyżowa. Mamy tu około pięciuset postaci na tle wyjątkowego, wyraźnie wykreowanego pejzażu. W głębi po lewej pod słonecznym niebem widnieje młyn na szczycie ogromnej skały, za nią z jednej strony porośnięta krzakami dolina, z drugiej ceglane mury miasta. Na pierwszym planie piaskowe wzgórze zaludnione dziesiątkami postaci, jedna z nich – mężczyzna z dużym koszem na plecach (zapewne wędrowny handlarz) siedzi na kamieniu tyłem do widza. Po lewej stronie obrazu intensywnie kładą się plamy zielonej trawy, wystaje pełna listowia gałąź i krzewy – to strefa życia. Po prawej zieleń znika, na wysuszonym przez słońce wzgórzu widnieją koła szubienic, do których przywiązywano skazańców; największa z nich, w towarzystwie suchego drzewa zamyka prawą krawędź obrazu. Powyżej pod ciemnymi, skłębionymi chmurami krąg śmierci z trzema drewnianymi krzyżami zamykają maleńkie ludzkie postacie. Chrystus ugięty pod ciężarem wielkiego drewnianego krzyża znajduje się dokładnie pośrodku malowidła, na skrzyżowaniu przekątnych. Trudno go dostrzec w tłumie ludzi poruszających się i pieszo, i konno od wzgórza z młynem ku kręgowi z krzyżami, czyli ze strefy życia do strefy śmierci. Ludzie zajęci swoimi sprawami nie zauważają cierpienia i własnej drogi ku śmierci. Blisko prawej krawędzi obrazu zbolała kobieta okryta szarym szalem, której towarzyszy kilka innych wyraźnie zapłakanych – Maria opłakująca los swego syna.

Polski reżyser, Lech Majewski, kilka lat temu ożywił ten obraz w sposób niezwykły. W niesamowitym, pięknym filmie Młyn i krzyż odtworzył rzeczywistość, jakiej zapewne doświadczał Bruegel, ale też dopowiedział realistyczne i metaforyczne sensy jego obrazu. Są więc hiszpańscy kolonizatorzy w czerwonych ubraniach, którzy na polecenie swych władców Habsburgów brutalnie krzewią katolicyzm wśród ludności protestanckiej. Są liczne sceny z życia ludzi, zabawy dzieci, rozmowy kupca-kolekcjonera z żoną, sceny życia rodzinnego. I jest postać malarza ze szkicownikiem, w którym można dostrzec rysunki Bruegla, który jak pająk sieć tka materię malarską swego dzieła. Oglądamy wędrownego handlarza, który obok chleba wykłada Biblię, brutalne zamordowanie przez oddział Hiszpanów mężczyzny, który po tę Biblię sięgnął, jego konanie na szubienicy, przygotowania do ukrzyżowania mężczyzny wyciągniętego z więzienia, drewniany wózek, na który ładują głupców, i formującą się liczną procesję. W sumie opowiedziane zostają losy dwunastu postaci widocznych na obrazie. Nad tą ludzką krzątaniną góruje młyn na skale, a stary młynarz, jak Pan Bóg, uruchamia skrzydła wiatraka, zatem cały mechanizm młyna, który w nieskończoność mieli nasze dni i noce powszednie. Mulino vivo. Kulminacją filmu jest ustawienie kilkuset postaci, ubranych w odtworzone z pietyzmem szesnastowieczne ubiory dokładnie tak, jak stoją na Drodze krzyżowej Pietera Bruegla. I w takiej samej scenerii, która, jak się okazało w czasie realizacji filmu, zawiera aż siedem perspektyw malarskich i ogromną liczbę kątów widzenia ludzi i zwierząt obecnych na obrazie. Słowem, wspaniały film stworzony przy użyciu najnowocześniejszych technik komputerowych w hołdzie jednemu z największych malarzy wszechczasów.

Kunsthistorisches Muzeum w Wiedniu
– Bruegel. 2 października 2018 – 13 stycznia 2019.

– Młyn i krzyż

Scenariusz – Lech Majewski, Michael Francis Gibson,

reżyseria – Lech Majewski,

zdjęcia – Lech Majewski, Adam Sikora,

muzyka – Lech Majewski, Józef, Skrzek,

scenografia – Katarzyna Sobańska, Marcel Sławiński,

kostiumy – Dorota Roqueplo. Studio Angelus Silesius.

Premiera polska 18 marca 2011.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.