01/2019

Włodzimierz Paźniewski

Cicha władza

Myślicie, że znacie całą prawdę? Wolne żarty. Historyk Tony Judt w książce Kiedy zmieniają się fakty? ogłosił: „Jestem przekonany, że wkraczamy w nową epokę niepewności”. Od siebie w tym miejscu dodajmy: i gigantycznej kontroli. Aby się przed nią bronić, świat powoli wpada w paranoję, wszyscy śledzą i podsłuchują wszystkich, a nowoczesne technologie informatyczne bardzo im to zadanie ułatwiają, wręcz zachęcają do uprawiania tego procederu na niespotykaną do tej pory skalę.

Czasami prowadzi to do zaskakujących paradoksów. Niedawno pewna zachodnia korporacja przemysłowa przymierzała się do przejęcia dużego przedsiębiorstwa, na co równie wielką ochotę mieli jej główni konkurenci. Najważniejsze w całej operacji było ukrycie, czy zarząd podjął w tej sprawie wiążącą decyzję, kiedy to się stało i na jakich warunkach. Aby to utajnić, nawiązano do iście przedpotopowego sposobu obiegu informacji wewnątrz firmy. O terminie i miejscu spotkania nie zawiadomiono członków zarządu w sposób zwyczajny, tj. wysyłając do nich zaproszenia pocztą, mailem czy telefonicznie. Zamiast tego każdy z uczestników otrzymał w tej sprawie odręcznie napisaną karteczkę, którą goniec dostarczył do rąk własnych adresata. Lecz i on nie mógł rzucać się w oczy, dlatego nie korzystał z samochodu. Domy członków zarządu obskoczył, pedałując na rowerze, dla kamuflażu przebrany za ogrodnika lub dostarczyciela pizzy.

Również miejsce spotkania okazało się nietypowe, nie była nim siedziba korporacji ani restauracja. Najważniejsza decyzja gospodarcza roku została podjęta podczas utrzymanego w ścisłej tajemnicy spaceru w parku za miastem.

Być może z tego samego względu konstruktorzy pracujący na potrzeby przemysłu obronnego mają kategoryczny zakaz używania komórek i Internetu. Zabroniono im również posługiwania się kartami płatniczymi, bo przecież nawet najbardziej banalna operacja finansowa zostawia trwały ślad w cyberprzestrzeni, a to może zostać wykorzystane przez konkurentów lub agentów obcego wywiadu.

Krótki list gończy za zupełnie nową formą powszechnego zniewolenia, jaka z prawie każdego człowieka czyni, nawet w krajach demokratycznych, jeszcze jedną fikcję, rozesłał Quentin Skinner (rocznik 1940), historyk idei, współtwórca nurtu w historii myśli politycznej zwanego „szkołą Cambridge”. W zaskakująco młodym wieku został profesorem nauk politycznych swego macierzystego uniwersytetu, a w 1996 roku zajął fotel królewskiego profesora historii nowożytnej w tej uczelni i wówczas zbulwersował środowisko intelektualne Wielkiej Brytanii.

Zgodnie z wieloletnią tradycją uczony otrzymywał, niejako z urzędu, tytuł szlachecki, szczególnie ceniony w kręgach snobistycznych. I oto Skinner stanowczo odmówił przyjęcia zaszczytu, wyjaśniając, że czuje się republikaninem i byłoby to rażąco niezgodne z jego przekonaniami. Od tej pory w oczach niektórych zaczął uchodzić za wielkiego dziwaka, inni – wręcz przeciwnie – uznali, że brytyjski profesor przynależy do ginącego obecnie gatunku ludzi z charakterem.

Oto istotny fragment tego tekstu, w tłumaczeniu Filipa Białego. Żeby było ciekawiej, nosi on dosyć przewrotny tytuł O dwóch wolnościach: „W moim kraju, kiedy po raz pierwszy pojawiły się informacje o tym, że możliwe jest odczytywanie naszej poczty elektronicznej, rzecznik rządu powiedział: «Nie martwcie się – jeżeli nie zrobiliście nic złego, nie powinniście się przejmować». Kto jednak określa, co jest złe? Oni. A o co chodzi w stwierdzeniu: «jeżeli nie zrobiliście niczego złego»? Przyznali sobie oni arbitralną władzę. Okazało się, że znalazłeś się w stanie podległości w tej sferze życia, w której, jak dotąd sądziłeś, pozostajesz niepodległy. Tym jest niewola”.

Niestety, my już nawet nie zwracamy na nią uwagi, czyli jest to zniewolenie doskonałe, bo nie zostawia śladów ani nie budzi podejrzeń. W ten sposób „elektroniczna chmura” doskonałego nadzoru wisi nad każdym z nas dniami i nocami. Wścibski Wielki Brat czuwa i nie spuszcza z oczu nawet na chwilę. Zbiera i przechowuje wszystko, bo każdy drobiazg na nasz temat kiedyś może się przydać. W ten sposób diaboliczna przepowiednia Orwella spełnia się w całej pełni.

Szczególną uwagę zwraca Skinner na niszczące skutki mentalne tego dyskretnego i stałego nadzoru, jaki sprawują nad nami struktury biurokracji.

„Kwestia ta bardzo niepokoi mnie w kontekście współczesnych sposobów myślenia o wolności – wspomina w innym miejscu profesor. – Okazuje się, że instytucje państwa mają szeroki zakres cichej władzy [silent power], o jakiej do tej pory nie wiedzieliśmy. Nie jest to władza, na którą wyraziliśmy zgodę. Nie wiemy, w jaki sposób może zostać wykorzystana. Bardzo prawdopodobne jest jednak, że wiele osób, które uznając, iż w swojej korespondencji, e-mailach czy rozmowach telefonicznych poruszają kwestie drażliwe, zacznie stosować autocenzurę. Oczywiście ryzyko to jest dostrzegane we współczesnym dyskursie liberalnym, lecz tylko w kategoriach zagrożenia prawa do prywatności. Rzecz jasna prywatność jest tu naruszana, ja jednak zwracam uwagę, że tego rodzaju formy władzy odbierają nam też naszą wolność. Nie wykonywanie tej władzy, lecz samo jej istnienie w społeczeństwie demokratycznym staje się czymś wrogim wolności, ponieważ wiedzie do autocenzury. Ta zaś jest formą cenzury, a zatem ograniczenia naszej wolności”.

W taki oto sposób myśli i słowa, paradoksalnie również w nieźle działających systemach demokratycznych, niepostrzeżenie przyzwyczajają się do nakładania sobie w trybie samoobsługowym niewidocznych kajdanek. Wiele zjawisk we współczesnym życiu zbiorowym ma bardzo dwuznaczny charakter; rozterki i wątpliwości nasuwają się same i nikt z nas nie zna odpowiedzi na wszystkie pytania.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.