03/2021

Agnieszka Kumor

Francja

Francuskie nagrody literackie w roku pandemii 2020
W trudnych warunkach sanitarnych i w atmosferze polemiki francuskie nagrody literackie zostały w końcu przyznane! Aczkolwiek z miesięcznym opóźnieniem, w przypadku tych najbardziej prestiżowych, i za pośrednictwem wideokonferencji. Laureatem Nagrody Goncourtów został Hervé Le Tellier za Anomalię (L’Anomalie, Gallimard 2020). Jest to ósma powieść w karierze tego matematyka, dziennikarza i pisarza. Ale o nim za chwilę.

Najpierw bowiem o wpływie koronawirusa i środowiskowych kłótni na organizację tegorocznych konkursów literackich we Francji. Zakwalifikowana przez niektórych dzienikarzy jako „trzecia wojna światowa” pandemia COVID-19 ograniczyła znacznie możliwości zebrań jurorów (wielu z nich odkryło zarazem techniczne uroki wideokonferencji…), ale nikt ani przez chwilę nie wątpił, że nagrody zostaną przyznane. Wszak ani pierwsza, ani druga wojna światowa nie spowodowały anulowania Prix Goncourt. Nagrodzony w 1942 roku za powieść Podobni dzieciom (Pareils à des enfants, Gallimard) Léonard Marc Bernard ukrywał się z żoną, austriacką Żydówką, i trojgiem dzieci w Nîmes, w tzw. wolnej strefie południowej (pech chciał, że właśnie w listopadzie tego samego roku wolna strefa stała się fikcją, kiedy zajęli ją Niemcy). Bernard cierpiał głód, grzązł w długach, a o literackim wyróżnieniu dowiedział się przez przypadek i do tego miesiąc później.

Choć więc koronawirus nie wyeliminował całkowicie nagród (jak uczynił to z licznymi festiwalami letnimi), to jednak sporo namieszał. Większość jurorów, solidaryzując się z księgarzami, których sklepy zostały zamknięte w ramach zaostrzonych restrykcji ponownego lockdownu (swoją drogą Francuzi znaleźli na zamknięcie słowo confinement, ciekawe, kiedy do pandemicznego słownika dołączy wreszcie polski termin…), postanowili poczekać z oficjalnym ogłoszeniem nazwisk laureatów do momentu, kiedy księgarnie zostaną otwarte. Wiadomo, że czerwony pasek na nagrodzonej książce jest synonimem nawet czterystutysięcznej sprzedaży (tak jest przynajmniej w przypadku Goncourtów). Chodziło zatem o to, aby wyróżnione powieści rozeszły się jak świeże bułeczki, rekompensując, choć w części, ogromne straty poniesione przez sektor księgarski. Ze wszystkich stron posypały się przy tym głosy, że książka jest produktem podstawowym, na równi z żywnością i przedmiotami codziennego użytku, wbrew niefortunnej wypowiedzi prezydenta Emmanuela Macrona. Dodajmy jeszcze do tego polemikę na temat wydawniczych koterii, „kolesiowania” i braku parytetu wśród francuskich jurorów, a otrzymamy mniej więcej pełny obraz dość nerwowej atmosfery, w jakiej przyznane zostały nagrody literackie AD 2020. Przejdźmy jednak do rzeczy.

Tegoroczny laureat Nagrody Goncourtów Hervé Le Tellier (ur. 1957) to był tzw. pewniak. Niemal wszyscy krytycy wystawili go już w przedbiegach. Anomalia wyszła w sierpniu i od razu stała się przebojem rynku księgarskiego. Pomysł jest dość nietypowy, żeby nie powiedzieć wariacki. W powieści tej spotyka się grupa pasażerów samolotu lecącego na trasie z Paryża do Nowego Jorku. Autor splata ze sobą losy jedenastu bohaterów. Poznajemy ojca rodziny, który zarabia na życie jako płatny morderca, nigeryjską gwiazdę żyjącą z nieujawnionym sekretem czy mało znanego pisarza, który nagle znalazł się w światłach rampy (czyżby autoironia autora?). Ten sam samolot z tymi samymi bohaterami ląduje w dwóch różnych odstępach czasowych na tym samym lotnisku. Czy są to ci sami ludzie, czy ich sobowtóry z innego wymiaru? Czy wydarzenia, które są ich udziałem, wydarzyły się naprawdę, czy też były jedynie projekcją przyszłości? Książka ocierająca się o science fiction ujęła krytyków grą słowną i formalną, przypominającą prace kolektywu literackiego Oulipo (założonego w roku 1960 przez Raymonda Queneau, autora Zazie w metrze, i matematyka François Le Lionnais). Hervé Le Tellier, sprawujący funkcje prezesa tej wesołej kompanii, nie ukrywał inspiracji serialowych, wskazywano m.in. na niegdysiejszy Lost (Zagubieni). Rzadko zgodni krytycy tym razem chóralnie zachwalali dynamiczne tempo akcji powieści, którą się czyta „jednym tchem”, przyznawali zarazem, że Anomalia jest nade wszystko „wysoką literaturą, pełną humoru z odrobiną melancholii” (Raphaëlle Leyris, Le Monde, 30.11.2020).

Kilka minut po werdykcie jury Akademii Goncourtów w ten sam sposób, czyli zdalnie, ogłoszono Marie-Hélène Lafon (ur. 1962) laureatką Nagrody Renaudot za powieść Historia syna (Histoire du fils, wyd. Buchet-Chastel). Zwyciężczyni zadedykowała swą nagrodę księgarzom, którzy dwa dni wcześniej odetchnęli z ulgą, otwierając sklepy w ramach złagodzenia restrykcji sanitarnych. Marie-Hélène Lafon jest mało znana szerokiej publiczności, choć na swym koncie ma już trzynaście powieści. Od lat wierna jest małej oficynie wydawniczej Buchet-Chastel, założonej w roku 1936, należącej dziś do grupy Libella, w której posiadaniu są m.in. Noir sur Blanc (z filią w Warszawie) czy krakowskie Wydawnictwo Literackie. Na co dzień autorka uczy francuskiego i łaciny w paryskim gimnazjum, ale często wraca do rodzinnego domu w departamencie Cantal położonym w Masywie Centralnym.

To na tamtejszej farmie, u podnóża gór wznoszących się na ponad 1000 metrów n.p.m. przyszła na świat pięćdziesiąt osiem lat temu Marie-Hélène Lafon. Owernia, „mała ojczyzna”, jest centralnym punktem twórczości tej pisarki. Historia syna to saga rodzinna ciągnąca się od roku 1908 po 2008. André, nieślubny syn Paula i Gabrielle, wychowany przez ciotkę, odkrywa rodzinny sekret i wyrusza na poszukiwanie ojca. Duchowym przewodnikiem jest mu Wergiliusz, którego dzieła odkrywa w liceum. Autorka nie kryje zauroczenia Flaubertem i jego prowincjuszami prowadzącymi, jak pani Bovary, nieznaczące, przynajmniej w ich własnych oczach, życie. Twierdzi przy tym, że jej zadaniem jest budowa mostów między zapomnianą (a przecież nie tak odległą) przeszłością a dniem dzisiejszym. Jej międzypokoleniowa powieść opisuje bohaterów naznaczonych „nieobecnością bliskich, milczeniem, tragedią, ale również ich cudowną łagodność i godną pozazdroszenia odwagę” (Xavier Houssin, Le Monde des Livres, 06.09.2020).

Etienne de Montety (ur. 1965) pracuje jako dyrektor dodatku literackiego do Le Figaro, co nie przeszkodziło mu w zdobyciu poważnej Grand Prix Akademii Francuskiej za Doświadczenie (La Grande Epreuve, Editions Stock). W jego powieści również mamy do czynienia z poszukiwaniem korzeni i sensu życia, ale tym razem bohaterowie nie znajdą ocalenia. Autor prowadzi akcję wielotorowo: David, adoptowany syn państwa Berteau, stara się dowiedzieć, kto jest jego biologicznym ojcem, ale wpada w sieć rekruterów tzw. Państwa Islamskiego. Obok niego występuje również drobny przestępca Hicham, radykalizujący się w więzieniu. Ich drogi zejdą się w prowincjonalnym kościele, gdzie z zimną krwią zamordują księdza podczas sprawowania liturgii. Autor oparł swą powieść na motywach zamachu terrorystycznego, do którego doszło w lipcu 2016 roku w Saint-Etienne de Rouvray, na północy Francji, a którego ofiarą padł sędziwy ksiądz Jacques Hamel. Etienne de Montety przeniósł akcję na francuskie południe. To tam, w krainie cyprysów, pastisu i gry w bule, dojdzie do tragedii. Francuski pisarz „nie komentuje, nie wyjaśnia, a jedynie opowiada. Nie ma tu miejsca na emocje i puste moralizowanie. Akcja prowadzona jest w niemal reporterskim stylu, gdzie nic nie jest wiadome z góry, a przypadek i internet robią swoje. „To losy ludzi rzuconych w dzisiejszą Francję, ziemię pozostającą w cieniu Boga i spaloną słońcem szatana”, napisał Patrick Fouque, w dość pokrętny sposób nawiązując do arcydzieła Georges’a Bernanosa Pod słońcem szatana przeniesionego na ekran przez Maurice’a Pialata (Paris Match, 26.11.2020).

Po tej „reporterskiej”, niemal chłodnej analizie wypadków prowadzących do terrorystycznego zamachu, kolejna nagrodzona powieść podejmuje wątek przemocy, próbując rozwikłać zagadkę morderstwa w uroczym domku z ogródkiem na paryskim przedmieściu. Mieszkała tam siostra pisarki i tam właśnie w roku 2018 została zamordowana przez „nieznanych sprawców”. Powieść Irène Frein Nieznacząca zbrodnia (Une crime sans importance, Seuil) opowiada o policyjnym śledztwie, które od dwóch lat stoi w miejscu. Autorka prowadzi prywatne dochodzenie. Nagrodę Interallié pisarka przyjęła ze szczerym zdumieniem. „Radość, to uczucie, którego nie znałam od dwóch lat”, wyznała Irène Frein po ogłoszeniu werdyktu. Czasami literatura leczy, nawet jeśli nie znajduje odpowiedzi na nurtujące nas pytania…

Chyba również literacką autoterapią można nazwać powieść, która znalazła się wśród finalistów Goncourtów…, ale w rezultacie nagrodzona została Nagrodą Goncourtów licealistów. Niecierpliwe (Les Impatientes, wyd. Emmanuelle Collas) napisała Djaïli Amadou Amal, pisarka z Kamerunu debiutująca na rynku francuskim. Autorka przyznaje, że w dużej mierze jest to jej własna historia. Djaïli Amadou Amal miała siedemnaście lat, kiedy została zmuszona do małżeństwa z pięćdziesięcioletnim mężczyzną. Losy jej trzech bohaterek są podobne. Wydane za mąż siłą, cierpią w milczeniu presję rodziców, przemoc ze strony brutalnego męża, podejrzliwość i docinki jego rodziny, milczenie bliskich. Od dzieciństwa dziewczynki uczone są cierpliwości, aby w pokorze znosić swój los. To nakaz i mantra patriarchalnej społeczności, w której przyszło im żyć i którą muszą zaakceptować. „Narracja Niecierpliwych może się wydać cokolwiek gazetowa – przyznała znana nam już dziennikarka z „Le Monde”, Raphaëlle Leyris. – Ale przesłanie tej powieści brzmi szczerze w epoce, w której coraz częściej mówi się o przemocy wobec kobiet” (02.12.2020). Przesłanie było na tyle mocne, że przemówiło do młodocianych jurorów (a zwłaszcza jurorek!). Nagroda Goncourtów licealistów, ufundowana w roku 1988 przez sieć sklepów Fnac i francuskie Ministerstwo Edukacji, gromadzi każdego roku dwa tysiące francuskich uczniów z ostatnich klas liceum. Ich zadaniem jest przeczytanie w rekordowym czasie czternastu powieści figurujących na pierwszej liście kandydatów Akademii Goncourtów (ogłaszanej, przypomnijmy, we wrześniu) i przyznanie własnej, niezależnej nagrody.

Nikt nie zaprzecza, że „stary” laur, choć lekko przysuszony, pachnie wciąż ponętniej od „młodego”. Ale w dobie protestów dotyczących trybu przyznawania nagród literackich młoda szczepka zmężniała, a obdarowani nią pisarze wysoko sobie cenią zdanie licealistów. W końcu to te właśnie młode kobiety i młodzi mężczyźni będą za kilka lat ich czytelnikami, a może nawet zostaną kiedyś (o zgrozo!) jurorami Prix Goncourt. Ale wówczas obecne gwiazdy błyszczące na literackim firmamencie trochę już chyba przygasną.

Jakie zatem były te francuskie nagrody literackie 2020 roku? Wydaje się, że doceniono autorów wrażliwych na współczesną rzeczywistość, którą często przedstawiają w ostrym świetle, bez makijażu. Można tylko ubolewać, że znów mało było wśród nich autorek. Nagrodzone książki poruszają tematy, które w głowie by nam nie postały jeszcze rok temu, są przy tym mocno zakorzenione w otaczającym nas świecie, w którym pesymizm inteligencji i optymizm woli toczą coraz trudniejszą walkę o przetrwanie.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.