07-08/2019

Anna Spólna

Historia pewnej miłości

1. Erodotyki Kazimierza Brakonieckiego to hymn na cześć miłości, bardzo ziemskiej, ułomnej i trudnej, a jednak rozświetlającej życie dwojga oddanych sobie ludzi. Tom otwiera dedykacja: „Żonie na nasze czterdziestolecie” i znaczący jest właśnie ów zaimek podkreślający wzajemność wspólnoty. Równie ważna dla zrozumienia przewodniej idei książki jest dedykacja z romansu Chrétiena de Troyes: „Qui a le cuer si ait le cor” co w starofrancuskim znaczy: „Kto ma serce, ma i ciało”. Brakoniecki nie oddziela tych sfer życia, przeciwnie – za średniowiecznym piewcą idei małżeństwa jako trwałego połączenia i ciał, i dusz buduje opowieść o miłości totalnej, tym trudniejszej, że łączącej silne osobowości.

Obszerny, stustronicowy tom był pisany przez kilka lat. Część utworów została wydana już wcześniej (w książce poetyckiej Ciałość z 2004 roku), ale tu znalazły sobie naturalne miejsce po wkomponowaniu w cykl pięciu miłosnych poematów, zakończonych krótszą kodą – wierszem Kocie nieba. Już ich tytuły: Święte, Ko-Hana (Hanna to imię żony poety), Ciałość, Erodotyki, Panteistycznie tamtego lata wskazują na modlitewno-erotyczny charakter tej poezji. Brakoniecki wprowadza czytelnika w intymny świat uczuć odsłaniających różne oblicza miłości – a robi to jednocześnie uczciwie, mądrze i subtelnie.

Historię czterdziestu lat małżeństwa przywołuje poeta językiem pełnym inwencji (widocznej choćby w neologizmach nazywających totalny charakter ludzkiej miłości, jej zmysłowość i psychofizyczną jedność), zmetaforyzowanym, miejscami prawie mistycznym, lecz wystrzegającym się czułostkowości. Brakoniecki znajduje także wyraz dla bólu rozłąki, pasm cierpienia, pokładów lęku związanego z biedą czy niepewnością jutra. Wtedy do wierszy śmielej wkracza konkret, brutalny szczegół, bezwzględny sąd nad własną małością.

2. Choć podmiot Erodotyków nie deklaruje się jako wyznawca jakiejkolwiek religii, więcej – zdaje się zazdrościć żonie zdolności do duchowego zaangażowania, blisko mu do buddyjskiej i chrześcijańskiej kontemplacji. W tym sensie pozostaje wierny swoim poglądom wyrażonym niegdyś w tomie rozważań Zeszyty JedynegoMisterium, zbiorze wierszy poświęconych świątyniom. W najnowszej książce dominuje perspektywa wdzięczności, bliska religijnej postawie przyjmowania życia jako daru, cennego w każdym z jego wymiarów. Bardzo intymne, jednocześnie bezpośrednie w swej zmysłowości i zmetaforyzowane są opisy aktów miłosnych spotkań, erotycznych oszołomień, pozwalających, by kochankowie „na próbę wcielili się w wieczność” (Święte, III). Orgazm ujmowany jest w Erodotykach jak misterium kosmicznego wtajemniczenia, dotkniecie Absolutu, wielka łaska i niezasłużony prezent:


Nic nie mów

chcę cię kochać do śmierci

języka

W twoim boskim wnętrzu

gdzie sięgam spazmem

jest może nieznana mowa

nieodkryta religia

wizerunek raju gdzie pełnia

Nic nie mów

chcę cię kochać do życia

języka

tam gdzie ginie seks i sens

Nie wiem

gdzie kończy się życie

a zaczyna śmierć […]

(Ciałość, XIV)


Erodotyki są bezpruderyjne, ale nie obsceniczne, odważne nie ze względu na epatowanie intymnym szczegółem, lecz dzięki dotykaniu słowem tajemniczego aktu zlania się w jedno dwóch istnień, oddanych sobie na dobre i na złe, do końca. Otwartość Brakonieckiego jest radykalna. Autor tomu nie cofa się przed tym, co w polskiej poezji niesłychanie rzadkie – mocuje się w wierszach z decyzją o aborcji, którą podjął przed kilkudziesięciu laty. Tren do nienarodzonej córki (Ko-Hana, IV) jest pełną wstydu i żalu prośbą o zrozumienie, zapisem zmagania z ciężarem winy:

Wybacz że tak szybko o tobie zapomniałem że chciałem tak szybko zapomnieć

mała uliczka śródmiejska życie zastępcze skłamane

prowadzę żonę milcząc wleczemy się po zabiegu

mokre uliczne brukowce a na nich skąpe odblaski z latarni

Nie patrzymy na siebie obce są nam nasze ciała może jeszcze kiedyś

wytryśnie z nas światło co przywróci nam ciebie może

Zasnąć zapomnieć jeśli nie umrzeć.


3. Wraz z przybywaniem lat i gromadzeniem doświadczeń, w portretowanym związku przybywa nie tylko złych wspomnień, lecz także niepokoju o przyszłość. Jest w Erodotykach niemało zgryzot: uwiera starość, słabnące pożądanie, marznące ciało. Najbardziej może przeraża bohatera perspektywa nieuchronnego odejścia najbliższej mu osoby i trudnej do wyobrażenia pustki, którą niesie ze sobą samotność:


Twarz żony

coraz bardziej przypomina

twarz matki

twarz babki

twarz zwierzęcą

twarz śmierci

twarz poza twarzą

moją rozpacz

że nie potrafię kochać

poza twarzą której nie obronię

przed śmiercią

(Ciałość, XXI)


Brakoniecki wpisuje się tu w szereg poetów i poetek elegijnych, którzy w starości żegnali swoich ukochanych lub w swoich utworach antycypowali ich utratę (myślę między innymi o Jarosławie Iwaszkiewiczu, Annie Kamieńskiej, Urszuli Kozioł, Andrzeju Mandalianie…).

4. Na podstawie zebranych w cykle wierszy można odtworzyć dwa portrety. Pierwszy z nich, subtelny jak szkice piórkiem, rysowany z czułością portret żony: uduchowionej, pochylonej nad mandalą, czytającej święte księgi Wschodu. Eterycznej, a przecież potrafiącej przywołać partnera do porządku, wypomnieć nielojalność czy krzywdę, obudzić z megalomanii i pięknoduchostwa:


Nie jestem twoim wierszem

zostaw mnie samą

pozwól żyć

pozwól umrzeć

(Ko-Hana, XIX)


Im jesteś gorszy dla mnie

tym lepsze wiersze piszesz

(Ko-Hana, XXVII)


Adresatka i bohaterka Erodotyków jawi się raz jako złamana nieszczęściem kobieta, która przytłoczona lękiem o przyszłość zgodziła się na śmierć swojego nienarodzonego dziecka, raz jako pełna oddania matka dwóch synów, najczęściej – jako najważniejsza w życiu podmiotu Osoba, wcielenie żeńskiego pierwiastka świata, twórcza, potężna siła podtrzymująca jego siły witalne.

Dużo więcej tu jednak autoportretów warmińskiego poety, neurotyka, egoisty, lecz także namiętnego panteisty: otwartego na piękno, głodnego doznań, tęskniącego za rozkoszą i zachwytem, pięknem i cudem codziennej bliskości. To z jednej strony bohater bardzo żarliwy i wrażliwy, z drugiej – bezwzględnie wyczulony na fałsz i brzydotę. Ktoś, kto w miłości widzi i dar, i zadanie. Kto umie przyznać się do obrzydzenia starością skory pełnej „plamek zgrubień wulkanów czasu” (Ko-Hana, XXXVI), lecz nie potrafi się pogodzić ze śmiercią, choć tak pięknie pisze o nieuchronności przemijania.

Książka jest także portretem domu, który oboje stworzyli. Domu z książką, z ciszą, ze wspólnym (potem osobnym) łóżkiem, z chrapaniem, kłótniami i pocieszającym dotykiem. I z kotem, ogrzewającym ciało coraz bliższe śmierci, świadkiem orgazmów i płaczu, towarzyszem leniwych popołudni i kłótni przy kolacji. Pożegnalny wiersz tomu okazuje się czymś dużo więcej niż pochwałą zwierzęcej empatii:

między oknem a ścianą

nie toczy się kłębek czułości

nie wystają z nocy wąsy metamorfozy

nie znika z miski mleko obecności

wieczność czeka na koci skok

ale na próżno

(Kocie nieba)


Brakoniecki kontempluje w Erodotykach tajemnicę życia, które znajduje sobie coraz to nowe formy, wbrew zmianie i przemijaniu. Miejsce czarno-białej kotki zajmie kolejna, szarobura. Także miłość nie umiera. Jest jedna: „czy ta sama czy inna nikt nie wie / jaki i my sami ci sami lub zupełnie inni”.

Kazimierz Brakoniecki: Erodotyki.
Wydawnictwo Convivio Anna Matysiak,
Warszawa 2018, s. 102.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.