03/2019

Adam Komorowski

Hiszpania

Wracam do José Ortegi y Gasseta ponieważ od druku w „Twórczości” zaczęła się recepcja jego myśli w Polsce. W majowym numerze z 2018 roku Revista De Estudios Orteguianos znajdujemy obszerne studium Daniela Moreno José Ortega y Gasset i George Santayana. Nowe fakty. Pretekstem dla tych „nowych faktów” jest wydanie w 2011 roku, przez biografa Santayany, Johna McCormicka, drugiego tomu Marginaliów George’a Santayany. Harvardzkie elity mają do swojego byłego profesora nabożny stosunek, czego najlepszym dowodem jest dwutomowa krytyczna edycja wydanych przez MIT owych marginaliów, czyli pracowicie odczytanych i spisanych uwag z marginesów lektur. Nie bez znaczenia jest fakt, że jego uczniami na Harvardzie byli m.in.: T.S. Eliot, Wallace Stevens, Gertruda Stein, Robert Frost i Walter Lippmann.

Autor należącego do kanonu literatury amerykańskiej Ostatniego purytanina urodził się w 1863 roku w Madrycie. Regularnie, do wojny domowej, odwiedzał w lecie swoją hiszpańską rodzinę (ojca, a potem siostrę) w Avila, ale wykazywał niemal całkowity brak zainteresowania myślą i literaturą kraju, z którego pochodził. W Marginaliach niemal brak śladów lektur po hiszpańsku (choć zdarzają się marginalia w tym języku). Nic dziwnego, że Ortega i Santayana nigdy osobiście się nie spotkali. Santayana nie skorzystał z zaproszenia do wygłoszenia wykładu w Residencia de Estudiantes, gdzie Ortega pełnił rolę intelektualnego mentora. Ten brak zainteresowania dla myśli kraju pochodzenia może sprawiać wrażenie ostentacji.

W 1939 roku, mieszkając już od wielu lat w Rzymie, sięgnął po głośną książkę Ortegi La rebelion de las masas. Warto przypomnieć, że Santayana pozostał w Rzymie do końca życia w 1952 roku. Z charakterystyczną dla siebie zapobiegliwością o zapewnienie sobie komfortu i wygody, co uważał za cnotę niezbędną dla niezależności intelektualisty (tej zapobiegliwości nauczył uczniów), wraz z wybuchem II wojny, gdy Szwajcarzy odmówili mu wizy pobytowej, załatwił sobie paszport neutralnej frankistowskiej Hiszpanii. Był przekonany, że Rzym pozostanie bezpiecznym i wygodnym miejscem do przeczekania wojennej zawieruchy. Z Marginaliów jasno wynika, że podejrzenia o sympatyzowanie z faszyzmem są w jego przypadku nieuzasadnione. Był elitarystą, a nie liberałem, ale osobliwość jego elitaryzmu polegała na tym, że traktował jako elitę intelektualną tych, którzy potrafią sobie zabezpieczyć względny komfort i bezpieczeństwo. Podobnie uważali Baruch Spinoza, Artur Schopenhauer i Czesław Miłosz, choć ten ostatni tego otwarcie nie deklarował.

Na marginesie fragmentu Buntu mas, który można odczytywać jako obronę liberalnej demokracji, Santayana zanotował: „Liberalizm zakładałby czystą inteligencję, gdyby ograniczał się do zagwarantowania mniejszościom prawa do życia – zapewniając jednocześnie, że nie ogranicza się sposobu życia preferowanego przez większość: prawo do życia osobnego. Ale liberalizm jest destrukcyjny, zakładając prawo mniejszości do dekompozycji życia większości i uniemożliwiając jej normalny rozwój”. Bycie elitą bynajmniej nie zakłada narzucania masom jakiegokolwiek modelu emancypacji. Krytyka „człowieka masowego” jest uzurpacją, każdy ma prawo żyć po swojemu.

Elitaryzm Ortegi, który za Vilfredem Pareto przyjmował krążenie elit, budził jego zastrzeżenia, ponieważ elity u Ortegi miały pełnić rolę awangardy postępu, a idea stymulowania postępu była materialistycznemu naturalizmowi filozofii Santayany obca. Jak podziwiani przez niego starożytni materialiści Demokryt, a zwłaszcza Lukrecjusz, był optymistą. Uważał, że kosmos, a więc i ludzkość, ewoluuje ku jakiejś harmonii, której prześwitu doświadczamy w spotkaniu z pięknem. Przypisanie w tej kwestii sprawczości ludziom traktował jako nieporozumienie. Było to niebezpieczne dziedzictwo egotyzmu idealistycznej filozofii niemieckiej, której ulegał Ortega. Można powiedzieć, że Santayana był jednym z największych germanofobów wśród wielkich filozofów XX wieku. Pojawiające się niekiedy zarzuty antysemityzmu wobec Santayany nie uwzględniają faktu, że jego niechętny stosunek do niemieckich myślicieli pochodzenia żydowskiego wynikał z faktu, że uważał ich za zainfekowanych egotyzmem niemieckiego idealizmu. Zawsze uważał Spinozę (obok Lukrecjusza) za największego swojego filozoficznego mistrza.

Elitą dla niego byli ci, którzy potrafili sobie zapewnić warunki dla wolnej myśli, kontemplując piękno i dobro, a nie stymulując postęp. Elity Ortegi wyróżnia heroiczny aktywizm (stąd jego krytyka arystokracji, której Santayana nie podzielał), natomiast masy są bierne. Dla San­ta­ya­ny koncepcja hedonizmu mas była trywialnym uproszczeniem. Zarzucał Ortedze powtarzanie banałów. Zaskakujące, że Santayana odczytywał Bunt mas jako projekt emancypacji, którego elity są awangardą. Dla Santayany przynależność do elitarnej mniejszości zakładała tylko odpowiedzialność za samego siebie. Był w tej kwestii utopistą, uważał, że inteligencja pozwala zachować i zabezpieczyć autonomię i wrażliwość jednostkom wyjątkowym także w warunkach ustroju faszystowskiego (jako przykład wskazywał Benedetta Croce).

W odróżnieniu od Ortegi Santayana nigdy nie cieszył się w Polsce popularnością. Z Marginaliów wynika, że jeszcze przed I wojną uważał, że Polska zasługuje na niepodległość. Pierwsze przekłady Santayany (Poczucie pięknaRozum w sztuce) ukazały się dopiero w 2015 roku. Ale od bardzo wielu lat zwiedzający obóz Ausch­witz napotykają dwujęzyczną tablicę, w języku angielskim i polskim: „Kto nie pamięta historii, jest skazany na jej ponowne przeżycie. George Santayana”. Wśród zwiedzających obóz, podobnie jak wśród przywołujących ten jego aforyzm, tylko znikoma garstka wie, kim był autor; Hiszpanem, który postanowił zostać wielkim amerykańskim myślicielem i tego dokonał. Na dodatek, poza okresem studiów (uzupełnianych przez dwa lata w Berlinie) i wykładami na Harvardzie, do rezygnacji z nauczania w 1912 roku, większość swojego życia spędził poza Stanami Zjednoczonymi, głównie w Rzymie.

Wszystko to jest dosyć dziwne, ponieważ poezja jego ucznia Stevensa zawsze miała w Polsce wielbicieli, a jej aura jest bardzo bliska jego myśli. Z eseju Moreno wynika, że podobne były losy recepcji Santayany w Hiszpanii. On sam przeczytał uważnie książkę Ortegi, nie ma natomiast najmniejszego śladu zainteresowania myślą Santayany u autora Buntu mas. Do jego dzieł sięgnęli dopiero jego uczniowie José Gaos i María Zambrano, gdy znaleźli się, po wojnie domowej, na emigracji w Ameryce Łacińskiej. Tam Santayana był bardziej znany, przekłady jego tekstów, zapewne z rekomendacji Jorge Luisa Borgesa, były drukowane w miesięczniku Sur.

Kwestia wyboru, negocjacji czy konstruowania własnej tożsamości narodowej i kulturowej, która fascynuje w przypadku takich twórców, jak Joseph Conrad czy Santayana, jest dziś hiszpańską obsesją. Powodem są separatystyczne działania sporej części Katalończyków. O niczym innym się obecnie w Hiszpanii więcej nie pisze.

Grudniowa Revista De Occidente drukuje sążnisty esej Luisa Fernandeza Torresa Nacjonalizm w Katalonii. Ostatnia utopia. Zapewne autor ma sporo racji, traktując kataloński nacjonalizm (i nacjonalistyczne epidemie w Europie) jako reakcję na globalizację. Ale mam wątpliwości, czy „poszukiwanie identyczności kultury i terytorium jest grzechem pierworodnym nacjonalizmu” i jest „irracjonalnym sprzeciwem wobec nowych fal migracji, które modyfikują skład etniczny i lingwistyczny populacji”. Moim zdaniem autor przesadza, uważając, że opór wobec globalizacji to utopia. Katalonia, jako najbardziej rozwinięty region Hiszpanii, zawsze przyciągała najwięcej imigrantów (głównie z biedniejszej Andaluzji). Pomija fakt, że wątek etnicznej ekskluzywności w katalońskim nacjonalizmie jest całkowicie marginalny. Jego osią jest ekonomia, przekonanie, że region do Hiszpanii, zwłaszcza pasożytniczej madryckiej biurokracji, dopłaca. Do tego dołącza się tęsknota za utraconą dziejową i kulturową podmiotowością, przez stulecia całkowicie pomijaną w oficjalnej hiszpańskiej narracji.

Czy zwolennicy irredenty stanowią większość, jest sprawą sporną. Nie ulega natomiast wątpliwości, że większość Katalończyków (także spora grupa tych, którzy są za pozostaniem w ramach Hiszpanii) uważa, że rząd centralny nie ma prawa odmawiać Katalończykom prawa do decydowania, czy są za, czy też przeciw niepodległości. Większość uważa, że przetrzymywanie w więzieniu polityków, którzy organizowali nielegalne, z punktu widzenia konstytucji, referendum, jest nadużyciem władzy centralnej.

Sama sprawa nielegalności zeszłorocznego referendum jest niejasna. Konstytucja hiszpańska nie przewidziała możliwości takowego, ale nie ma tam stwierdzenia, że organizować go nie można. Sytuacja obecnie jest taka, że socjalistyczny rząd dąży do łagodzenia, natomiast spora grupa sędziów Trybunału Konstytucyjnego, wybranych jeszcze za centralistycznie nastawionych rządów centro‑prawicowej Partii Ludowej, podobnie jak jej politycy, prze do procesów. Kwestia katalońska uwikłana jest w strategie partyjne przed bliskimi wyborami parlamentarnymi i europejskimi. Partia Ludowa liczy na to, że okazując stanowczość w kwestii jedności Hiszpanii i domagając się ograniczenia autonomii regionów (fakt, że jest ona korupcjogenna), odzyska zaufanie wyborców.

W odróżnieniu od stosunku do Basków, których dążeń niepodległościowych nikt w Hiszpanii nie akceptował, stosunek do Katalończyków był bardziej zniuansowany. Baskowie: św. Ignacy de Loyola, Pio Baroja czy Miguel de Unamuno, to przecież emblematy cywilizacji hiszpańskiej. A wiersz tego ostatniego Kastylia („Ty mnie unosisz ziemio kastylijska / na swojej spracowanej dłoni…”) zna każde dziecko. Baskowie, na pewno najstarszy naród europejski, literaturę w swoim języku zaczęli tworzyć w początku XX wieku. Zawsze byli bardziej uwikłani w dzieje Półwyspu Iberyjskiego aniżeli mocno związani z ekonomicznym i kulturowym kręgiem Morza Śródziemnego Katalończycy. Na Sardynii do dziś są miejsca, gdzie mówi się po katalońsku. Ojciec literatury katalońskiej Raymund Lull, pisał po łacinie, arabsku i katalońsku. Nie mogło być inaczej, ponieważ w XIII wieku kastylijski był zbyt mało rozwinięty, by powstawały w nim traktaty logiczne, teologiczne i matematyczne.

Zamieranie piśmiennictwa w języku katalońskim na przełomie XVXVI wieku nie było wyłącznie skutkiem utraty politycznej niezależności. Regulacje nakazujące nauczanie i prowadzenie ksiąg handlowych w języku hiszpańskim wydał dopiero Karol III, odpowiednio w 1768 i 1777 roku. Poezja Ausiasa Marcha (1397–1459) i romans rycerski Joanota Martorrella Tirant Biały (Tirant lo Blanc, 1490), którego chwałę głosili Cervantes i Mario Vargas Llosa, to łabędzi śpiew. Od XVI wieku Katalończycy chwałę swego kraju i jego kultury głoszą po kastylijsku. Przyczyniło się do tego rozpowszechnienie druku. Kolejne fale czarnej dżumy doprowadziły do zapaści demograficznej Krain Katalońskich z tego powodu, że były nieporównywanie bardziej zurbanizowane aniżeli nieco cywilizacyjnie zapóźnione, choć o zdecydowanie większym potencjale ludnościowym, pozostałe regiony Hiszpanii. Od XVI wieku Walencja, a następnie Barcelona stają się wiodącymi centrami drukarstwa w języku kastylijskim, pomimo że pierwszym językiem drukujących jest kataloński. Druk po hiszpańsku był lepszym interesem. Barcelona do dziś zachowuje miejsce drugiego, po Madrycie, hiszpańskiego centrum wydawniczego. Tym, co po przyłączeniu do Hiszpanii Katalończyków dotknęło najbardziej, było wykluczenie przez Filipa II z handlu z koloniami w Nowym Świecie i pozostawienie go w monopolu Kastylii. Można powiedzieć, że potraktował ich jak nie‑Hiszpanów.

Skutkiem był rozwój produkcji na rynek krajowy, głównie tekstylnej. Już w początkach XIX wieku Katalonia była najbardziej rozwiniętym przemysłowo regionem Hiszpanii. W 1832 roku miała przędzalnie napędzane maszyną parową. W Barcelonie oświetlenie gazowe i tramwaje pojawiły się wcześniej niż w Madrycie. Odsunięcie Katalonii od imperialnej bonanzy – Katalończycy byli także pozbawieni możliwości urzędniczych w koloniach – sprawiło, że pojawiła się tam burżuazja i klasa robotnicza. To właśnie z kręgów bogatego katalońskiego mieszczaństwa (którego w Hiszpanii nie było) wywodzili się, od połowy XIX wieku, ideolodzy katalonizmu, nowej katalońskiej tożsamości w której przedsiębiorczy Katalończyk został przeciwstawiony dekadenckiemu utracjuszowi Hiszpanowi, a katalońskie seny (umiar, rozsądek) zostało przeciwstawione hiszpańskiej soberbia (pycha).

Paradoksem jest, że w literaturze hiszpańskiej stereotyp Katalończyka to postać pyszałka obnoszącego się ze swoim rzekomym rozsądkiem, pracowitością i przedsiębiorczością. W ideologii katalonizmu splendor średniowiecza połączył się z mieszczańskimi cnotami. Zadziwiający sojusz prawicowych i lewicowych partii narodowych w Katalonii jest możliwy, ponieważ kataloński proletariat, podobnie jak mieszczaństwo, uznał się za awangardę postępu. Zdecydowana większość Katalończyków, piszących po katalońsku i hiszpańsku, bogatych i biednych, uważa, że od Hiszpanów nie mogą się niczego nauczyć. Najlepiej radzą sobie sami, jak w średniowieczu. Wtedy, jak pisze angielski historyk J.H. Elliott w swoim klasycznym dziele Imperial Spain: „Sukces Katalonii był cudem. Między końcem XIII a końcem XIV wieku ta nacja [Katalończycy], licząca mniej niż pół miliona członków, podbiła i zorganizowała morskie imperium. Stworzyła u siebie i w śródziemnomorskich posiadłościach system polityczny, w którym sprzeczne potrzeby wolności i porządku zostały zharmonizowane w wyjątkowy sposób”.

Fernandez Torres być może nie myli się, uważając kataloński nacjonalizm za utopię. Ale myli się, uważając, że w naszym globalizującym się świecie na utopie nie ma już miejsca. Myli się, twierdząc, że nacjonalizm kataloński jest sprzeciwem wobec dziejowej nieuchronności globalizacji. Jest odwrotnie, najbardziej radykalni katalońscy separatyści są przekonani, tak samo jak on, że globalizacja jest nieuchronna, tylko że to oni są do niej bardziej przygotowani. Uzyskawszy suwerenność, poradzą sobie lepiej aniżeli Hiszpanie. Argumentem zasadniczym jest splendor ich historii w średniowieczu. Historycy francuscy (Ferdynand Braudel, Pierre Vilar) czy angielscy (Elliott) zawsze pamiętali o tym bardziej niż zapatrzeni w rolę Kastylii jako hegemona dziejów Półwyspu Iberyjskiego dziejopisowie hiszpańscy.

Parafrazując Santayanę, można by powiedzieć: „Pamięć o historii budzi pokusę jej ponownego przeżywania”. Być może Fryderyk Nietzsche miał trochę racji, przestrzegając w Niewczesnych rozważaniach przed ugrzęźnięciem w historii.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.