05/2019

Barbara Sola

Irena Wyczółkowska (1941–2015)

Kto tęskni do świata poetyckiego zrównoważonego, o klimacie umiarkowanym, w którym przymiotniki „średni” czy „szary” nie są obelgami, ale epitetami opisującymi zwyczajność życia, jaka przytrafia się większości z nas, świata poezji, w której słowo dźwiga odpowiedzialność za to, co mówi, powinien sięgnąć po Wybrane wiersze (Rudy Kot, 2016) Ireny Wyczółkowskiej, poetki zmarłej w 2015 roku.

W tym miejscu przyznam się do nostalgii za tonem harmonii i umiarkowania w poezji. W poezji nie znoszę na przykład horrorów: po co się straszyć, skoro tyle lęku jest wokół nas w rzeczywistości.

Popatrzmy: w zbiorze Wyczółkowskiej, na przestrzeni ponad dwustu wierszy, otwiera się przed nami panorama zwyczajnego, trudnego, polskiego życia. Punkty życia historii poetki: strata ojca w powstaniu warszawskim, potem nieszczególnie szczęśliwe życie osobiste (rozwód), zmagania z samotnością poprzetykaną nielicznymi romansami, śmierć matki, w końcu śmiertelna choroba.

Poetka umiejscawia te punkty losu w krajobrazie miast i miasteczek zapomnianych przez Boga i ludzi, we wnętrzach przeciętnych polskich mieszkań. Rozwija przed nami wachlarz scenografii, w której na parapetach okien stoją kwiaty w doniczkach, na stole leżą muszelki, kasztany i piórka, w kącie pokoju śpi pies. „Czułość jest szara – pisze poetka – a frak ma gest”.

Pełno w tej poezji drobiazgów, również kwiatów, na przykład fiołków zbieranych koło śmietnika, a także całego imaginarium, które, poczujemy to od razu, stworzyła wyobraźnia kobiety, a więc aniołków, aureol, oleodruków, wszystko to zmieszane z muszelkami, kamykami, ale związane ze sobą również sznurkiem sensu. Jaki to sens? W imię czego nakłada Wyczółkowska na swoje przeżywanie codzienności dyscyplinę? Można by powiedzieć, że jest jeszcze jedną uczennicą szkoły klasyków (zresztą jak przystało na miłośniczkę Grecji).

W wierszu bez tytułu pisze:

Rozjaśnia się wieczna lampka

Przed obrazem Świętej Harmonii.


A w wierszu Święci notuje:


Święty Spokój i Święta Cierpliwość

To nader zacni święci.

[…]

Modlimy się do nich żarliwie,

by nas nie opuścili w potrzebie.

A gdyby mieli ołtarze i kaplice

Złożylibyśmy w ofierze

wota złociste – nie w kształcie serca

stopy czy ręki,

lecz postronków nie do 

stargania na strzępy.


Poetka nakłada dyscyplinę na swoją wyobraźnię, a tak zdyscyplinowana poezja jest sposobem harmonii, mostem do przedmiotów, zwierząt i ludzi – żywych i umarłych. Zgodnie z tradycją polskiej poezji w wierszach Wyczółkowskiej jest obcowanie żywych z umarłymi: poetka rozmawia ze zmarłą matką.

Napisałam o migotliwej obecności przedmiotów w poezji Wyczółkowskiej, ale z tym nie jest taka prosta sprawa. Przedmioty w tej poezji są zobaczone jakby przez fenomenologa, są oddzielone od siebie jak piłeczki pingpongowe, widziane uważnie, osobno, oddzielone jeden od drugiego. Te piłeczki pingpongowe wzięłam z lekkiego jak marzenie wiersza innej poetki. U obu poetek przedmioty, piłeczki pingpongowe widziane są w kontemplacyjnym spojrzeniu.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.