07–08/2018

Paweł Majcherczyk

Jak nie zostać bubkiem

Od pięciu, może sześciu lat nie oglądałem telewizji. Żyło mi się bardzo dobrze. Rozrywką dla mnie była książka, Internet, gazeta, teatr czy kino. Przez ten okres nie miałem telewizora w mieszkaniu. Od ostatnich trzech miesięcy (niestety) podglądam telewizję, podpatruję programy i seriale, jako bierny widz. I stwierdzam: telewizja totalnie dehumanizuje człowieka. Przede wszystkim seriale, programy, które cieszą się u nas największą oglądalnością. Bazują na jednym szkicu, chodzi o wywołanie u widza emocji przez wątpliwej jakości tragedię, skandal, zdradę…

Tak oto kobiety (nierzadko miastowe) jadą na wieś i szukają męża – rolnika. Widz obserwuje uczucia, które rodzą się na ekranie. Franio (nazwijmy go tak) pokazuje dziewczynom swoje pole, zwierzęta (nie)domowe, traktor, winnice, dobrobyt z dala od smogu. Dziewczęta wykonują różne zadania związane z rolą: przerzucają gnój, jeżdżą traktorem. Potem jest poznawanie, randkowanie, w końcu Franek zakochuje się w jednej z trzech, mówi o tym widzom, dlaczego ta, a nie inna. Sam Franek dziwi się sobie, jak szybko się zakochał, i z Kasią (dajmy jej na imię) chce spędzić resztę swego życia. Te dwie inne obgadują wybrankę, portale plotkarskie piszą o tym, że Kasia w oczach Frania ma szansę, ale na razie wybrał Beatę, i to ona ma być tą jedyną. Franio myśli, rozmyśla i nazajutrz rezygnuje ze wszystkich, przyjeżdża prowadząca i przeprowadza wywiad z Franiem, czego on w ogóle w swoim życiu chce? Franiowi trudno odpowiedzieć na to pytanie, ale oczekuje kolejnych dziewczyn, które mają odegrać podobny teatr, a on może się zdecyduje na jedną.

Przełączamy kanał i mamy kolejną porcję rozrywki, widzimy celebrytów, którzy przemierzają kraje Azji, mając jednego dolara w kieszeni. Muszą się poruszać z punktu A do punktu B, więc proszą po angielsku o podwózkę, mówiąc, że to telewizyjna gra, telewizyjne widowisko. Później szukają darmowego noclegu i darmowego jedzenia. I tak w kółko, są jeszcze zadania. Oczywiście wysiłek, rywalizacja sprawiają, że każdy kogoś przestaje lubić, atmosfera staje się nerwowa. Jeden mówi na drugiego brzydkie słowa, Franek jedzie samochodem, ale już Krzysia nie chce zabrać. Krzysio nie wierzy, jak Franek może być taką świnią… Czyli otrzymujemy azjatycki dramat z elementami komediowymi.

Dalej – poszukiwany idol, poszukiwany głos polski, jurorzy siedzą odwróceni i tylko słuchają osoby, które przyszły na casting. Jeśli jurorkowi się spodoba, to kilka przycisk i się odwraca, i skacze z radości na fotelu, wycierając łzy ze wzruszenia. Otwiera przy tym buzię ze zdziwienia. Cieszy się. Drugiemu jurorkowi spodobała się barwa wokalisty, więc też klika przycisk, hola, hola, ale nie tak prędko, pomizia sobie ten przycisk, pogłaszcze, aby widz nie był pewny, czy go wciśnie czy nie… Wciska, fotel z nim się magicznie odwraca, cieszy się drugi jurorek, zachwyca, podnieca, rozdziawia buzię. Koniec występu piosenkarza Krzysia (nazwijmy go tak). Krzysio też szczęśliwy, że się dwa fotele odwróciły, on pracuje w korpo, ale zawsze marzył o byciu gwiazdą, wieczorami śpiewa, w weekend gra z gitarą na starówce… Nagle odwracają się wszyscy, krótkie wypowiedzi głos Krzysia oceniające. I teraz gwóźdź programu. Juror jeden i juror dwa – zaczynają się kłócić i obiecywać Krzysiowi gruszki na wierzbie, że u niego on zajdzie daleko, że ho-ho… Krzysio wybiera jurora nr 1, bo ten się pierwszy odwrócił, Krzysio płacze, juror płacze. A Krzysio jeszcze nic nie wie, że w następnym programie wyleci.

Przełączamy dalej, jedziemy no, a tu duża pani z jeszcze większą fryzurą uczy właścicieli restauracji gotować, smażyć oraz savoir-vivre’u, w sposób, który daleki jest od dobrego wychowania. Przyjeżdża i wskazuje, co nie tak, co trzeba zmienić, żeby knajpa miała ręce i nogi. Przy tym latają widelce i bluzgi. Wszyscy skłóceni, łzy, wyczerpanie, a później naprawa, integracja, jedzonko nabiera smaku, bo w końcu przepis właściwy. Robi się super knajpa, a jedzenie wreszcie smakuje. Każdy odcinek kończy się morałem, puentą, bardzo mądrą, na przykład taką: „No i tak powinno to wyglądać od początku”.

Często reżyseruje się uczucia pod odbiór widza, telewizyjny obserwator potrzebuje najprostszych przeżyć, rozwiązań, nierzadko wulgarnych. Nigdy, nigdy zawiłych, zbyt trudnych, dużo zdrad, dużo kłótni i brutalności, ma się dziać show na najniższym poziomie.

Zastanawia mnie, dlaczego ludzi tak ciągnie, aby naświetlać oczy kiczowatą rozrywką. Trafnie Stanisław Ignacy Witkiewicz pisał około sto lat temu o mechanizacji uczuć, stwarzaniu osób, które nie będą cenić wyższych doznań, o zmierzchu sztuki i kultury. W książce Narkotyki. Niemyte dusze napisał: „Ciągłe obniżanie poziomu artykułów, książek i teatru do gustu danego przekroju społecznego doprowadza do tego, że wychowuje się coraz niższej wartości pokolenia, do których poziomu znowu trzeba się obniżać i w ten sposób dojdzie się do społeczeństwa kretynów”.

A dziś… oto bzik przed telewizorem jest zachwycony pozami aktorów, którzy na usługach odgrywają swoje role. A ich rolą jest zgarnąć kasę za występ i dać widzom, czego łakną – a to łzy, a to śmiech, pot, zwycięstwo i przegraną. Żeby się coś działo, żeby widz nie usnął, żeby widelce latały, żeby uczucia wiejsko-miejskie się zmieszały, żeby wybrali nowego idola z zamkniętymi oczyma, podglądali celebrytów, którzy znajdują darmowy transport i nocleg na innym kontynencie, przy tym uczucia, rywalizacja i załamania muszą być. Jesteśmy świadkami zatrważającej głupoty totalnej, którą karmi się i ado­ruje populacja. Tak, nie można zmieniać spektaklu, tak grana sztuka od lat najwięcej zgarnia kasy, jest popyt – jest podaż, wszyscy zadowoleni. Ludzie uwielbiają tandetne, sztuczne przeżycia aktorów, niestety to nie jest tak, że przez widzów przecieka ta transmisja z wieczornym siuśkiem, że ją wysiusiują. Niestety „każda powieść niesie jakąś ideologię”, również każdy serial, każdy program zostaje w głowie, dlatego edukacja serialowo-programowa współczesnych widzów sprawia, że ci przejmują cechy głupich bohaterów swoich pragnień, tym samym stając się nieświadomymi aktorami rzeczywistości. Dlatego z podglądaniem telewizji daję sobie spokój, do odwołania.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.