09/2018

Karol Alichnowicz

Najstarsza ludzka rodzina

1. Wojciech Kass jest nie tylko poetą światła, ale też poetą muzyki wiersza. Stał się nim już dawno, właściwie na początku, kiedy dopiero uczył się być tym, kim jest teraz. Doświadczenie wprawdzie ukształtowało jego liryczną wyobraźnię, nadało łatwo słyszalny ton lirycznemu głosowi. Ale przypomnijmy, że już niegdyś poeta wsłuchiwał się uważnie – jak w wierszu z debiutanckiego tomiku Do światła – w „Incantatio pszczół w koronie klonu” i zauważał z nieskrywanym zachwytem: „O! Wylało się na podwórze wiadro światła” (Czary). W jego imaginarium to z pewnością słowa-klucze (jest ich, dodajmy, znacznie więcej), które charakteryzują światoodczucie (światłoodczucie?) podmiotu mówiącego wierszy Kassa. Tego nie można przeoczyć, jak nie sposób przeoczyć obrazu „światła w kuchni” (Na narodziny Bruna), „lemieszy światła” (Z zapatrzenia), „prószącego światła” (Wznośmy ku niebu nasze posłania), „struny światła” (Pieśń łkająca)… Tego nie można zapomnieć, jak nie sposób zapomnieć o rozbrzmiewających w tej poezji: pieśni, piosence, kołysance, dzwonku, intermezzo, wzmocnionych instrumentacją głoskową, subtelnymi asonansami czy aliteracjami…

Najnowszy zbiór autora, zatytułowany Ufność. Trzy poematy, przynosi – jakże by inaczej – również hojnie i światło, i muzykę. Złożony z utworów już ogłoszonych, jak Ba! oraz Barszcz Sosnowskiego, i niepublikowanych, jak Pled, wydaje się uwypuklać niebagatelne znaczenie wskazanych dwóch kategorii. W kolejnej odsłonie intensyfikuje też to, czego poszukuje (od dawna) poeta:

Rzeczywistości, a zatem:

niesamowitego

świecenia krajobrazów,

przedmiotów, ludzi,

gdy zechcą się otworzyć


I który zapytuje – a pytanie owo należy do pytań najpierwszych w języku jego liryki – o to, co poprzez słowo i w słowie wybrzmiewa: „Komu w sumieniu bije / dzwoneczek tych słów” (Barszcz Sosnowskiego).

Kass sposobił się do poszukiwań realnego (Realnego) i uczył się formułowania podobnych pytań o słowo (Słowo) oraz jego „święty związek” z rzeczywistością od najlepszych – Hölderlina, Rilkego, Eliota, Audena, Miłosza etc. Bez sięgania do wielowiekowej tradycji poezji byłoby to przecież zajęcie jałowe i nic nieznaczące, czego dowodzi metafora przywołana przez Osipa Mandelsztama: „Słowo to fletnia o tysiącu piszczałek, ożywiona jednocześnie oddechem wszystkich stuleci” (cytat ów został przytoczony, nawiasem mówiąc, w eseju Kassa Ekstaza i rzemiosło). Dziedzictwu temu nie może patronować w sposób symboliczny nikt inny jak tylko Orfeusz, mityczny śpiewak – ojciec poetów.

2. Ufność jest iście symfoniczną – jeśli można zastosować tu termin muzyczny – opowieścią o tej „najstarszej ludzkiej rodzinie” (Pled). Opowieścią wielu obrazów i uczuć, głosów oraz języków. Opowieścią, w której główne role odgrywają Konstanty Ildefons Gałczyński, a może też Kass? (Ba!), Poeta (Barszcz Sosnowskiego), Feliks Netz i Jarosław Marek Rymkiewicz (Pled). Partytura wiersza podkreśla tę polifonię w sposób szczególnie znamienny dla autora Do światła: ten, kto mówi, chce być w istocie anonimowy, chce być jedynie pośrednikiem. Dziwne, nieprawdaż? W frenetycznym Ba! Kass nieustannie więc zaciera granicę między Gałczyńskim a sobą (inicjał K. jest wieloznaczny, a sylabiczne i toniczne miary wierszowe jak u autora Kroniki olsztyńskiej), w Barszczu Sosnowskiego topos „widzę i opisuję” tłumi indywidualistyczne roszczenia lirycznego „ja”, w Pledzie – najważniejsze jest piękne i czułe świadectwo duchowej wspólnoty poetów, a nie głos „powiernika” tej historii. Skazanie się na swego rodzaju „bezosobowość” wyrasta u Kassa z lekcji Eliota, której wagę można docenić po lekturze Ufności: w poematach nie chodzi o manifestację osobowości autora, ale o stworzenie „ładu współistniejącego” z całą „rodziną poetów”. Cóż bowiem jest ważniejszego od takiego przymierza, od wspólnoty z Realnym? Od „świecenia krajobrazów, / przedmiotów, ludzi, / gdy zechcą się otworzyć?”.

Trzy poematy przenika zatem światło, chociaż wokół jest tyle mroku… Brzmi to wprawdzie jak efektowny paradoks, ale między wierszami zdaje się pobrzmiewać odwieczne pytanie: cóż po poecie w czasie marnym? Cóż po najstarszej ludzkiej rodzinie, do której Kass również się zalicza, w wieku żelaza? W nieczułej, materialistycznej, wyobcowującej i skażonej bezmyślną oraz pustą logoreą epoce, kiedy nawet pieśni nie chcą czysto rozbrzmiewać? Przecież: „Z kolumnad / gazet wygnany / wiersz. // Pod strzechą / swojską kopnięty / wiersz” (Ba!); „nawet poeci opuścili jego (języka) wartownie” (Barszcz Sosnowskiego); „trudno jest żyć w złym świecie – i śpiewać” (Pled). Cóż pozostaje, kiedy w doczesnym nie próbuje się już widzieć śladu niewidzialnego, a zjednoczenie ze światem stworzonym uniemożliwia bariera cywilizacji i naszej nieuważności wobec istnienia? Odpowiedź zawiera tytuł zbioru i motto zaczerpnięte z Dziennika Sandora Máraiego: „Tym, co w końcu rozstrzyga wszystko w życiu, jest ufność”.

Nie, autor Prószenia i prania nie odnalazł tej prawdy dopiero teraz, on teraz po raz kolejny przekonał się o trafności obranej przed wieloma laty drogi. Mądrość węgierskiego pisarza stała się rękojmią właściwego rozeznania w świecie i potwierdzeniem słuszności egzystencjalnego wyboru. Ufności bowiem poeta zawierzył dawno, o czym świadczy wiersz Wypatrywanie z debiutanckiego zbioru Do światła: „I patrzę jak rośnie moja ufność w pokarmy życia, / polegam więc na słowie, gdy inni stracili w nim oparcie”. Trzy odsłony losu, trzy historie – Ba!, Barszcz Sosnowskiego, Pled – są w konsekwencji wyznaniem wiary w poetów i poezję. I w życie… A równocześnie sprzeciwem wobec nicości, sprzeciwem wobec śmierci. Ostatecznym przeznaczeniem „najstarszej ludzkiej rodziny”, zdaje się mówić Kass, jest niesienie światła wbrew mrokowi.

3. W jaki sposób pieśń może nieść to światło? Wydaje się, że również dzięki wewnętrznej melodyce poematów Kassa, których warstwa eufoniczna zasługuje na choćby krótki komentarz. „Wyobraźnia dźwiękowa” (określenie Krzysztofa Boczkowskiego) przejawia się w nich w wieloraki sposób, a to za sprawą rymów dokładnych („boku – roku”, „kram – sam”, Ba!) lub przybliżonych („trzcina – polana”, „kreta – karpa”, Barszcz Sosnowskiego), a to za sprawą aliteracji („sto / sto / ho, ho / anna to śpiewa / hosanna”, Ba!) czy też litanijnych powtórzeń („Przybytku wiedzy kwestionowanej, / Przybytku wiedzy bez znaczenia”, Barszcz Sosnowskiego) etc. Muzyczny tok wersów znamionuje też raz frazowanie rozległe, raz ostro złamane, jakby zmienny rytm wiersza nieregularnego miał odtworzyć rozbudowaną strukturę harmoniczną. I niczym w swobodnej formie poematu symfonicznego tok ów charakteryzuje się tempem wolnym skontrastowanym z tempem szybkim, czemu towarzyszy przemienność poetyckich obrazów i motywów.

„Wyobraźnia dźwiękowa” Wojciech Kassa nie ma jednakże zwracać uwagi czytelnika wyłącznie na eufoniczną płaszczyznę jego liryki, ale także – na wartości symbolizowane przez pieśń (poezję) zrodzoną pośród członków „najstarszej ludzkiej rodziny”. Muzyka wiersza – można by rzec nieco górnolotnie – staje się przecież w zamierzeniu poety muzyką ufności. Wewnętrznego spokoju, wyciszenia… Powtórzę jeszcze raz słowa: „Komu w sumieniu bije / dzwoneczek tych słów”, bo „dzwoneczek słów” (niczym „tintinnabuli” u Arvo Pärta) ma być łagodnym rytmem na granicy zamilknięcia, ma być momentem ciszy, ma być wiarą.

Wojciech Kass: Ufność. Trzy poematy.
Wydawnictwo Iskry,
Warszawa 2017, s. 60.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.