11/2018

Arkadiusz Pacholski

Nasz człowiek w Afryce

1. Późnym latem 2017 roku na Złotym Rogu w Kaliszu stanęła kiczowata rzeźba uliczna należąca do kategorii „ławeczek”. Posadzono na niej Stefana Szolca‑Rogozińskiego, urodzonego w Kaliszu dziewiętnastowiecznego podróżnika, pierwszego polskiego eksploratora Afryki, kierownika ekspedycji, która w latach 1882–1884 badała część wybrzeża Kamerunu. Jako że w ostatnich latach przypadała sto pięćdziesiąta rocznica jego urodzin oraz sto trzydziesta piąta rocznica wyprawy, wzmogło się zainteresowanie jego osobą i dokonaniami. Urządzano wyprawy szlakiem jego podróży, odbywały się sesje naukowe i popularnonaukowe oraz wystawy. Ukazała się też grafomańska do bólu powieść i marny artystycznie i edytorsko komiks – ten ostatni również w języku angielskim.

Ta mnogość form, w której przywoływano postać Szolca‑Rogozińskiego, nie zaowocowała, niestety, przeanalizowaniem jego wyprawy za pomocą narzędzi badawczych wypracowanych przez nauki humanistyczne w ostatnich dziesięcioleciach ani nawet przyjrzeniem się jej z wrażliwością, jaka powinna cechować ludzi z XXI wieku. Generalnie skończyło się na festiwalu pochwalnych pień i powtarzaniu utrwalonych bezkrytycznych opinii o osobie i ekspedycji polskiego podróżnika. W ich świetle Szolc‑Rogoziński jest amatorem‑uczonym i odkrywcą, którego intencje i dokonania były wyłącznie czyste i szlachetne. Uchodzi za przyjaciela rdzennych mieszkańców Kamerunu, a relacje, jakie z nimi nawiązał, idealizuje się i przedstawia jako nieomal lub całkowicie partnerskie. On sam za takiego właśnie w swoich obu książkach – Pod równikiemŻegluga wzdłuż brzegów Afryki zachodniej – się podawał. Raczej nie była to świadoma autokreacja i chyba szczerze takim właśnie się widział, lecz przecież jego subiektywnego sądu o sobie samym nie można automatycznie przyjmować za obiektywną ocenę stanu faktycznego – inaczej studiowanie historii nie miałoby żadnego sensu.

Przede wszystkim nie zbadano solidnie kolonizatorskich aspektów polskiej ekspedycji. To znaczy, owszem, rozpatrywano temat rzekomego założenia przez nią w Kamerunie polskiej kolonii, ale w tym akurat nie było nic nowego, bo rytualnie wałkuje się to od lat trzydziestych, czyli od chwili, gdy jeden z trzech uczestników wyprawy, Leopold Janikowski, zaczął głosić publicznie taką tezę, do dziś zresztą budzącą entuzjazm w części narodu („No proszę, okazuje się, że i my mieliśmy kolonię w Afryce!”). Nie doszło jednak do zanalizowania całokształtu ekspedycji Szolca‑Rogozińskiego i jego osobistej aktywności w Kamerunie z użyciem narzędzi stosowanych przez współczesnych historyków. A przecież historycy ci od lat sześćdziesiątych XX wieku badają rolę odkrywczych wypraw w podbojach kolonialnych i fakt, że wyprawy te – niezależnie od intencji ich organizatorów – owym podbojom służyły, został bezdyskusyjnie udowodniony. Istnieje olbrzymia literatura na ten temat, w niewielkim stopniu co prawda przetłumaczona na język polski, ale dla solidnego badacza nie może to być usprawiedliwieniem. W każdym razie fundamentalne dzieło tego nurtu historiografii, Orientalizm Edwarda Saida, ukazało się po polsku w 1991 roku, a więc przed ponad ćwierćwieczem, a druga równie ważna książka tego autora, Kultura i imperializm – w roku 2009.

Jak wiadomo, Szolc‑Rogoziński wyruszył do Kamerunu, by zbadać sąsiadujące z wybrzeżem góry oraz przywieźć do kraju zbiory etnograficzne i antropologiczne, które polskim uczonym pozwoliłyby prowadzić badania nad ludami tej części Afryki. „Łączyła nas nadzieja stworzenia kilku kart nowych dla wiedzy z polskiej zestawionych pracy – podniesienia i u nas ruchu geograficznego w tak wielkim znajdującego się zastoju – a imię i dobra sława kraju, który nas zrodził, w chwilach najcięższych ducha nam podnosiły”. Zbierając fundusze na wyprawę, argumentował, że przypomni ona też Europie o cierpiących niewolę Polakach, czyli działał z pobudek patriotycznych.

Nie ma żadnego powodu, by nie wierzyć, że ekspedycja polskiego podróżnika zrodziła się z tych właśnie powodów, ale nie zmienia to faktu, że jednocześnie była ona częścią ponadnarodowego przedsięwzięcia kolonialnego, czego był on zresztą – przynajmniej częściowo – świadomy. Dowody na to znajdują się w obu jego książkach ogłoszonych po powrocie z wyprawy.

[więcej można przeczytać w numerze]

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.