11/2018

Zbigniew Chojnowski

Od prostoty do komplikacji

Anna Frajlich należy do tych, którzy nie obawiają się uprawiać literatury zrozumiałej. Oczywiście nie jest to równoznaczne z poświęcaniem wszelkiej tajemnicy tekstu na rzecz bezwzględnie narzuconego sensu. Twórczyni po prostu nie wyrzekła się szacunku do czytelnika.

Utwory Frajlich można czytać zgodnie z hasłem wywoławczym jej spotkania autorskiego w Klubokawiarni Babel w Warszawie 7 marca 2018 roku „Co straciłam, co zyskałam, wyjeżdżając z Polski po Marcu 1968 roku”. Wydaje się, że twórczość ta ma przede wszystkim wartość świadectwa powojennej rzeczywistości naszego kraju oraz losów emigracyjnych z punktu widzenia obywateli Polski żydowskiego pochodzenia. Na szczęście dokument literacki Frajlich, naznaczony otwarcie autobiografią oraz intymnością, wyzbyty jest patosu historii, łatwych oskarżeń i nieposkromionego żalu. Autorka w żadnym razie nie generalizuje i nie osądza. Operuje wiarygodnymi szczegółami życia rodzinnego, obyczajowego czy towarzyskiego, aby utrwalić aurę i relacje między ludźmi – ulotną stronę osobniczej i grupowej pamięci.

Z jednej strony prawda drobnych realiów, a z drugiej ich prywatno-społeczny kapitał symboliczny czynią dorobek Frajlich miejscem pracy nad poczuciem ciągłości jednostkowej, familijnej, polsko-żydowsko-amerykańskiej. Pragnienie przynależności nigdy się u pisarki nie radykalizuje i nie prowadzi do redukcji pamięci. Dobrze więc się dzieje, że Szczecin, w którym poetka, pisarka, eseistka, doktor slawistyki, działaczka społeczności żydowskiej i wykładowczyni literatury polskiej w USA, przez pewien czas zamieszkiwała, urządził niejako festiwal wydawniczy jej książek (w tym mieście spędziła dzieciństwo, debiutowała, zdała maturę).

W ostatnich latach szczecińskie Wydawnictwo Forma wznowiło tomy poetyckie Aby wiatr namalować. Tylko ziemia (2016) i opublikowało nowe prace: Czesław Miłosz. Lekcje. Prywatny hołd (2011) oraz Łodzią jest i jest przystanią (rzecz ta otrzymała nominację do Orfeusza – Nagrody Poetyckiej im. Konstantego I. Gałczyńskiego za najlepszy tom roku 2013). Zbiór opowiadań Laboratorium, ogłoszony w 2018 roku, to trzecia edycja, poprawiona i rozszerzona w porównaniu do pierwszej z 2010 roku.

Na książkę Indian Summer. Który las (2018) złożyły się tomiki wydane odpowiednio w 1982 i 1986. Ta buchalteria bibliograficzna jest mi potrzebna, aby powiedzieć, że upływ czasu nie pomniejsza wagi tych utworów, nie unieważnia ich znaczeń, mimo że zazwyczaj odnoszą się one do ściśle określonego momentu biograficznego autorki i towarzyszących mu okoliczności, osadzonych bardziej lub mniej precyzyjnie w geografii i topografii. Czasoprzestrzenie umożliwiają wiarygodniejsze trwanie pamięci. Ural, Lwów, Ameryka, Paryż, Sekwana, Nowy Jork i inne figury geograficzne są po to, by wiersz nie jawił się jako iluzja, jako coś bez terytorialnego, choć tymczasowego, przydziału. W poetce wciąż funkcjonuje imperatyw niezapominania.

Oddalenie od miejsc utraconych wywołuje rozmaite uczucia, refleksje, rojenia. Ale poetka umiejętnie rozbraja powstającą nostalgię. Pamiętanie o swej przeszłości nie oznacza nieodpartej chęci ponownego zamieszkania w niej, a jednocześnie nie wywołuje potrzeby odcinania się od teraźniejszości i bycia dla przyszłości.

Pamięciologiczna liryka Frajlich unika posępnych barw, posługuje się wierszem bardziej lub mniej zrytmizowanym, bardziej lub mniej regularnym rymem, nutą skamandrycką oraz aluzjami do innych poetyk dwudziestowiecznych. Wybiera z nich i kontynuuje to, co wyposaża wiersz w konkret, ludyczność, dyskretną wirtuozerię, niezobowiązującą zalotność. Zbiorek Indian Summer powstawał w okresie stanu wojennego, o czym wprost informują dwa utwory: Na pomnik poległych stoczniowców w grudniu 1981 roku oraz Wigilia 1981. A mimo to świat w nim zapisany nie należy do zaprzeszłej historii.

Dzięki temu, że talent poetycki Frajlich rozwija się przez prawie pięćdziesiąt lat poza Polską, nie dopuszcza on do gwałtów na języku, które w istocie niszczą „rdzeń życia”, prowadząc do odśrodkowej destrukcji poezji. Słyszę już głosy, że liryka ta jest tradycjonalistyczna, opiera się na zużytych i skompromitowanych artystycznie formach mówienia, a wreszcie zbyt dosłowna i zanadto prosta, subtelna semantycznie. Twierdzę: cechuje ją bezpretensjonalność. A właśnie płaski pretensjonalizm, który bywa wysoko oceniany i nagradzany, obniża poziom wierszopisarstwa.

Indian Summer otwiera Kraj utracony, wspomnienie z pobytu „na Uralu”, uświadomienie sobie, że przeznaczeniem zarówno poetki, jak i jej przodków, jest wygnanie i błąkanie się. W ten czas odległy przywołany wplątuje się Powrót taty Adama Mickiewicza jako mantra losu, jako wiara, że wieczni tułacze zawsze na swej drodze spotkają „dobrego zbójcę”. Frajlich posługuje się tradycją biblijną, literacką, mitologią i historią, by w jej struktury wpisać własne, generacyjne i społeczne doświadczenia. Wiersze mają swój pierwowzór w tym, co się naprawdę wydarzyło, w anegdotycznych sytuacjach, które po latach nabrały przypowieściowego sensu. Liryki składające się na Indian Summer ujawniają „szaleństwo dojrzewania-przemijania”, które poetka akceptuje i z którym się zmaga. Uzyskaną mądrość objaśnia wiersz bez tytułu dedykowany mamie:

Silniejsza jest ode mnie rzeka

nie płynę już pod prąd

z nią wzbieram falą i z nią

czekam

gdy w piach mielizny się obleka

uparte
dno.


Swoją fascynację poezją, sztuką, malarstwem, historią, biografiami wielkich ludzi z pewnym rozmachem Anna Frajlich uwzględniła w wierszowej konstelacji Który las. Dochodzi w niej do głosu wyrazista tonacja elegijna i refleksja egzystencjalna. Świadomość śmiertelności staje się namacalna z powodu rejestrowania śmierci bliskich i ważnych dla poetki osób. Umiejscawia się ona często na granicy pomiędzy żywymi i umarłymi, jak w liryku Różnica:

Przechylona nad krawędzią świtu

słucham własnego oddechu

– jest –

jedyna różnica

między mną

a tymi co odeszli.


W tomiku Który las rozpostarły się nastroje milenijne. Koniec wieku i tysiąclecia inspirował do zajrzenia do słynnej książki Edwarda Gibbona Upadek Cesarstwa Rzymskiego na Zachodzie i zastanowienia się nad logiką katastrof w dziejach ludzkości. Poezja jawi się jako „podziemna rzeka”. Jej odgłos przypomina „język rodzenia i umierania” (z wiersza O poezji). Następstwo początków i końców pozwala zobaczyć poetce fonosferę, krajobraz zapachów, architekturę i przyrodę miasta dzieciństwa, a także pewien paradoks. Szczecin z punktu widzenia dziewczynki był rajską przestrzenią. Dopiero później przyszła wiedza, że zaraz po wojnie był komuś odebrany.

Wielokrotność przymusowej migracji przewija się jako doświadczenie, które sprawia (i będzie zawsze powodować), że ludzie odczuwają swoje życie, jakby zamieszkiwali nad przepaścią. Co więcej, nie opuszczało ich przeświadczenie, o którym czytamy: „i nie było dokąd / wracać na zawsze” (z wiersza W podróży). Bardziej przeraźliwe jest jednak coś innego – nicość, całkowita niepamięć, „woda Lety / ciemne wody o które wiosło / uderza bez echa / nie zostawiając najlżejszej smugi / nie przegląda się w nich / ani ptak ani skała / i nawet Narcyz nie mógłby / tu utonąć / zwabiony własnym odbiciem / albowiem w krainie cieni / cień nie ma swojego cienia / a kształt nie posiada odbicia” (z wiersza W innym żywiole). Nadzieję daje gotowość do przywoływania wspomnień, wiedza, że „mam dłonie nie ostygłe jeszcze”, i wiara w to, że staniemy się odrobiną czyjejś pamięci.

Ułożone z miniatur prozą Laboratorium jest komplementarną częścią twórczości Anny Frajlich. Zdaje się przynależeć bardziej do poezji niż prozy. Jakkolwiek doza epickości umożliwiła pisarce uchwycenie pewnych kwesti społecznych i psychologicznych, które w liryce trudno byłoby rozwinąć. W tytułowym opowiadaniu widzimy, jak pośpiech i codzienny strach przed niezdążeniem zrobienia „wszystkiego” paraliżuje bohaterkę (już Amerykankę). Reminiscencje z wyjazdów z Polski „na zawsze” stanowią kanwę Pożegnania, na podstawie szkolnych wspomnień zostało napisane RozczarowanieOna jedna kolorowa. To pierwsze można bez większej przesady nazwać generacyjnym. Narratorka z dumą podkreśla, że w jej pokoleniu „książki były czymś więcej niż pokarmem wyobraźni. Były samym życiem, tą lepszą niedostępną jego częścią. Czytaliśmy więc zachłannie, co nam pozwolono i co mogliśmy zdobyć”. O dzieciństwie w latach stalinowskich dają wyobrażenie dwa nieco zabawne (sic!) teksty: Niech żyje! oraz Kult jednostki. Do opowiadań tożsamościowych zaliczyłbym Imię ojca, Pomiędzy Rosją a Niemcami, Zegarek, Pierścionek. Większość miniatur to nade wszystko przypowiastki czy też anegdoty filozoficzno-literackie, w których zwyczajna codzienność zderza się z czymś dziwnym, niesamowitym, zaskakującym (Paski, Sztuka życia, Dorosnąć do dzieciństwa, Szkielet, Wycieraczka, Tykwa). Nie do końca jestem przekonany co do zasadności układu miniatur. Ich kolejność wydaje się w kilku miejscach problematyczna. Niewątpliwie spoiwem tekstów w Laboratorium jest nigdzie nie kwestionowany ich autobiografizm. Proste fakty z własnego życia wzięte, ujęte literacko, komplikują się i zastanawiają.

Anna Frajlich: Indian Summer. Który las
Wydawnictwo Forma
Szczecin-Bezrzecze 2018.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.