07–08/2018

Grzegorz Tomicki

Orhan Pamuk, pisarz turecki uniwersalny

Przygodę z książkami Orhana Pamuka dość nieszczęśliwie zacząłem od Nowego życia, powieści raczej chybionej, choć trzymającej oczywiście swój poziom. Lektura kilku następnych Pamuków też niespecjalnie powaliła mnie na kolana, choć przyjemność miałem z niej całkiem sporą (moja polemika z Pisarzem naiwnym i sentymentalnym – pod nadto może złośliwym tytułem Pisarz naiwny i bałamutny – ukazała się w „Twórczości” 2014, nr 11). A ponieważ od czasu do czasu bywam – dla niepoznaki – konsekwentny, po przeczytaniu Ucznia architekta Elif Shafak i, zwłaszcza, Madonny w futrze Sabahattina Alego (o czym też coś mojego będzie na tych łamach) postanowiłem pójść tureckim śladem i sięgnąłem po wczesną powieść Pamuka Dom ciszy. Od razu powiem, że tymczasem jest to najlepsza rzecz tego autora, jaką czytałem.

Jak twierdzi sam autor, młodzi ludzie ze wszystkich jego książek najbardziej upodobali sobie właśnie Dom ciszy (czyżbym więc rzeczywiście był owym „dużym chłopcem”, którego widzą we mnie niektóre kobiety?), co tłumaczy następująco: „Może dlatego, że zawarłem w tej powieści cząstkę mojej własnej młodości, mojego ducha… Każdy z młodych bohaterów był mną. W każdej z postaci przedstawiłem inne oblicze młodości” (przeł. Anna Akbike Sulimowicz). Nie ma powodu się z tym spierać, ale popularności tej drugiej z kolei powieści późniejszego noblisty upatrywałbym także w tym, że jest ona najbardziej chyba ze wszystkich jego książek osadzona we współczesności, w codziennym życiu przeciętnych ludzi, operuje przy tym potocznym niemal, zrozumiałym dla wszystkich językiem.

Choć niektórzy krytycy dopatrują się w tej powieści cech poetyki postmodernistycznej (wielość narratorów, różne punkty widzenia), to podobieństwa są raczej powierzchowne. Dom ciszy to w gruncie rzeczy klasyczna powieść realistyczna – i w tym właśnie jej urok. Na tle konkretnej społeczno-politycznej sytuacji Turcji ukazani zostali bohaterowie z krwi i kości, pełni życia, ambicji i wewnętrznych rozterek. Ich buzujące, choć rzadko wprost ujawniane emocje są głównym przedmiotem zainteresowania pisarza – i zapewne jednym z zasadniczych powodów zainteresowania czytelników (nie tylko młodych, jak wnoszę choćby po sobie). Czy jest bowiem coś równie zajmującego i tajemniczego, jak ludzkie uczucia, często jakże bolesne i ambiwalentne?

Jest lato 1980 roku. W starym, podupadającym domu w prowincjonalnym Cennethisarze mieszka wiekowa Fatma i jej służący o karłowatym wzroście Recep (ponura tajemnica przyczyn kalectwa Recepa i jego kulawego brata Ismaila wyjaśni się w retrospekcjach, w których całkowicie pogrążona jest pani domu). Fatmę prześladuje przeszłość. Nie może się uwolnić ani od poczucia krzywdy, jaka spotkała ją ze strony nieżyjącego już męża Selahattina, ani od własnych grzechów, których stara się nie przyjmować do świadomości, dokonując ich nieustannej projekcji na całe otoczenie. Dlatego jest zniesmaczona całym światem – „uwielbia się brzydzić i wszystko ganić”, jak to ujął jej mąż. To jej sposób na to, aby nie brzydzić się samą sobą. Jej niesmak i podejrzliwość rzutowane są szczególnie na biednego Recepa – człowieka bez właściwości, którego osobowość zdaje się definiować wyłącznie poczucie dojmującej samotności. Dlaczego obrywa się akurat jemu, nie będę zdradzał, ale to dla każdego czytelnika powinno być oczywiste (pewną wskazówką jest wspomniany wyżej mechanizm obronny).

Do „domu ciszy” Fatmy – w którym milczy się o tym, co najważniejsze – przyjeżdża ze Stambułu w odwiedziny trójka jej wnuków: Faruk, Metin i Nilgün. Ich obecność przywabia też zakochanego w tej ostatniej Hasana – syna kulawego Ismaila, ich przyjaciela z dzieciństwa i powinowatego, czego żadne z nich się jednak nie domyśla.

Najstarszy z rodzeństwa Faruk to otyły, nadużywający – podobnie jak wcześniej jego ojciec i dziadek – alkoholu zgorzkniały historyk. Ożywia go tylko jedna idée fixe: ukazać historię czy też ludzką rzeczywistość w ogóle bez zniekształcających je konwencji narracyjnych, bez przyczynowo-skutkowego mechanizmu opowieści (być może są to też utopijne ambicje samego Pamuka). Nie chce naprawiać świata – jak tego pragnął jego dziadek Selahattin Darvinoğlu (nazwisko znaczące), wojujący oświeceniowy ateista i prozachodni racjonalista. Faruk pragnie pokazać, czym ten świat naprawdę jest. Przeszkadza mu w tym jednak fundamentalne rozdwojenie: z jednej strony pogrąża się w autodestrukcji i czarnowidztwie, z drugiej pragnie transgresji i poczucia autentyczności życia: „Chcę, by cała moja świadomość została wyczyszczona. Niech po mojej przeszłości nie pozostanie żaden ślad. Ani też po przyszłości i moich oczekiwaniach. Chcę uwolnić się od wytworów mojego umysłu, chcę swobodnie poruszać się w świecie istniejącym poza nim, ale nie mogę tego zrobić, na zawsze pozostanę w dwoistej postaci, wiecznie krążąc wśród własnych urojeń i złudzeń”. Tym samym Faruk popada w typowe błędne koło, bo ludzkiego świata bez iluzji – „urojeń i złudzeń”, „wytworów mojego umysłu” – wyobrazić sobie nie sposób. Samo to wyobrażenie jest iluzją.

Metin z kolei jest licealistą, którego największym marzeniem jest dostatnie życie w Ameryce. Przez całe lato ciułał pieniądze, udzielając korepetycji znienawidzonym przez siebie rozpuszczonym, głupim, „niedorozwiniętym” – jak ich określa – dzieciakom bogaczy, aby w czasie wakacji móc udawać przed swoimi dawnymi, a dużo zamożniejszymi przyjaciółmi, że jest jednym z nich. Metin zatem z jednej strony potępia zepsuty krąg ludzi z wyższych sfer, z drugiej sam do ich kręgu aspiruje. Wydaje się całkowicie owładnięty kultem pieniądza i pogardą dla swoich rodaków: „Nie umiem zadowolić się byle czym jak oni. Nienawidzę tego kraju durniów! Pojadę do Ameryki. Do tego potrzeba pieniędzy. Babcia rozumie?”. Nie, babcia tego nie rozumie. A może rozumie, tylko się tym brzydzi. I gani, rzecz jasna.

Nilgün to inteligentna, cokolwiek melancholijna, komunizująca rewolucjonistka (raczej w teorii niż w praktyce). Jedyna spośród bohaterów, która nie jest narratorką żadnego z rozdziałów, stąd jej postać jest najmniej pogłębiona – albo inaczej: najbardziej nieprzenikniona. To, że jej właśnie los stanie się symbolem egzystencjalnego dramatu pozostałych bohaterów – a może i całego pokolenia – wydaje się wielce znamienne, choć niejednoznaczne. Moim zdaniem – świetne posunięcie pisarza.

Hasan podobnie jak Metin próbuje leczyć swoje kompleksy – jest postacią o najniższym statusie społecznym – manią wielkości: „Ja nie jestem z tych, którzy mogą zostać byle fryzjerem”. Na jego przykładzie Pamuk w zaskakująco prosty, a jednocześnie wyjątkowo wiarygodny sposób pokazuje, jak kształtuje się osobowość potencjalnego terrorysty – żyjącego w poczuciu upokorzenia i braku perspektyw młodego człowieka, który jest w stanie uczynić wszystko, aby „stać się kimś”. Dosłownie wszystko: „Gdy nadejdzie ten dzień, nie tylko w gazetach będą o mnie pisać, powiedzą też w telewizji, i wtedy wszyscy zrozumieją. Wszyscy zrozumiecie. Zacznijcie się bać, zacznijcie się mnie bać!”.

Wszyscy młodzi bohaterowie Domu ciszy – choć z gruntu różni – wydają się jednakowo zagubieni, zakompleksieni, stłamszeni i ogarnięci marzeniami o osiągnięciu jakiejś bliżej nieokreślonej pełni. Nieokreśloność tej wizji jest być może przyczyną ich bezładnego i nieustannego miotania się pośród tego, co przynosi im życie. Chcieliby nadać swojemu istnieniu jakiś konkretny sens, ale nie mają za bardzo pojęcia, na czym on miałby właściwie polegać. Chcieliby coś osiągnąć, ale nie wiedzą co i jak. Chcieliby być kimś, ale nie wiedzą kim – w każdym razie kimś innym, niż w danej chwili są. Problematyczne dojrzewanie każdego z nich zamienia się zatem w rozpaczliwą pogoń za własnym ogonem czy też – pozornie odwrotnie – ucieczkę przed samym sobą.

Ale Dom ciszy to także rzecz o nieśmiertelnych tureckich problemach i kompleksach. O wewnętrznych, mentalnych, kulturowych granicach pomiędzy Wschodem i Zachodem, tradycją a nowoczesnością, religią i racjonalnością itd. W powieści te dwie odmienne perspektywy wyrażają przede wszystkim Fatma (Wschód) i Selahattin (Zachód) – ich małżeństwo nie mogło być szczęśliwe. Być może dlatego, że reprezentują oni opcje groteskowo wręcz – a jednocześnie tragicznie – zradykalizowane. Pamuk subtelnie i niezłośliwie karykaturuje obie te postaci. Selahattin to obsesyjny i de facto bezkrytyczny wyznawca racjonalizmu, który – jak twierdzi np. Zygmunt Bauman – był jednym z czynników, jakie umożliwiły zaistnienie Holocaustu, czy też, skoro jesteśmy w Turcji, eksterminację Ormian. Fatma natomiast przeciwnie: całkowicie odrzuca roszczenia oświeconego umysłu i racjonalnego myślenia na rzecz postrzegania rzeczywistości w bezrefleksyjnie przyjętych za własne kategoriach religii i tradycji.

Reprezentantem kultury Wschodu jest także Hasan, z bezsilności uciekający się do przemocy. Trójka rodzeństwa zaś to zeuropeizowani przedstawiciele klasy średniej, którzy nigdzie nie czują się na swoim miejscu. Nie są ani zamożni, ani biedni. Nie czują się ani w pełni Europejczykami, ani tradycyjnymi Turkami. Ich losem – losem Turcji?, współczesnego zglobalizowanego świata? – jest doświadczenie dezintegracji i chaosu, jakie przynosi z sobą „płynna nowoczesność”. Autor pokazał ich wszystkich – a poprzez nich także samego siebie – i ich kluczowe egzystencjalne problemy w sposób nadzwyczaj prosty, a zarazem niezwykle fortunny. Jego bohaterowie są prawdziwymi, żywymi, autentycznymi ludźmi – jednymi z nas. Bo w tym wszystkim nie chodzi tylko o Turcję i Turków. I Pamuk świetnie to uchwycił.

Jeśli ktoś jeszcze nie zaczął swojej przygody z pisarstwem tego autora, to proponuję zacząć właśnie od Domu ciszy. Czyli od trzęsienia ziemi, jakby powiedział pewien znany reżyser. A czy dalej napięcie będzie rosnąć, to już zależy od tego, kto, kiedy i jaką książkę Pamuka weźmie albo i nie weźmie do ręki. Ja w każdym razie wezmę.

Orhan Pamuk: Dom ciszy,
przeł. Anna Akbike-Sulimowicz,
Wydawnictwo Literackie,
Kraków 2009.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.