07-08/2019

Piotr Mitzner

Pamięci Andrieja Bazylewskiego

Szóstego maja w Moskwie zmarł Andriej Bazylewski. Miał sześćdziesiąt dwa lata. Wyglądał na zdrowego, silnego faceta, który jeszcze pożyje i popracuje. Jego dorobek jest ogromny i powinniśmy o nim pamiętać. Był jednym z najpłodniejszych tłumaczy literatury polskiej, przede wszystkim poezji. Wydana przez niego antologia Sdiełano w Polsze. Wiek XX liczy ponad tysiąc stron, gęsto nabitych wierszami. A są jeszcze oddzielne tomy Mrożka, Leśmiana, Leca, Tuwima, Krasińskiego, Norwida, są przekłady rozproszone, wiele nieopublikowanych. Pisał rozprawy o Grochowiaku, Tuwimie i Witkacym.

Na fali pierestrojki założył wydawnictwo Wahazar, którego książki przez wiele lat kolportował, roznosząc je w plecaku po księgarniach.

Wiele publikował w „Nowej Polszy” i nadzorująca jakość przekładów Natalia Gorbaniewska nigdy go nie poprawiała. Realizował nasze prośby, gdy przesyłaliśmy mu wiersze, choć kilka razy się buntował. Przekłady z pewnego poety opatrzył wymyślonym ad hoc pseudonimem, bo uznał, że nie są godne Bazylewskiego, nie podejmował się też tłumaczenia neolingwistów, co nie znaczy, że unikał zadań karkołomnych. Jego przekład Pawia królowej Masłowskiej jest świetny.

Panował świetnie nad warsztatem, więc pozwalał sobie czasami na żarty translatorskie. Pamiętam, jak jakiś mój wiersz wolny w przekładzie przerobił na sylabotniczny. Brzmiał nieźle.

Andriej Bazylewski nie był tłumaczem na zlecenie. Sam szukał wierszy. Gdy przyjeżdżał do Polski, długie godziny spędzał w czytelni Biblioteki Narodowej. Miał własne upodobania, do których starał się przekonać redaktorów i czytelników, niekiedy skutecznie. W poczuciu misji i dla własnej satysfakcji tłumaczył wiersze Stanisława Misakowskiego, Jana Rybowicza, Tomasza Gluzińskiego.

Wszyscy, którzy go znali, wiedzą, że, mówiąc oględnie, był słowianofilem. Wiadomo było (i on wiedział), że o pewnych sprawach lepiej, żebyśmy nie rozmawiali. Było to chyba już po aneksji Krymu, gdy przyszedł do redakcji „Nowej Polszy”, od drzwi zastrzegając: „Nie rozmawiajmy o polityce”. Raz tylko pozwoliłem sobie na dłuższe embargo w kontaktach z Andriejem, gdy opublikował przekłady wierszy Radovana Karadżicia z informacją, że jest poetą „ściganym przez jaczejki ONZ”.

A jednocześnie Bazylewski pracowicie budował kanon poezji polskiej w Rosji.

To pozwala sądzić, że jeśli są jakieś pomosty ponad podziałami, to przede wszystkim poetyckie.

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.