11/2018

Bartosz Suwiński

Poszycie lasu

„Las wie o mnie z daleka”. Drzewa rozpuściły wici. Kora nastroszyła się jak włosy na karku, sterczące od zimnego, porannego świstu. Las jest żywy, komunikuje się, potrafi mówić, nie odwołując się do słów, nie czerpiąc z zapasów języka, nie zdając się na szemraną retorykę. Być może różnica między mną a dębem nie jest wcale donioślejsza i bardziej znacząca niż między dębem a dębem? W wierszu Aleja czytamy: „Ściany, wieże, dzwonnice nie potrafią / tak tropić światła jak drzewa. […] Czy można zaplanować lipę?”. Rzeki też mówią, szemrzą, nie są tylko liniami na papierze. W środku tego poetyckiego świata jest tajemnica. Większość procesów wzrostu i rozwoju nie jest dla nas widoczna gołym okiem. Możemy jedynie patrzeć, jak się wszystko dzieje, a przykładając do tego wzrok, zaczynać od miejsc, gdzie pada światło. Wspólnie zamknięci – powtarzając za poetą Michałem Książkiem, autorem zbioru Północny wschód (nagrodzonego już Orfeuszem Mazurskim) – w jednym widoku.

Łączenie się atomów, kiełkowanie nasion, kumulacja świateł fotosyntezy, procesy wiążące początek z końcem, masywne drzewa z próchnem. Zaschnięte kształty tropów będące sygnaturą obecności. Głosy, które zgadzają się z opisami w atlasach. Krąg życia i śmierci domykany i odmykany oddechami tych, którzy odchodzą i przychodzą. To poezja o ciemnej materii, której wrażliwość i wyobraźnia nadaje określoną formę. O spalaniu poetyckich cząsteczek i wyrabianiu z nich substancji bardziej trwałej, choć i tak degradującej się po osi cyklu. Ziemia jest dla poety czymś niezwykle organicznym i namacalnym, co stanowi moment zwrotny i punkt oparcia dla rozwibrowanych zmysłów. Błoto jest miejscem, gdzie życie rośnie jak zostawione pod ścierką drożdżowe ciasto. Dziuple są zadaniem dla oka, które świdruje ptaki migrujące pomiędzy konarami. Mapy ich lotów są równie zagadkowe, jak barwy i kropienia ich skrzydeł, głów czy kuprów. Drzewa stoją dumnie, kora tłumi wrzaski, jest otuliną dla ciszy.

Michał Książek w swojej liryce wychodzi ku wszystkim stronom świata. Pielęgnuje w sobie dar łagodności, kanalizuje go w kolejnych wersach, obejmujących miedzę i zagony. Każda z nich może go podjąć w gościnę, podsycać niepokój, powodować poznawcze konfuzje, stale odnawiać potrzebę nadawania i rozumienia sensu. To poezja dwubiegunowa: z jednej strony mamy życie wpisane w naturę, bogactwo form istnienia, przepych upierzeń, mnogość odcieni, karuzelę wrażeń wyrywających zmysły z marazmu. Na przeciwstawnym krańcu widzimy współczesną rzeczywistość: próżną, stającą się dla siebie własnym bożkiem. Dzisiejsza cywilizacja nadprodukcji skazana jest na wyginięcie. Kumuluje więcej dóbr, niż rekrutuje chętnych, aby z nich korzystać. Zakupy stały się świecką religią, a centra handlowe nowymi świątyniami dla zaspokajania próżności i zdobywania coraz większych kwalifikacji w ćwiczeniach z niskich pobudek. Nasz świat historia zetrze na popiół. Nie brak dziś prymitywów, wystarczy pokręcić się po północy skwerami jakiekolwiek większego miasta. Plenią się jak zaraza. Odporni jak chwasty. Troglodyci. Produkty i marki zastąpiły im głębie i tło. Dziś rzeka jest metaforą naszych wewnętrznych głębi, zakwefionych, brudnych pomyj i odmętów, których tafla nie zapamiętała widoku źródeł. Czytamy: „cicho cicho już świecie / wystraszysz mi dzieci”. Również o tym traktują te wiersze.

Nasze wewnętrzne światy są nasze i tylko my możemy opowiedzieć je światu, nikt za nas tego nie zrobi – tak mówi Książek. I dodaje: czytajcie i piszcie z tego świata wszyscy. „Proszę pokaż mi północ / Abym poszedł i wypowiadał nazwy / Kąkol konwalia siedmiopalecznik dziewanna”. Wiersze tego autora pokazują, że planeta jest miejscem wspólnoty, gdzie na równych prawach funkcjonują ludzie i przyroda. Te wiersze zrywają z dyktatem człowieka jako instancji porządkującej, nadającej naturze sens i znaczenie. W tym poetyckim uniwersum jest przeciwnie. Natura jest przestrzenią wspólnego dobra, a trwanie homeostazy gwarancją spokojnej egzystencji. Bracia mniejsi i więksi są równi, ich interesy do pogodzenia. Poeta zdecydowanie najlepiej czuje się na leśnych duktach, otoczony drzewami, podbity ptasim wizgiem. To poeta troski, zaciągający kolejne kredyty w naturze, pan od przyrody. Te wiersze są proste i szczere, stoją za nimi odruchy serca niegodzącego się na miałkość świata i brak wrażliwości jego bywalców. Na rzeczywistość poeta patrzy jak w transie, w miłosnym porywie, z atencją i przejęciem. To w dużym stopniu wiersze, które wiatr przeczesał jak łąkę.

To również poezja o zwątpieniu rodzica anonsującego dziecku świat. Paternalne piosenki z przegranym zakończeniem. Są wychodzeniem ku wspólnocie, która się rozpada. Michał Książek nakłuwa słowa jak szpilka motyla. Nie daje się zwieść prostym gestom. Autor Nauki o ptakach to poeta ziemnych naszeptów. Zauroczony rzeczywistością, czeka, aż paprocie uchylą rąbki świętojańskich mamrotań. To wartownik leśnych pieśni, które zignorowało ucho myśliwego. Jego żywiołem jest ziemia, a potem powietrze. Na koniec chciałoby się zanucić: „Idzie Książek borem, lasem, przymierając z pragnienia czasem”.

Michał Książek: Północny wschód.
Fundacja Sąsiedzi,
Białystok 2017, s. 60.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.