09/2018

Bernadetta Darska

Pytanie o człowieka

Pomysł napisania książki poświęconej Orianie Fallaci i Teresie Torańskiej może zaskakiwać. Jest w nim nawet, tak można by rzec, coś ryzykownego, zwłaszcza że dziennikarki nigdy się nie spotkały. Remigiusz Grzela rozpoczyna swoją opowieść od zaznaczenia zwielokrotnionej straty oraz zasygnalizowania podobieństwa biografii. Autor nie ukrywa, że w obu przypadkach mamy do czynienia z wielkimi postaciami współczesnego dziennikarstwa. Gdzieś w tle zostaje zasugerowane, że rekonstruowanie życiorysów bohaterek będzie miało wiele wspólnego z pożegnaniem takiego sposobu uprawiania zawodu, który dzisiaj jest rzadki. Odejście Torańskiej i Fallaci to zatem pożegnanie pewnej epoki, a przypominanie ich doświadczeń i przeżyć stanowi nie tylko próbę symbolicznego zaapelowania o trwałość pamięci, ale i gotowość kontynuowania tego, co można by nazwać zawodowym credo. Stratę da się więc w tym kontekście pojmować i w wymiarze prywatnym – jako konieczność zmierzenia się z bólem tych, którzy byli najbliżej Fallaci i Torańskiej, i w wymiarze publicznym – jako dotkliwy brak i zniknięcie, którego nikt inny w mediach nie jest w stanie zastąpić.

Grzela równolegle opowiada o życiu dwóch dziennikarek, koncentrując się przede wszystkim na ich pracy zawodowej. I robi to znakomicie. Nie znaczy to, oczywiście, że nie ma w książce odniesień do prywatności bohaterek, jednak zostaje ona wkomponowana w opowieść w taki sposób, że ostatecznie okazuje się również częścią aktywności dziennikarskiej. Mówiąc inaczej, ci, którzy Fallaci i Torańską wspominają, skupiają się głównie na ich pracy, a ponieważ ta była tak naprawdę życiem opisywanych kobiet, nic dziwnego, że dokonanie ostrych rozgraniczeń jest właściwie niemożliwe. Książkę tę można zatem czytać przynajmniej na dwa sposoby – jako komparatystyczną próbę zderzenia biografii dwóch wielkich dziennikarek żyjących w tych samych czasach, ale w innych realiach politycznych oraz jako historię idei realizowanych praktycznie w pracy dziennikarskiej. W pewnym sensie lektura może zadowolić zarówno osoby zainteresowane życiorysami znanych ludzi, jak i tych, dla których nieobca jest troska o dobro publiczne i którzy uważnie obserwują zmiany zachodzące w mediach.

Scena, jaką znajdziemy na początku publikacji, zdominowana jest obecnością autora oraz jego działaniami. Myliłby się jednak ten, kto próbowałby sugerować, że Grzela jest zbyt mocno widoczny w książce. Autorowi udaje się zasygnalizować istotę prowadzonych poszukiwań poprzez naprowadzenie czytelnika na szczegóły. To, co czasami jest tylko hipotetyczne, to, co nie da się już na pewno sprawdzić, to, co można odkryć po latach i do czego można się zbliżyć, staje się istotne, bo pomaga w oddaniu atmosfery towarzyszącej codzienności opisywanych postaci. Właśnie dlatego na początku książki Remigiusz Grzela dotrze pod drzwi domu, w którym niegdyś mieszkała Fallaci. Drzwi pozostaną przed nim zamknięte, choć w posiadłości mieszka osoba, która mogłaby wzbogacić jego ustalenia. Autor będzie przeglądał zeszyt z rękopisem słynnej Włoszki, który otrzyma od jej siostrzeńca. Będzie korzystał z bogatego i uporządkowanego archiwum Teresy Torańskiej. I zadzwoni do swojego kolegi, gdy odkryje, że to on był chłopcem, dla którego przed laty Torańska zbierała znaczki. Czytelnik będzie też towarzyszył odchodzeniu obu dziennikarek. Znajdzie się blisko, ale jednocześnie w takiej odległości, by odsłonięcie intymnego wymiaru ostateczności nie przerodziło się w sensację. W pamięć zapadają przede wszystkim ostatnie SMS-y Teresy Torańskiej i wymieszanie w krótkich komunikatach cierpienia, świadomości zbliżającego się końca i codzienności.

To właśnie ten szczegół, o którym tak często wspomina Małgorzata Szejnert, będzie w pracy Grzeli szczególnie ważny. Zresztą autorka Czarnego ogrodu również w książce się pojawi. Autor skorzysta z jej wspomnień, co w kontekście przywoływania relacji i innych polskich reporterów, odsłoni kolejną cechę definiującą pracę Torańskiej. Okaże się bowiem, że kluczowa dla jej sposobu działania była nieprawdopodobna wręcz uważność oraz umiejętność dotarcia do wielu, pozornie tylko banalnych informacji. Te szczegóły, bo o nich ciągle mowa, gromadzone przez Torańską, pomagały w nawiązywaniu lub podtrzymywaniu dobrej relacji z rozmówcami. Grzela dostrzeże tę uważność również u Fallaci. O ile jednak u Torańskiej pozostanie ona ukierunkowana na zrozumienie i odsłonięcie rozmówcy takim, jaki jest, o tyle w przypadku Włoszki cecha ta zyska wymiar bardziej konfrontacyjny oraz ulegnie poszerzeniu o chęć autokreacji. W trakcie lektury trudno oprzeć się wrażeniu, że Fallaci chciała być zdobywczynią, na której skupiają się światła reflektorów. Torańska wcielała się raczej w rolę przewodniczki towarzyszącej. Obie pewnie poruszały się po świecie obcym, pełnym zagrożeń, niełatwym do opanowania.

Książka jest bardzo ciekawie zaplanowana. Jak już wspomniałam wcześniej, autor pojawia się w tekście, ale jego obecność nie jest nadmiernie eksponowana i zawsze ma uzasadnienie. Ukazanie procesu powstawania książki poprzez opisanie pewnych sytuacji nie przesłania tego, co jest w książce najważniejsze. Fallaci i Torańska są więc cały czas na pierwszym planie. Dowiadujemy się o ważnych wydarzeniach w ich życiu, o momentach, które można by określić mianem formacyjnych, wreszcie o zależnościach między ich pracą dziennikarską a tekstami, które były publikowane w prasie lub w formie książki. Na uwagę zasługuje zwłaszcza zrekonstruowanie sposobu działania obu dziennikarek oraz akcentowanie faktu konieczności pracy nad ostateczną formą wywiadu. Grzeli udaje się równolegle prowadzić kilka wątków, dzięki czemu nie tylko zderza życiorysy swoich bohaterek, lecz także pokazuje specyfikę ich spotkań z ważnymi postaciami świata polityki, odsłania tajniki warsztatu, buduje napięcie związane z ujawnianiem się cech charakteru obu dziennikarek, wreszcie na przykładzie konkretnych fragmentów wskazuje ważność rytmu zadawanych pytań, koncepcji rozmowy i różnego rodzaju pomysłów na opanowanie momentów krytycznych, jeśli te pojawiały się w trakcie rozmowy.

Interesująco wybrzmiewa także tytuł książki. Mistrzynie wywiadu zostają usytuowane w kontekście gatunku reportażu. Nie jest to działanie przypadkowe. I Torańska, i Fallaci są autorkami reportaży. Zbiór tekstów polskiej dziennikarki jest dzisiaj słabo znany, teksty Włoszki to dzisiaj część dziennikarskiego kanonu. Jednak owa aktywność reporterska wydaje się ważna z innego powodu. Ujawnia się bowiem jako fundamentalna przy pracy nad wywiadami. Bohaterki książki, przygotowując się do rozmów, zbierając informacje, planując to, co chcą osiągnąć, obmyślając koncepcję rozmowy i nie tracąc z oczu zachowania postaci, jej mowy ciała i okazywanych emocji, pracują tak naprawdę cały czas jak reporterki. Grzela pokazuje rzecz niebywałą, a mianowicie pewnego rodzaju nierozerwalność obu dziennikarskich aktywności – Torańska i Fallaci, kiedy pracują nad tekstem, który ma być opublikowany jako wywiad, tak naprawdę działają tak, jakby miały stworzyć reportaż.

Wielowymiarowość książki oraz jej oryginalny zamysł to z pewnością atuty publikacji, które zachęcą czytelnika do lektury. W przypadku tego tytułu możemy mówić o uniwersalności przekazu. Grzela odsłania podobieństwo losów, istniejące pomimo różnic związanych z możliwościami oferowanymi przez czas i miejsce, w których obie dziennikarki się znajdowały. W efekcie bezkompromisowość bohaterek zyskuje dodatkowe znaczenie. Jest poświadczeniem tego, że polityczne ograniczenia można pokonać, jeśli tylko jest się kimś gotowym uczciwie pokazywać świat. Grzela nie ukrywa, że dla Fallaci i Torańskiej najważniejszy był człowiek. Nie ma w tym nic zaskakującego, ktoś mógłby ów fakt tak skwitować. A jednak jest, bo ten człowiek zazwyczaj jest kimś, kto nie stoi po naszej stronie. Rozmowa z nim stanowi więc próbę zrozumienia obcego, innego, a nawet znienawidzonego.

Remigiusz Grzela: Podwójne życie reporterki.
Fallaci. Torańska.

Wydawnictwo Prószyński i S-ka,
Warszawa 2017, s. 496.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.