10/2018

Janusz Drzewucki

Różewicz idzie przed siebie

W wierszu powstałym pół wieku temu Tadeusz Różewicz napisał: „twarz poety / otwarta pełna ciszy”, a także „twarz ta sama / i zupełnie inna” (Twarz ta sama w zbiorze Twarz, 1969). Teraz przeglądam album Zbigniewa Kulika zatytułowany Tadeusz Różewicz w fotografii (Muzeum Sportu i Turystyki w Karpaczu, 2018) i przyglądam się twarzy autora – bardziej szarej strefywyjścia niż NiepokojuCzerwonej rękawiczki. Twarz poety na tych zdjęcia to twarz kogoś, kto ma więcej za sobą niż przed sobą; kto ma za sobą całe niemal życie.

Tadeusz Różewicz i Zbigniew Kulik poznali się w roku 1996 podczas pierwszego pobytu pisarza w Karpaczu. Kierujący od połowy lat siedemdziesiątych miejscowym Muzeum Sportu i Turystyki Kulik niemal błyskawicznie stał się przewodnikiem Różewicza po Karpaczu i po okolicznych górach, do których pisarz wracał, gdy tylko mógł, bardzo często w towarzystwie żony Wiesławy. A że jest Kulik nie tylko muzealnikiem, ale także zawołanym fotografem, dokumentował systematycznie i konsekwentnie peregrynacje Różewicza po Karkonoszach. Z biegiem lat poeta przekazał muzeum w Karpaczu swoje okulary, potem pióro wieczne, którym napisał Kartotekę, a także rękopis Gawędy o spóźnionej miłości, zaczynającej się wyznaniem do Gór Olbrzymich, czyli Karkonoszy właśnie.

W roku 2001 otwarto pierwszą wystawę zdjęć Kulika przedstawiających poetę w Karkonoszach, po pięciu latach drugą, a po następnych pięciu trzecią. Wtedy też, w roku 2011 nakładem Muzeum Sportu i Turystyki ukazał się album Tadeusz Różewicz w Karkonoszach, w którym oprócz pełnego tekstu Gawędy (przypomnę, że w tomie zawsze fragment. recycling z 1998 roku ukazały się tylko dwie części tego trzyczęściowego poematu) znalazł się zapomniany już nieco Wodospad ze zbiorku Czas który idzie (1951), a ponadto wiersze związane z osobą mieszkającego w Karpaczu Henryka Tomaszewskiego, choreografa i reżysera, założyciela Wrocławskiego Teatru Pantomimy: W gościnie u Henryka Tomaszewskiego w Muzeum Zabawek oraz dom lalek, a nawet – ciekawostka – okolicznościowe opowiadanie Dziwna i nieprawdziwa historia o spotkaniu z Rübezahlem, czyli Janem Liczyrzepą w Karpaczu. I oczywiście fotografie, wykonane w domu Tomaszewskiego oraz w założonym przez niego Muzeum Zabawek; ponadto zdjęcia zrobione w restauracji „U Ducha Gór”, w schronisku „Samotnia”, nad Małym Stawem i oczywiście nad Wielkim także, w drodze na górę Chojnik, pod Śnieżką, pod Śnieżnymi Kotłami, przy wodospadzie Kamieńczyka w okolicach Szklarskiej Poręby, w Domu Gerharta Hauptmanna w Jagniątkowie koło Jeleniej Góry, wreszcie w kościele Wang w Karpaczu Górnym, przy rzeźbie Łazarz dłuta Ryszarda Zająca.

Wydany w podobnym opracowaniu graficznym album Tadeusz Różewicz w fotografii również przynosi – oprócz znakomitych zdjęć – kilka tekstów pisarza, m.in. Złote góryPoematu otwartego (1956) z wyznaniem, gdy pierwszy raz w życiu góry zobaczył, a miał wtedy dwadzieścia sześć lat: „Nie śmiałem się / nie krzyczałem / w ich obliczu / mówiłem szeptem”; ponadto Włosek poety, który w 1955 roku otworzył zbiór utworów satyrycznych wierszem i prozą Uśmiechy, a poza tym wiersze z ostatniego okresu: poświęcone żonie wyznanie czego byłoby żal, napisany pół żartem, pół serio tekst dlaczego poeci piją wódkę (przy okazji dowiadujemy się, że Polmos Lublin wyprodukował specjalną serię wódki „Różewicz” z przedrukowanym na naklejce wierszem tym w całości) czy tego się Kafce nie robi o kontrowersyjnym pomniku autora ProcesuZamku wykonanym przez Jaroslava Rónę i postawionym przed Synagogą Hiszpańską w Pradze.

Wiele zdjęć pomieszczonych w tym albumie ma charakter dokumentacyjny: a więc Różewicz w Pradze, przy inkryminowanym we wspomnianym wierszu kiczowatym monumencie, przy grobie Franza Kafki, przed tablicą poświęconą Maxowi Brodowi i na moście Karola z widokiem na Hradczany, w tłumie, wśród japońskich turystów; Różewicz z Eugeniuszem Get-Stankiewiczem w Auli Leopoldyńskiej Uniwersytetu Wrocławskiego podczas uroczystości nadania pisarzowi doktoratu honoris causa Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu czy w trakcie spotkania z załogą (sic!) zakładów Gambit w Lubawce. Poza tym Różewicz w podcieniach domów tkaczy w Chełmsku Śląskim, w opactwie cystersów w Krzeszowie, przy kaplicy św. Anny na zboczu Grabowca, w księgarni w Karpaczu, uchwycony z polsko-rosyjskim wydaniem Na powierzchni poematu i w środku w ręce. Ale nie tylko, bo mamy tu wiele zdjęć zaskakujących: oto stary poeta ciskający śnieżką w stronę fotoreportera lub rzucający piłkę do kosza zawieszonego na ścianie drewnianej chałupy, z siekierą w ręce w drewutni przylegającej do domu Gerharta Hauptmanna „Wiesenstein” w Jagniątkowie. Oczywiście są to zdjęcia inscenizowane.

Różewicz uwielbiał takie inscenizacje. Wiemy to doskonale. Reżyserował wykoncypowane przez siebie sytuacje, a potem pozwalał się fotografować znakomitym reporterom: Adamowi Hawałejowi – jak wynosi śmieci z domu przy ulicy Januszowickiej we Wrocławiu, Bogusławowi Michnikowi – z miotłą w ręce, Jerzemu Olkowi – jak krząta się po przydomowym ogrodzie przy ulicy Promień. Od Zbigniewa Kulika zażądał, aby sfotografował go na łące pełnej krecich kopczyków, żartując, że stoi oto między krakowskimi, a więc słynnymi i legendarnym kopcami: Wandy, Kościuszki i Piłsudskiego. Najlepsze są jednak zdjęcia portretowe: Różewicz w charakterystycznym dla siebie dżinsowym kapelusiku z opuszczonym rondem, rozmawiający przez telefon komórkowy, mrużący oczy, bo oślepiony późnym, popołudniowym jaskrawym światłem, sfotografowany ukradkiem z boku, jak pali papierosa (znałem go przez ćwierć wieku, ale nigdy nie widziałem go z papierosem w dłoni!), łapiący się ze zdziwienia za głowę.

Pod koniec albumu fotokopia rękopisu zatytułowanego Moja ostatnia wola i prośba, opatrzonego datą 5 marca 2003 roku w sprawie pochówku jego prochów na cmentarzu ewangelicko-augsburskim przy kościele Wang i zdjęcie mogiły poety, z cytatem z jego wiersza Kto jest poetą (otwierającego zbiorek Nic w płaszczu Prospera, 1963) wyrytym na nagrobnej tablicy: „poetą jest ten który odchodzi / i ten który odejść nie może”. I jeszcze fotografie przedstawiające poetę odwróconego do obiektywu plecami, odchodzącego leśną drogą, w sobie tylko znanym kierunku, prosto przed siebie.

Zbigniew Kulik: Tadeusz Różewicz w fotografii.
Muzeum Sportu i Turystyki w Karpaczu 2018.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.