03/2021

Michał Trusewicz

Saturn pożera dzieci,
a mężczyźni kobiety

Ludwik Prokopiuk – jeden z bohaterów powieści Zyty Rudzkiej – kocha włoskie ubrania, hotelowe lobby, a przede wszystkim samego siebie. To pediatra, który nie znosi dzieci. To mąż, który zawodowo – niczym uwodzicielski Don Juan – zdradza swoją partnerkę. Kim jeszcze jest Ludwik Prokopiuk? To syn Michała Prokopiuka, wiejskiego lekarza. Zarówno ojciec, jak i potomek kochają kochać. Siebie i kobiety. A właściwie kochają to, co pragną ujrzeć w kobiecie: uległe, spolegliwe ciało, które milcząco będzie znosić upokorzenia. Mężczyźni skazują kobiety na banicję, choć tak naprawdę nie mogą bez nich żyć – są perwersyjnymi narcyzami, którzy odbijają swoje fircykowate oblicza w łzach partnerek. Tkanki miękkie to powieść pełna teatralnej, momentami groteskowej, przesady i grozy. Efektom estetycznej dysocjacji towarzyszy fizyczny wysiłek, który pojawia się w trakcie lektury. Emocjonalna proza, rwana, szarpana, momentami balansująca na granicy komunikatywności to pełne odzwierciedlenie rytmu przekroczenia realności i fikcji, doświadczanego przez męskich bohaterów książki autorki Krótkiej wymiany ognia.

Don Juan – w myśl powieści Zyty Rudzkiej – musi się skoncentrować przede wszystkim na lustrzanej autoprezentacji. Nieustannie tworzy iluzję swego uwodzicielskiego istnienia, wpisując tym samym kobietę w grę wyobrażeń. W patriarchalnym – imaginacyjnym – świecie Don Prokopiuków kobiecość pełni specyficzną funkcję: męski podmiot fantazjuje o nieustannym zdobywaniu, adorowaniu, rozkochiwaniu kobiety nie po to, by spełnić popęd seksualny, lecz by dopełnić logikę erotycznego pragnienia.

Proza Rudzkiej przywołuje psychoanalityczną różnicę między popędem a pragnieniem. Mitologia Don Juana to przede wszystkim epopeja zdobywania i gonitwy za nieosiągalnym – logika pragnienia. Kobieta – w wyobraźni wiecznego uwodziciela – urasta do rangi upragnionego przedmiotu spełnienia. Upragnionego, lecz nieosiągalnego. Młody lekarz, przebierając się za trefnego fircyka, za każdym razem rozpoczyna podróż, której kres wyznacza puste miejsce Penelopy. Upragniona kobieta – przewartościowana przez Don Juana – jest tym, co w psychoanalizie określa się mianem objet petit a. Bo „zdobywana kobiecość” obiektywnie nie istnieje, w istocie to tylko fikcja, która ma uzasadnić narcystyczną ekonomię męskiego libido. Prokopiuk maniakalnie się stroi, zamienia się w Don Juana, by zdobywać i uwodzić, czyli właściwie po to, aby samemu w sobie wzniecić poczucie „zdobycia” kobiety.

Mitologia uwodziciela to jedna z fundamentalnych mitologii męskich podmiotów, którzy w ten sposób przysłaniali narcyzm swojego zachowania. Prokopiuk obsesyjnie zwraca uwagę na swój estetyczny wygląd: „Zapiąłem się wszędzie. Szanuję porządne ubrania. Braku odzieżowej kindersztuby nie można mi zarzucić. Ubieram się smacznie, wykwitnie, nie w modę, co jest przypadkiem ponadczasowej elegancji […]. Wadą hotelu jest mnogość zwierciadeł. W lobby lustra pozostają nad lamperią. Zawsze pamiętam, by tafli okiem nie złapać. I notorycznie to sobie uczynię, by zobaczyć rozklekotanego eleganta w rumieniu okolicznościowym na trzewioczaszce”. A więc elegant-dandys w stanie fizycznego i psychicznego rozkładu. Don Juan, który dusi się pod ciężarem własnego mitu. Prokopiuk, który uleganie fircykowatemu libido zamienił w przykry nawyk. Mężczyzna, który stroi się po to, by pod pretekstem uwodzenia przypodobać się przede wszystkim samemu sobie. Gdzie w tym wszystkim jest kobieta? To niewidzialne tło, które ma jednak zasłonić oczywisty narcyzm mężczyzn, upajających się własną kokieterią i fikcjonalną dominacją. I właśnie na tym polega surowa logika objet petit a – warunkiem podtrzymania męskiego ego jest ciągłe niezaspokojenie, odruchowe uleganie pragnieniu zdobycia „jeszcze więcej”. Warto zwrócić uwagę, że owo niezaspokojenie rymuje się z kodeksem kapitalizmu, który zaszczepia człowiekowi poczucie, że misją ludzkości jest akumulacja kapitału, który jednak opiera się ostatecznemu zdobyciu w taki prosty, konkwistadorski sposób. Dlatego Prokopiuk ubiera się w eleganckie, drogie stroje, by podwyższyć swoją wartość w oczach nieosiągalnej i niewidzialnej kobiety. Przede wszystkim robi to sam dla siebie, by domknąć rytm narcystycznych działań. Nieprzypadkowo w zacytowanym fragmencie pojawia się motyw luster. Rudzka bardzo inteligentnie konstruuje podświadomość Prokopiuka, który opowiadając o swoich strojach uwodziciela, intuicyjnie przywołuje obraz lustra – symbolu, który ma moc demaskacyjną. To właśnie w odbiciu można zauważyć, że wyperfumowane ciało jest pełne rozkładu, a liberalna seksualność jest bardzo restrykcyjna i opresyjna zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn, którzy muszą sprostać pewnym wzorcom, by ocalić własne samozadowolenie i dyskretny urok dominatora.

Tkankach miękkich pozornie sensualna narracja jest przede wszystkim językową grą znaczeń. Kobiecość, choć najczęściej widmowa, nieobecna, jest zarazem żywiołem totalizującym wyobraźnię mężczyzn. Prokopiukowy obraz świata to słownik rzeczywistości widzianej oczami rubasznego patriarchy, który kobietę redukuje do cielesności: „Budynek upodobnił się do kobiety. Chata od ulicy skromna, dupiasta od ogrodu. Co rok, to prorok. Rozmnażała się przez podział, odtylcowe pączkowanie, wykluwały się ślepe wypustki – przybudówka, magazynek, komórka spiżarenka, wiata i pakamerka, składzik, drwalka, kantorek, schowek, kuchnia letnia, kanciapa zimowa – by myszy były na swoim”. Jak widać, świadomość Prokopiuka, cała jego wyobraźnia i zdolność kojarzenia, opiera się na prostym wyparciu: kobiety jako takie nie istnieją, żyją jednak jako poręczne metafory, które można bezkarnie przywłaszczyć – a wręcz zawłaszczyć – wykorzystać do porównania. Realność kobiety to fikcja, jej istnienie to jedynie fantazja, która nawiedza językowy obraz świata: „Ojciec leżał na brzuchu, macał szafę tak, jak się maca kobietę – gorliwie, od spodu”.

Rudzka fascynująco tworzy rzeczywistość, gdzie kobiecość nierozłącznie kojarzy się z brakiem (realnym – brak tutaj realnie istniejących bohaterek, prócz żony starego Prokopiuka, która pojawia się jedynie jako wspomnienie bądź duch) i obfitością (wyobraźniową – kobiety materializują się jedynie w języku porównań i metafor, krzywdzących, represyjnych i niszczących jakąkolwiek więź). Budynek jest kobietą, gdyż kojarzy się z tym, co stereotypowo kobiece: rozmnażaniem, rozrostem, chaotycznym zarastaniem, wypukłością, skromnością. Dlaczego Rudzka tak często demaskuje stereotypy tkwiące w popularnych – rubaszno-represyjnych – konotacjach? Otóż chce pokazać, że „donjuanowy” rozwój męskiego języka (i tak upłciowionego sposobu objaśniania rzeczywistości) ma zabójcze konsekwencje dla kobiet. Dosłownie: zabójcze – kobiety wszak znikają, wymierają ze świata uwodzicieli pogrążonych w kryzysie. Umierają, ale odradzają się w patriarchalnych kalkach słownych, by przedmiotowo tkwić jedynie jako przyrost do neutralnych słów. Tkanki miękkie to poruszająca opowieść o tym, jak kobiety tracą swoją niezależność. Również językową.

W świecie Prokopiuków nawet Regina – kobieta, która uwikłała się w romans ze starym Prokopiukiem – jest całkowicie odpodmiotowiona. Jej pozycja w relacji z mężczyzną została wyznaczona przez męski podmiot – musi być uległa, musi być „panią”, musi zachowywać dystans, musi być skromna, musi czuć radość z bycia zdobywaną w dość prymitywny sposób. Stary doktor uważa, że kobieta właśnie „musi” – nie powinna uciekać od męża, nie może mieć własnego życia, nie sposób pomyśleć, by Reginy po prostu nie było. Regina „musi”, nie „może”: „Po pierwsze. Regina. Nie wiem, kto panią upoważnił, by mnie tytułować po imieniu. Ja też nie pytałem pani, czy może mi pani być Reginą. A nie pytałem nie dlatego, że nieśmiałość czy brak biegłości epistolarnej, bo ciągle to słowo pamiętam, wieśniactwo z urodzenia mnie nie dotyczy”. Regina musi odczuwać traumę wojny: „Od pierwszego listu wiedziałem, że Regina, z ciebie żadna tam kurwa. Myślałem, to istota poszkodowana, szpetna, bo wrażliwa. To kobieta płożąca na terenie działań wojennych. A teraz mi tu ładnie pisze, słowami od piękna. I to rozumiem. Wyszła z wojny, to musi wdepnąć w poezję, bo tyle lat tylko prozą upierdolona”. I to właśnie Prokopiuk najlepiej wie, jak kobieta powinna się zachowywać w rzeczywistości powojennej: „Za głosem idź. Nic się nie bój. Ty po wojnie, z tobą jak dziewiczką trzeba”. W związku z tym Regina istnieje o tyle, o ile zostanie zmaterializowana przez męskie normy, narzucane kobiecie, która może urzeczywistnić się jedynie wtedy, gdy zostanie „dołączona” do dominującego męskiego podmiotu. To Prokopiuk wyznacza granice ekspresji i wyobraźni swojej partnerki, to doktor odgrywa rolę biblijnego patriarchy-pantokratora, który rozkazuje bezwiednym podmiotom podążać za widmowym głosem przewodnika.

Kunszt artystyczny Zyty Rudzkiej objawia się, gdy zauważymy pewną asymetrię rozrysowanych postaci męskich. Młodszy Prokopiuk to oszpecony kryzysem Don Juan, który ulega logice pragnienia i fircykowatości. Starszy Prokopiuk to zniedołężniały Don Juan, który ulega presji popędu. Już wcześniej została zarysowana diametralna różnica między pragnieniem a popędem, warto teraz ją dopełnić i finalnie zinterpretować. Właśnie na tej relacji – ojciec–syn – zasadza się główny wątek prozy Rudzkiej. Opozycja między popędem a pragnieniem to także kontrast dwóch wyobrażonych kobiecości: „Ludwik. Regina to kobieta balsam. Takie są kobiety Wschodu. Gratuluję. Obcowałem jedynie z niewiastami z Dzikiego Zachodu”. Starszy doktor orientalizuje kobiety ze wschodu, młodszy lekarz robi to samo z mieszkankami zachodniej Europy. Pozornie nieistotny fragment jest wskazówką, która każe nam stworzyć dwa ogniska męskiej dominacji: jedno na zachodzie, drugie na wschodzie. Pierwsze z nich wiąże się z kapitalistycznym pożądaniem, gonitwą za niewidzialnym i nieuchwytnym. Drugie z nich to wyrasta z przekonania, że tylko wschodni popęd może utrzymać to, co minione. Właśnie na tym opiera się mechanizm popędu: polega on na utrzymaniu lub przywróceniu tego, co było, ale z różnych przyczyn odeszło. To konserwatywne odtworzenie porządku. W tym konkretnym przypadku chodzi o restaurację rzeczywistości, w której kobiety ulegają, są plastycznie modyfikowalne zgodnie z męskimi fantazjami. Popęd i pragnienie łączy niewidzialność kobiet – realnie one nie istnieją. Proza Rudzkiej to literatura wyrugowanej kobiecości, choć obficie pojawiającej się jako krzywdzący fantazmat w modelach językowego rozumienia świata. Starszy doktor wyraża to wprost: „tylko ona mi się wydarza”. Jak to rozumieć? Historia Prokopiuka, czekającego na powrót zmarłej Reginy, to skondensowany obraz mężczyzn, których rzeczywistość jest wyznaczana przez rytm obecności posłusznych ciał, które można regularnie dyscyplinować, by w ten sposób ocalić własną, podupadającą męskość, rozumianą jako fikcyjny zespół cech dominujących.

To, co się dzieje z wyobraźnią Prokopiuka, podporządkowaną zmiennej kolejności nawiedzeń i opuszczeń, wesel i pogrzebów, życia i śmierci, ma bezpośrednie odbicie w formie narracji Tkanek miękkich. To proza pełna lejów powstałych na skutek emocjonalnych wyładowań w obrębie męskiej psychiki, broniącej się przed własną kruchością i słabością. Ciągłość opowieści jest raz po raz rozpruwana, a czytelnik zostaje wchłonięty przez rozpadlinę, rozpiętą między snem a jawą, przywidzeniem a materialnością wydarzeń, które są relacjonowane przez młodszego i starszego Prokopiuka. Zaburzona chronologia domaga się odtworzenia przez czytelnika, choć absolutnie nie jest to konieczne. Można Tkanki miękkie chłonąć niczym inercyjny impresariat, nielinearne sprawozdanie z pól śmierci. Ale warto powieść Zyty Rudzkiej przeczytać jako kolistą, nawracającą historię o mężczyźnie, który maniakalnie, wręcz sadomasochistycznie chce przywrócić obecność zmarłej żony, która przynosiła wyzwolenie męskim fantazjom na temat fallicznej dominacji. Gdy syn stwierdza, że „coraz mniej ojca w ojcu”, nie ma na myśli tego, że mężczyzna po prostu się postarzał nie do poznania. Może chodzić o to, że młodszy Prokopiuk zaczyna rozumieć, że jego ojciec, nieustannie dryfujący między życiem a snem, tak naprawdę odrealnia się, zamienia się w materialną powłokę, której prawdziwa świadomość jest przy zmarłej Reginie. Być może ta sadomasochistyczna postawa ma w sobie coś z perwersyjnego uczucia miłości, bardziej prawdopodobne jest jednak to, że stary Prokopiuk, niegdyś dominator i kapłan patriarchalizmu, wreszcie sam ulega kobiecie, a właściwie to staje się uległy wobec śmierci. Czym jest wspominanie zmarłej, jeśli nie powolnym osuwaniem się w przepaść nieistnienia? Być może właśnie tak – dość finezyjnie – Rudzka chciała zapowiedzieć kres męskiej dominacji, ulegającej słabościom – popęd śmierci zmusza do nieistnienia kobiet, jednak mężczyźni na końcu sami przekraczają granicę realności. Męska przewaga jest zatem ponurą baśnią: „Męskie Szeherezady, odurzone własnymi bajdami” – co prawda, patriarchat opiera się na fikcyjnych teorematach, lecz przynosi bardzo bolesne, do bólu prawdziwe skutki: opresję kobiet, małżeńskie zniewolenie, upokorzenie w chorobie.

Na osobną uwagę zasługuje opis pogrzebu i stypy – tragikomicznego spektaklu: „To nie był pośledni funeralny lament. To była operetka”, „W ojcu zobaczyłem aktorzynę, który dorabiał do emerytury recytacją funeralną. Tego dnia debiutował wdowcem, urodził się do tej roli. Wszystko sprzyjało, sceneria – wiejski cmentarz, wioski wystrojone przyszły zobaczyć, jak doktor oddaje żonę ziemi”. Rudzka koncentruje się na opisach ceremonii, gdyż właśnie wtedy dokonują się zaślubiny kobiety ze Wschodu z polską, wiejską ziemią. Nie dość, że realność Reginy, pochodzącej przecież z Ukrainy (co jest znamienne), została usunięta, to na dodatek – już pośmiertnie – kobieta zostaje pochowana na polskiej ziemi, ziemi patriarchów-kolonizatorów, którzy anektują symboliczne ciało. Popęd Prokopiuka ma tło nie tylko erotyczno-małżeńskie, ale również kolonialne. Jego zachowanie ma na celu utrzymanie w ryzach inności „kobiety ze Wschodu”. Czy w oczach zwykłego Polaka Ukraina ma być Reginą – uległym, plastycznym ciałem, któremu można wmówić traumę, dziewiczość i sentymentalizm? Rudzka bezkompromisowo demaskuje przemoc wpisaną w romantyczne powidoki relacji Polska–Wschód: „Regino, przeszłaś wojnę ojczyźnianą, z której wyfrunęłaś do Polski gołębiem pokoju. Przyfrunęłaś do mnie ze Wschodu. Nie spodziewałem się tego słońca dla siebie na wschodzie, gdyż moje życie zbliżało się ku zachodowi. Regina była piękna jak bogata dziwka!”. Nową powieść Rudzkiej można czytać również jako krytykę polskiego kolonializmu, który nadawał rytm ukraińsko-polskim relacjom na tle społeczno-politycznym. Stary Prokopiuk zachowuje się tak, jakby jego postać miała być celowym nawiązaniem do stereotypu polskiego magnata, który popędową rozkosz koncentruje na wschodnich latyfundiach, upatrując tam źródła ekonomicznego i politycznego zysku, inkasowanego kosztem przemocowych stosunków z tamtejszą ludnością.

Tkanki miękkie to wielowątkowa powieść o kobietach i mężczyznach, z tą różnicą, że ci drudzy dążą do wyeliminowania tego, co nie mieści się w granicach fantazyjnego męskiego intelektu: natury, ciała, wrażeń. Dlatego Prokopiukowie nie radzą sobie ze starością, nie potrafią sprostać cierpieniu, jakie budzi się, gdy spojrzą w lustra. Zobaczą wtedy gnijące truchło, resztką sił trzymające tekturowe berło władzy nad kobietą, która ostatecznie zmusza mężczyzn do uznania własnej słabości i kompromitacji.

Zyta Rudzka: Tkanki miękkie.
Wydawnictwo W.A.B.,
Warszawa 2020, s. 288.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2021 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.