11/2018

Miłosz Waligórski

Słowacja

[Iná príroda]
W Bańskiej Bystrzycy pada deszcz. Z gór schodzi woda, a razem z nią drzewa – przyroda zabiega drogę osiedlu. Żelazobeton chowa się w wieżowcach, zespoły leśne obejmują sukcesję po człowieku. Bełkotliwa jak Hron u swoich źródeł pogwarka biologii i techniki przybiera na sile. Niech pada, niech piach zmienia się w glinę. Będzie z czego rzeźbić. Prochy zapomnianych przodków proszą, żeby ulepić z nich figury wielkości człowieka i ustawić je na sobie. Nowo powstała kolumna sięgnie poddasza świata. Jej serce zabije przeduchowioną grudką o kształcie kulki. Globus zastąpi Słońce, które samo wyprawi sobie pogrzeb. W ten sposób stanie się zadość teorii Leonarda ze Wzdowa vel Adama Ostaszewskiego (1860–1934), pioniera polskiej awiacji, wynalazcy odrzutowego silnika wybuchowego, latających pionowzlotów „Stibor 1” i „Stibor 2” oraz konstruktora mechanicznego modelu sfer świata, o którym Tadeusz Boy-Żeleński pisał: „[…] całe życie pracował nad teorią, że słońce znajduje się w środku ziemi, to zaś, co widzimy na niebie, jest tylko jego refleksem”.


[Stotožnenie]
Jeśli więc końcowi świata sekundują dwa Słońca – na co dowodów dostarcza choćby Zagłada Piotra Szewca – czemu sekundują dwa globy? Jeden z nich nosi mnie, znosi i utrzymuje od trzydziestu siedmiu lat, drugi to część Univerzum, instalacji wykonanej na moim osiedlu przez Michala Kerna (1938–1994) w 1976 roku, a zatem w czasach, kiedy zwierzęta i ludzie, chcąc złapać Boga za nogi, ruszali na podbój otwartej przestrzeni. Teraz oba te globy są świadkami glątwy, w którą po hucznym pożegnaniu z uniwersytetem osunęło się moje niemyte ciało. Stan ów, naukowo zwany w Polsce kociokwikiem, w Słowacji znany jest pod nazwą opica, czyli małpa. Jednak wbrew obietnicy międzygatunkowej więzi, jaką daje to określenie, człowiek z małpą istnieje bez nadwyżki życia. Z nią każda rzecz staje się równa sobie, jedyna w swoim rodzaju i bez porównania. Opicie sprawia bowiem, że wszystko dzieje się pierwszy raz i raz na zawsze.


[Keď naolejujem lampu, nenaolejujem linoleum]
W takich okolicznościach zamiast wychylić coś na wskrzeszenie, wychodzę na balkon i wychylam się przez balustradę, lecz nie tak mocno, żeby wypaść – nie wypada! – ale żeby się rozejrzeć. W dole po prawej na spsiałym gazoniku między parkingiem a placem zabaw wśród garstki osik stoi rzeźba: trójnóg z betonu dźwiga dwie pomalowane na żółto i pomarańczowo skrzyżowane obrotowe tarcze, w środku których kręci się – powinien się kręcić, tymczasem skrzypi na wietrze – stalowy globus w kształcie „wielobocznej kuli” (tych, co myślą, że to niemożliwe, odsyłam do powieści Dom pełen drzwi Briana Lumleya, której polski, anonimowy niestety, przekład to dzieło na miarę Ig Nobla w dziedzinie ekonomii językowej). W sierpniu 2017 roku rzeźbę odmalowano, a więc innymi słowy – w myśl komunałów naszej epoki – poddano rewitalizacji. Szkoda tylko, że jej nie naoliwiono. To dlatego wciąż słyszę, jak zgrzytają zawiasy i piszczą łożyska kosmosu, a w głowie łoskocze mi pociąg do galaktyk.


[Univerzum]
No właśnie, kosmos, galaktyka. Univerzum. Nawet średnio oczytany meliorant polskich poboczy Drogi Mlecznej skojarzy je z dziełem urodzonego w Prawdzie na Lubelszczyźnie (dzisiaj to Stara Prawda – sic!) Jana Hempla (1877–1937), mistyka-anarchokomunisty i anarchosyndykalisty w jednym, który za fundament wszechświata uznał Przyrodę, matkę Człowieka będącego „przejściem do wyższego bytowania sposobu, mostem wiodącym w nadziemskość. […] [Ów Człowiek] czuje, że Ziemia mu wystarczyć nie może i wyciąga ręce w nadświaty, w krainę Wolnych Duchów, w świat przyszły”. Jego cielesna myśl – dodajmy – wzbija się strzeliście w górę, zacierając opozycję między duchem a materią, naturą martwą a żywą, betonem, bituminem i florą. Bo roślinność, wyposażona w wolę, istnieje tu na tych samych prawach, co ludzie i zwierzęta. Podobnie w Bańskiej Bystrzycy na osiedlu Sásová – skupione wokół rzeźby topole osiki (Populus tremula) gałęzistymi gestami zapraszają przechodniów do innego spojrzenia. Kiwają na nich jak starzy znajomi przy pustym stoliku w dawno nieodwiedzanej kawiarni.


[Geocentrizmus]
Ktoś – kobieta – podchodzi bliżej, wchodzi w krąg tych zodiakalnych drzew. Dźwigający tarcze i kulę trójnóg, który przed nią wyrasta, pozbawiony jest tabliczki. Skąd więc miałaby wiedzieć, że to praca guru słowackich landartowców, czołowego przedstawiciela konceptualizmu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku, który przyrodę uważał za adwokatkę idei antropocentryzmu (to stąd globus zamiast Słońca w centrum kompozycji), a współpracując z nią, cały czas szukał jej aprobaty. Światło, wiatr, śnieg, ale też metal, żelazo, szkło, piasek i żwir to były jego media mówiące. Kern większość życia spędził w osadzie Močiare opodal Doliny Demianowskiej w Niżnych Tatrach, lecz mimo izolacji utrzymywał bliskie kontakty ze sceną bratysławską (Tomáš Štrauss, Rudolf Sikora, Petr Bartoš, Juraj Meliš, Dezider Tóth) i – co może ważniejsze dla tej opowieści – moskiewską (Francisco Infante-Arana). Bo Univer­zum można traktować też jako pomnik ku czci astronautyki. Nie zapominajmy przecież, od kogo uczyli się jej Słowacy, a właściwie tylko jeden z nich, pierwszy i jak dotąd ostatni Słowak w przestrzeni kosmicznej: płk Ivan Bella (ur. 1964), który w 1999 roku uczestniczył w misji Sojusz TM-29 na stację orbitalną Mir. Dwa lata później zaś na jego cześć miano Ivanbella nadano nowo odkrytej planetoidzie 22901.


[Kvapky rosy]
Co w 2018 roku zostało ze snów tych wszystkich towarzyszy nieważkości? Obok mojego bloku jest sklep spożywczy Coop Jednota. Jogurty ze Zvolena mają tam tańsze niż w pobliskim Lidlu. Tyle zostało. Teraz to się liczy. I jeszcze, że w tak zwanym – bo tu wszystko jest tak zwane – międzyczasie wytrzeźwiałem, uświadomiwszy sobie jedno: w stanie, kiedy znów można porównywać rzeczy, głos wewnętrzny przestaje różnić się od milczenia. Dlatego po cichu wziąłem do ręki dziennik Michala Kerna i na chybił trafił kciukiem wyznaczyłem fragment: „Dotknij palcem kropli rosy i zespól się z cudem w najczystszej postaci. Nie chodzi mi jednak o kontakt «naukowy» czy o samo zjawisko, lecz o instrukcję, wskazówkę, jak doznać cudu, który i mnie przypadł w udziale […]. Milionom ludzi chciałbym powierzyć zadanie: dotknijcie rosy! To pozwala wejść w symbiozę z prawami natury”.
Michal Kern: Nová krajina. Jedno z miest na glóbuse, 1975;
Slovenská národna galéria
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.