10/2018

Piotr Kępiński

Strategie pozornych przewrotności

Tadeusz Różewicz ma sto twarzy i jedną (prawie) niezmienną poetykę. „Twarze” spędzają sen z powiek krytykom i badaczom, albowiem są niestałe i wzajemnie się wykluczające. Z poetyką problemów jest jakby mniej, gdyż jej dryf jest spokojniejszy, a lekkie falowania na przestrzeni dekad łatwiejsze do wytłumaczenia i zdefiniowania.

Zamknięty w sobie? Na pewno tak. Autor, który „zburzył” język, bo nie widział przyszłości dla poezji? Truizm. Poeta, który nie cierpiał konkurencji i odradzał pisanie młodym twórcom? Coś jest na rzeczy.

Dobijamy się do Różewicza i opukujemy go z różnych stron od lat. Każdy na swój sposób. Znajdujemy miejsca wspólne, z poezji wywodzimy teatr, z teatru poezję. Nie jesteśmy w kropce, ale zawsze na początku. Bo Różewicz to świat poezji niemożliwej do ostatecznego zdefiniowania przez krytyków również dlatego, że sam autor był krytykiem nie tyle swoich wierszy, ile poezji w ogóle.

Samoświadomość autora Niepokoju może stać zatem w sprzeczności ze świadomością badacza, który wkraczając w świat tej pokruszonej poezji, z trudem „dobija się” do jej sedna, będąc zwodzonym przez różne tropy i sidła, które poeta zastawia lub zostawia.

Nawet inny poeta może mieć problem. Jak Czesław Miłosz, który dowodził w swojej książce The History of Polish Literature, że Różewicz jest poetą chaosu marzącym o ładzie. Różewicz kręcił na to nosem, podobnie zresztą jak i na inne kwestie. Nie mógł się nadziwić, na przykład, że nikt nie dostrzegł tego, że Kartoteka to wiersz rozpisany na głosy, że przewidział globalizację, że przed Fukuyamą był Norwid etc.

A teraz na dodatek mamy już do czynienia nie tylko z samym Tadeuszem Różewiczem czy T.R. – po latach nicowania zaczynamy obcować z TR – z sygnaturą poety. Za kilka dekad powstanie z tego zbiór wszystkich przeszłych, obecnych i przyszłych TR-ów.

To oczywiście pomysł Jacka Łukasiewicza z jego znakomitej książki zatytułowanej TR właśnie. Idea, żeby opisać twórczość Różewicza, posługując się formułą alter ego poety, jest trafiona w dziesiątkę. Łukasiewicz jako jeden z nielicznych „wyczuł”, po latach, to, o co chodziło w twórczości Różewicza.

Janusz Drzewucki, który napisał świetne Lekcje u Różewicza poszedł tropem bardziej osobistym. Napisał, z jednej strony, książkę o swojej znajomości z poetą (znakomite opisy spotkań, zachowań i zwyczajów autora Białego małżeństwa), z drugiej zaś postarał się Różewicza zdiagnozować, zbierając doświadczenia krytyczne zarówno swoje, jak i innych krytyków, wśród których nie mogło zabraknąć i Łukasiewicza.

Ta „diagnostyczna piramida”: piszący Różewicz, o Różewiczu piszący krytycy i krytycy piszący o tych, którzy o Różewiczu pisali, musi budzić lekki niepokój, bo co z tego wyjdzie? Zamiast portretu karykatura? Niekoniecznie.

Sukces takich książek, jak wiadomo, zależy od zaangażowania, wiedzy i wrażliwości. A tego wszystkiego u Drzewuckiego nie brakuje. Zatem i jego książka jest doskonałym prywatno-krytycznym podsumowaniem albo raczej próbą sumowania Różewicza metodą samego Różewicza.

Drzewucki sam przecież przyznaje, że poezji, krytyki, czytania wierszy uczył się na autorze Kartoteki właśnie. I szybko stało się dla niego jasne, że najlepszym znawcą Różewicza jest sam Różewicz, którego postawa teoretyczna wydaje się bliska pozycji, jaką w teatrze zajmował Tadeusz Kantor, który podobnie jak Różewicz uczestniczył w swoim dziele.

Różewicz według Drzewuckiego jest nie tylko poetą, prozaikiem i dramatopisarzem. On jest przede wszystkim reżyserem swoich dzieł, siebie samego i ludzi wokół niego występujących.

Różewicz, kiedy pozuje do zdjęcia (a autorów fotografii dokładnie instruował, jak ma zostać wykonane ujęcie, z jakiej odległości, czego sobie nie życzy – poeta regulował nawet liczbę spustów migawki), pisze o sobie wiersz. Szczegółowa instrukcja to redakcja.

Drzewucki w Lekcjach… kilkakrotnie wspomina swoje fotograficzne przygody. Scenariusz zawsze był podobny. Krytyk wyciąga aparat, poeta marudzi, czasami powie: panie Januszu, a mnie się wydawało, że my się przyjaźnimy… Krytyk chowa aparat. Innym razem krytyk robi zdjęcia nie po myśli poety, nastawia obiektyw na jego twarz. Poeta zasłania się ręką. Wychodzi znakomite zdjęcie. Różewicz jest tego świadom.

W tym zdjęciu (zamieszczonym też na okładce książki) kryje się wszystko, co jest w twórczości poety. Pozorna obojętność, niechęć do zaistnienia, a jednocześnie przewrotność, próżność, oddalenie, dystans, metafora.

Różewicz potrafi uwodzić, co Drzewucki w swojej książce pokazuje dobitnie. Znamienna jest jego relacja z promocji Utworów zebranych poety w roku 2003. Kiedy autor Lekcji… zaczął swoje przemówienie od słów: „żyje na uboczu. Nie zależy mu na rozgłosie ani na nagrodach”, Różewicz przerwał: „jak nie zależy, przecież zależy”.

Strategia pozornej przewrotności wpisana jest zarówno w twórczość Różewicza, jak i w jego życie, co w zasadzie wychodzi na jedno. Świadom swojej niepowtarzalności, nie był w stanie zaakceptować poetów piszących w jego epoce. Wyłapywał podobieństwa, pastwił się nad młodszymi, pouczał, odrzucał, a jednocześnie zaskakiwał skojarzeniami i upodobaniami. Kiedy krytyka literacka (w swej istotnej części) zachwycona była kontynuatorami Andrzeja Sosnowskiego, on przyznał „Małe Berło” Fundacji Kultury Polskiej Tadeuszowi Dąbrowskiemu, którego poezja, nawiązując do Różewiczowskiej frazy, wyraźnie przecież dystansuje się od przesłania. Kiedy wszyscy byli odwróceni od Przybosia i Staffa, ten o nich przypominał.

Widział doskonale tych, którzy zamykali pewną epokę w poezji, jak i tych, którzy kontynuowali jego zamierzenia. Był z boku, ale chciał być w centrum, mylił tropy, nie chcąc oddawać władzy nad sobą krytykom i akademikom, wśród których byli zawsze tacy, których admirował (jak chociażby Jacka Łukasiewicza czy Edwarda Balcerzana).

Nade wszystko cenił sobie wstrzemięźliwość. W jednej ze „scen”, którą Drzewucki opisuje w swojej książce, Różewicz prosi go o kupno piwa i przywiezienie do Obór, gdzie pisał i odpoczywał. Drzewucki kupił dwa, za co z lekka oberwał. Jedno znaczy jedno.

Kiedy Drzewucki prosi autora Niepokoju, żeby podesłał redakcji „Twórczości” wiersze, ten odpowiada wierszem, że sam czeka na swoje wiersze, jak Janusz Drzewucki czeka na swoje. Ta ostatnia historia opisana w rozdziale Wiersz na cztery ręce jest w istocie świetnym opowiadaniem i więcej mówi o Różewiczu niż tomy akademickich sprawozdań.

Janusz mówi
że czeka
na mój wiersz
nowy wiersz
oczywiście on czeka na swój wiersz
ja mówię
że też czekam

Pamiętam, jakby to było wczoraj: 27 kwietnia 2012 roku, podczas cotygodniowej rozmowy telefonicznej, znów zagadnąłem Mistrza Tadeusza o nowe wiersze. I znów się żachnął, że wszystko, co pisze, raczej nie do druku, poza tym: to, co miał do napisania, już napisał, można to znaleźć w jego książkach, nie ma obowiązku pisania nowych utworów, zresztą pisanie wcale nie jest ważniejsze od niepisania, niewykluczone nawet, że niepisanie to dla poety stan uprzywilejowany. […] nie bez przekory skonstatował, że pisanie wierszy to żadna sztuka, chce pan wiersz, proszę bardzo. I w tym momencie pan Tadeusz zaimprowizował.


Drzewucki telefoniczny wiersz spisał, podzielił na wersy, wysłał Różewiczowi. Po jakimś czasie dostał wersję zredagowaną. Wszystkie dopiski, na przekór własnej poetyce, Różewicz uczynił dłuższe, jakby specjalnie miały nie pasować do jego własnego stylu. Wiersz, który miał być tylko żartem, zmienił się w jednej chwili w ciekawą diagnozę dotyczącą nie tylko pisania poezji, ale i czekania na wiersz.

Po raz kolejny Różewicz „skreślił” siebie wczorajszego. Po raz kolejny uczynił to z gorzkim humorem, który, w tym przypadku, był (moim zdaniem) o niebo lepszy niż całe Uśmiechy.

Po raz kolejny pokazał swoją inną twarz, która w istocie była taka sama, gdyby nie tych kilka słów, które mają znaczenie. Drzewucki, pisząc swoją książkę, doskonale te słowa wyłapał. Fantastycznie je wyczuł. Chwycił je w locie i na dodatek opisał. Można nawet powiedzieć, że je też sfotografował. Taka sztuka rzadko komu się udaje.

Janusz Drzewucki: Lekcje u Różewicza.
Wydawnictwo Warstwy,
Wrocław 2018, s. 372.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.