05/2019

Anna Puzio

Suma chwil

Książka Rysa. Wątki nosi wszelkie znamiona autobiografii, napisanej jednak w sposób nieoczywisty i wielowarstwowy. Konstrukcję książki tworzą, znane jako odmiany literacko-gatunkowe autobiografii: forma ciągłej narracji, dziennik intymny, listy, e-maile, także pojedyncze pocztówki, esej i gawęda wspomnieniowa. Zawarte są w niej także komentowane przez autorkę fragmenty dokumentów, wiersze, co pozwala wysunąć wniosek, iż czytelnik ma do czynienia z dziełem synkretycznym. Rysa wyrasta zatem z literatury dokumentu osobistego, utożsamianej w literaturoznawstwie z autobiografią. Tym, co jednak wyróżnia Rysę spośród zawierających wymienione cechy tekstów, jest powołanie do życia (literackiego) postaci fikcyjnych, przy czym granice pomiędzy realnością a fikcją, poprzez wzajemne przenikanie, konsekwentnie są zamazywane. Co więcej, losy przytoczonych bohaterów przypominają życie samej autorki czy zdają się być z niego wywiedzione. Fikcja tym samym staje się niejako przestrzenią, w której wyraża się jakaś prawda o przeżyciach twórczyni tekstu.

Cybulska realizuje węzłowe dla autobiografii postawy: postawę świadectwa i wyznania. Asumptem do opisu świata zewnętrznego, a zatem poznanych ludzi, zdarzeń z nimi związanych, realiów, stały się losowo wybrane i przywołane listy, jak również pocztówki, dokumenty, a nawet otrzymane wiersze. Uwaga narratora-świadka jest nakierowana na otaczający świat, lecz nie bez intencji zaprezentowania także siebie. Przeważają rozliczne wypowiedzi autorki, dopowiedzenia z perspektywy czasu – formy niezbędne do zbudowania świadectwa, pojawiające się w pamiętniku i wspomnieniach. Ciekawie i nietuzinkowo realizowana jest postawa wyznania, gdyż jej sens wybrzmiewa dzięki wykreowanej rzeczywistości. Dzielona emocjonalność, zdarzenia, charakter bohaterów i autorki stają się pomostem do ujawnienia sfery przeżyć wewnętrznych „ja”. Kreacja stanowi tło dla jego autorefleksji, doznań, rozmyślań. Introspekcja jako domena dziennika intymnego staje się polem do trudnej i nierzadko zaskakującej pracy nad samopoznaniem.

„Zamiast układać, przekładać, segregować, selekcjonować, a nawet digitalizować, stwierdziłam, że najlepiej będzie chwycić się czegoś, co pierwsze wypadnie z szuflady, czyli zdać się na los” – pisze Maja Elżbieta Cybulska w pierwszej części swej książki, jednej z trzech, w których fragmenty listów, otrzymanych i napisanych, mieszają się ze wspomnieniami, fragmentami dokumentów, poezją, opowieściami, tymi zasłyszanymi i tymi wymyślonymi. Spośród głosów przyjaciół, napotkanych ludzi, strzępów rozmów (nie)istniejących bohaterów przebija się głos samej autorki, która świadomie poddaje się chaosowi napływających myśli. Wraz z lekturą można nabrać jednak przekonania, że nie tyle los według sobie tylko znanych reguł dokonuje wyboru, ile intuicja autorki zabiera ją do tego, „co w środku siedzi”. W ostatniej części zatytułowanej Ciemno dokonuje próby zmierzenia się czy raczej zebrania (lecz nie poukładania i uzupełnienia – ponieważ to już niemożliwe) nielicznych informacji na temat dziejów jej biologicznej rodziny, które dla tożsamości Cybulskiej jawią się jako „pęknięcie”, w innym miejscu „jama”, przez którą chce przerzucić „solidną kładkę albo nawet most”.

Chaos, ArkadiaCiemno to tytuły poszczególnych części książki, także swoiste etapy, jakie przechodzi autorka, porządkując własne myśli na drodze poszukiwania prawdy o sobie, swoich najbliższych. Etapy, które rodzą się niejako samoistnie, zgodnie z obraną (czy może raczej odkrytą, uświadomioną) drogą postępowania: „Chaos. Od tego zaczynam. A chaos bierze się z życia, z którym moje relacje są dość nieuporządkowane”. Pierwszą próbą zmierzenia się i uporządkowania było przekazanie większości bogatej korespondencji Archiwum Biblioteki Polskiej w Londynie. Szuflady zapełnione kolejnymi listami nie dają spokoju – autorka zanurza się w meandrach chwil, momentów, wspomnień. Ważną treścią książki, niezależnie od danej jej części, są komentarze Cybulskiej, która rewiduje i dopowiada wnioski. Opowiada opowiedziane. Ujawniona w książce linia życia autorki zostaje wiedziona konsekwentnie od życia zawodowego, pracy jako eseistki, badaczki, wykładowcy literatury polskiej na Polskim Uniwersytecie na Obczyźnie, związanej z Biblioteką Polską w Londynie, aż po wątki związane z jej trudnym dzieciństwem, spędzonym w licznych domach dziecka, sierocińcach, u rodzin zastępczych. Była dzieckiem zamkniętym w sobie, niekomunikatywnym i niechcianym, które jednak znalazło dom i urodziło się na nowo („zapoczątkowałam siebie”) w rękach Anny i Pawła Cybulskich. Życie dane przez przybranych rodziców, pełne trosk (nierzadko z jej winy), ale też niewymownego szczęścia, owocującego ciekawością świata, Cybulska nazywa długiem, którego „skromniutkie słowo wdzięczność” nie może spłacić.

Ale po kolei czy raczej, według zaleceń samej autorki, nie od początku, lecz od środka: „Moja ręka / Los / Wypada list…”. Nadawcami pierwszych cytowanych listów były osoby związane z jej pracą jako badaczki literatury, komentujące jej dotychczasowe opracowania, eseje, służące radą, nie stroniące od zarówno ciepłych, jak i krytycznych słów, ale też proszące o wskazówki i dopowiedzenia. Podział jednak na korespondentów związanych z życiem zawodowym i prywatnym szybko się rozmywa, gdyż w większości przypadków byli to także wieloletni przyjaciele Cybulskiej, zaangażowani w jej długoletnią pracę literacką. „Zdanie się na los”, „sięganie do szuflady” uruchamia lawinę wspomnień, niemożliwe staje się też nieodniesienie się do nich z perspektywy czasu – temu w końcu ma służyć ujawnianie, cytowanie. Bohaterami pierwszej części książki Cybulskiej stają się zatem nie tylko jej szanowani korespondenci, przyjaciele, ale w równym stopniu także cenieni przez nią artyści (przede wszystkim pisarze, których twórczości i życiu poświęciła życie naukowe), by wymienić nazwiska tych, których niejednokrotnie wspomina: Maria Danilewicz-Zielińska, Wacław Iwaniuk, Stefania Zahorska, Anna Nasiłowska, Stanisław Frenkiel, Marian Pankowski, Stanisław Gliwa, Zbigniew Rutkowski, Ryszard Demel (Riccardo), Halina Melnyk-Kałużyńska, Lydia Palij, Sławka Wazacz, Kazio Siemianowicz, Jolanta Pałkowa, Paweł Zawadzki, Patrick Finn.

ChaosCiemno dzieli Arkadia – jednostronicowa część Rysy, w której „jesteśmy na statku”. Jawi się ona jako drobny objętościowo, lecz nasycony treścią zwrot powodowany myślą, iż „dochodzę do wniosku, że nie szukam tam, gdzie powinnam”. Arkadia jest znanym symbolem fikcyjnej krainy wiecznej szczęśliwości, beztroski. U Cybulskiej stanowi rodzaj pomostu, zapowiedź kreacji, opowieści, lecz niepozbawionej autobiograficznych wątków i tropów. Jest zetknięciem wyobrażonego z uświadomionym i wyczuwanym. Jest także rodzajem podróży w głąb, do początków swego świadomego istnienia, do dzieciństwa i jeszcze głębiej – do pamięci (lecz nie własnej, a wywiedzionej z poszlak i głosów innych ludzi) o swoim pochodzeniu i życiu nieżyjących i nigdy niepoznanych rodziców. Fikcja staje się polem do rozmów ze sobą, próbą obiektywizacji, a może próbą zapełnienia luki w życiorysie.

Ciemno, ostatni, decydujący rozdział książki buduje narracja, która łączy autobiograficzne wątki z życia Cybulskiej i jej męża oraz rzeczywistość wykreowaną, bohaterami której są Jadwiga, Mateusz, a przede wszystkim Zofia (narrator fikcyjnej opowieści) i Teresa – najważniejsze jej komponenty. Stapianie fikcji z oddzielonymi graficznie wypowiedziami autorki pokazuje, iż istnieje jedna osoba mówiąca w tekście – Cybulska. Identyfikowanie narratora (czyli Zofii) wypowiadającego się w pierwszej osobie liczby pojedynczej na temat losów rodziny Jadwigi i Mateusza z autorką Rysy nie jest tak jednoznaczne i oczywiste. Głównymi bohaterkami opowiadania są dwie siostry: Teresa i młodsza od niej o dwa lata Zofia. Obie są córkami Jadwigi i Mateusza, jednak Teresa (żydowskie, lecz ochrzczone dziecko) została adop­towana. Autorka oddaje swój głos Zofii, którą łączy szczególna więź z Teresą. Tym samym autorka uposaża obie bohaterki we własne cechy charakteru i doświadczenia (wywiedzione głównie z dzieciństwa), by połączyć ich głosy ze swoim w jedno. Wydarzenia przeżywane przez fikcyjne siostry i znaczące dla nich elementy są wprost przeniesione z życiorysu Cybulskiej, na przykład zbieranie kamieni na Anhalter Bahnhof w Berlinie przez Patricka, męża autorki, następnie wrzucanie ich do wody i jednoczesne wypowiadanie imion zabitych. Podobnie czyni Zofia, biorąc kamienie do ręki i mówiąc: „Pamięci twojej Matki, Teresko. Pamięci twego Ojca, Teresko”. Zachowanie Teresy, żydowskiego dziecka, dyktuje dojmujące pragnienie poznania choćby śladów obecności swoich rodziców, ból utraty, niemożność spotkania, ale też chęć upamiętnienia ich. Dziewczynka wiedziona przekonaniem, że „oni by mnie poznali”, pisze wiersze NieobecniUmarli (do których autorstwa przyznaje się Cybulska, kreśląc ostatnie zdania książki), w których zaświadcza o obecności umarłych wśród żywych, wyrazem której jest pamięć o nich (pamięć żywa, gdyż „umarli wchodzą w nasze ciała”). Decyduje się na nocne wędrówki po mieście – obiera za cel miejsca, z których odjeżdżały transporty z ludźmi skazanymi na śmierć. Zofia zaczyna stopniowo towarzyszyć siostrze w jej wysiłkach i zgłębiać jej emocje. Wtedy do głosu dochodzi sama Cybulska, pełna obaw i wątpliwość. Poszukiwania jakichkolwiek tropów nazywa naruszeniem tematu tabu. Jej dystans potęguje się w zetknięciu z przeszłością, z której czuje się wyrzucona. Pyta samą siebie, czy naprawdę jest gotowa przejść ów „nieprzekraczalny próg oddzielający twoje niezasłużone ocalenie od ich niepojętej eliminacji”.

Poprzez rozmowy Zofii z Teresą, wspólne przygody i wzajemne przeżycia, narrator-Cybulska staje twarzą z twarz z nieodkrytą i nieznaną w pełni tożsamością. Fikcja może być potraktowana jako ucieczka od tego, co niejasne i niejednokrotnie bolesne, lecz w głównej mierze jawi się jako bezpieczna przystań, w której możliwe jest spotkanie się z trudną prawdą o sobie. Nie jest to jednak możliwe bez poznania losów Benjamina Cyderowicza z Lidy i Gieni Kremer z Wilna, biologicznych rodziców Mai Elżbiety Cybulskiej. Dystans trzecioosobowej narracji i posługiwanie się fikcyjnymi imionami wynika z potrzeby scalenia i sformułowania prawdy niejako poza sobą, zabieg ten służy także obiektywizacji doświadczeń.

Pozornie chaotyczne przeplatanie się czasu teraźniejszego, przeszłego i rzeczywistości fikcyjnej układa się centrycznie wokół najważniejszego wątku – jądrem wypowiedzi jest pytanie o to, kim jestem i kim byli ci najbliżsi, których już nie ma. „Muszę się z tą ciemnością zmierzyć”, decyduje się autorka. Mroki niewiedzy rozświetlają przyjaciele, kuzynki: Ewa, Helena Terris, Abo Lande, Regina Dreyer-Sfard, pomocne staje się też studiowanie mapy topograficznej Lidy Edwarda Rodziewicza, uważne czytanie skromnych dokumentów. Fragmenty listów, plotek, zasłyszanych historii służą odtworzeniu czasu sprzed momentu tragicznej śmierci, kiedy Benjamin Cyderowicz, członek Judenratu, został zamordowany przez Niemców (sprowokowanych jednak przez pobratymców Cyderowicza), a Gienia Kremer trochę później wywieziona. Zasadniczą cechą konstrukcji książki zdaje się przekonanie, iż w każdej chwili może ona ulec zmianie, przeobrażeniom, których wynikiem będzie dodatkowy trop, niejasny dotychczas ślad. Operowanie odseparowanymi wypowiedziami oraz wymiennymi czasami, budującymi realność i fikcję, tworzy koncepcję „konstelacji”. Stanowią zatem zbiór wypowiedzi zgromadzonych wokół określonego tematu, który – żeby się rozwijać – wymaga powrotów i repetycji.

W książce Rysa. Wątki autorka niejako podkreśla niezależny i osobny sens pisania. Pojedyncze listy, otrzymane i napisane do wielu przyjaciół, fragmenty przemyśleń, ale też zmyśleń Cybulskiej cechuje fragmentaryczność; przywodzą na myśl „ślady” wydobyte z całości, z bogatej korespondencji, z gotowego tekstu, ale przede wszystkim z przeszłości – z własnej biografii. Owa fragmentaryczna forma buduje koncepcję czasu, ideę „momentów” (bliska filozofii trwania Marcela Prousta, dotyczącej czasu wyznaczającego rytm wewnętrznego trwania człowieka).

Autorka tym samym posługuje się metodą efektywnego mieszania owych momentów, wprowadzenia ich w inny układ, która ma na celu ujawnienie nie tyle czasu ich występowania, ile treści, jakie ze sobą noszą. W ten sposób wyraziście uwidacznia się pokawałkowana egzystencja, która jako droga twórczego postępowania została opisana przez Fryderyka Nietzschego w geście odrzucenia całości i jedności. Roland Barthes, przypominając o metodzie Nietzschego, podkreśla jej obecność także w manifestacjach dwudziestowiecznej sztuki (na przykład u Johna Cage’a), skupionych na kreacji zmierzającej do bezkształtnej całości. Cybulska w swej książce zdaje się posługiwać tak zwanymi „systemami chwil” (określenie Bachelarda), które „nie tylko po sobie następują, ale też wzajemnie sobie odpowiadają”. („Tym bowiem, co dezorganizuje zasada rozchwiania, nie jest poznawalność Czasu, lecz iluzoryczna logika biografii, podążająca tradycyjnie za czysto matematycznym następstwem lat”, dodaje autor; Roland Barthes, Przez długi czas kładłem się spać wcześnie, tłum. Michał Paweł Markowski, „Literatura na Świecie” 1998, nr 1–2, s. 283). W geście scalania fragmentów zaznaczone są decyzje ustalania stosunków pomiędzy własnymi poszukiwaniami, powracanie do momentów z przeszłości, wreszcie snucie biograficznej powieści, niepozbawionej fikcyjnego dookreślenia własnego „ja”. Dążeniem życia danego w niespójnej opowieści, zapisywane i tworzone, wspierane artystyczną fikcją, poprzez Rysę, stanie się konkretną narracją. („Co do pojęcia narracyjnej jedności życia trzeba również widzieć w nim nietrwałe połączenie zmyślenia i żywego doświadczenia. Właśnie z powodu nieuchwytności rzeczywistego życia potrzeba nam wsparcia fikcji, by zorganizować to ostatnie, patrząc wstecz na dokonane fakty, nawet jeśli uważamy, że wszelki schemat zawiązania intrygi zapożyczony z fikcji bądź z historii podlega rewizji i jest tymczasowy” Paul Ricoeur, O sobie samym jako innym, tłum. Bogdan Chełstowski, oprac. i wstęp Małgorzata Kowalska, PWN, Warszawa 2003, s. 268–269.)

Prawda o życiu rodziców jest postrzępiona, karty ich historii nie zapełniają się, ale rwą poprzez upływający czas i śmierć ludzi, którzy zapamiętali Gienię Kremer z Wilna, a przede wszystkim Benjamina Cyderowicza z Lidy. Niemniej jednak to, czego zdołała dowiedzieć się czy co sobie uświadomiła Maja Elżbieta Cybulska, pozwala przekroczyć, „sforsować jamę” i dać pewność, że „to nieprawda, że umarłych nie ma”, nie da się o nich zapomnieć, czego znakiem jest pęknięcie, tytułowa rysa.

Maja Elżbieta Cybulska: Rysa. Wątki.
Biblioteka „Frazy”,
Rzeszów 2018, s. 120.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.