10/2018

Włodzimierz Paźniewski

Trzy tematy

[…]

Gołąb Bohumila Hrabala
Większość współczesnych ludzi odzwyczaiła się już od myślenia. Rosną kolejne pokolenia z dyplomami, ale bez wiedzy. Sprzyja temu biurokratyczna imitacja nauki europejskiej. Nikt nie ma pojęcia, co myślą luminarze umysłu i ducha. Dodatkowo zachodzi obawa, że niektórym intelektualistom mózgi zmieniły się w ekrany telewizorów i to im całkowicie wystarcza. Hesperia (tak w antyku określano Zachód) gorączkuje, bez uchwytnego początku i końca, i czuje się coraz gorzej. Co dziwniejsze, pacjent od dawna zna wyjątkowo niepomyślną diagnozę, ale się nią nie przejmuje

Zmarły nie tak dawno filozof francuski André Glucksmann (1937–2015), autor błyskotliwej książki Dostojewski na Manhattanie, w której opisał źródła globalnej epidemii nihilizmu w świecie współczesnym, w Rozprawie o nienawiści śle z kolei list gończy za chorobami zagrażającymi przyszłości ludzkości. Są to trzy infekcje: rasizm, przemoc i terroryzm, a każda, nawet gdy występuje pojedynczo, może okazać się śmiertelna. Jak do tej pory na żadną z nich nie ma skutecznego lekarstwa.

Najmocniej dokłada Europie. Romain Leick swą rozmowę z filozofem, zamieszczoną w „Der Spiegel”, zatytułował Kontynent zgryzoty. „Kryzysowy charakter UE – twierdzi Glucksmann – to jej nieodłączny element. Definiuje się ona nie przez wspólną tożsamość, lecz przez odmienność”. W szczegółach polega to na tym, że każdy kraj, gdy przyjdzie co do czego, egoistycznie ciągnie w swoją stronę, nie oglądając się na innych, i Glucksmann przytacza przykład jeden z wielu:

„Każde państwo na własną rękę prowadzi negocjacje z Rosją w kwestii ropy i gazu. Niemcy dogadały się w sprawie Gazociągu Północnego mimo sprzeciwu Polski i Ukrainy, Włochy uczestniczą w budowie Gazociągu Południowego po dnie Morza Czarnego […] To bardzo niepokojący przykład kakofonii, który świadczy o tym, że państwa unijne nie są już w stanie stworzyć wspólnego frontu przeciw zagrożeniom z zewnątrz i wspólnie stawić czoła wyzwaniom zglobalizowanego świata. Rosja pod rządami Putina ma tu oczywiście ułatwione zadanie. Mimo ogólnej słabości ten surowcowy kolos w dalszym ciągu dysponuje ogromnym potencjałem destrukcyjnym, z czego Putin skwapliwie korzysta”.

Dalej uzupełnia swoją refleksję w sposób następujący: „Putin nie tylko jest świetnym ekspertem od krucjat (wszak popi błogosławili czołgi wyruszające na muzułmańską Czeczenię) i znawcą bombardowań (dzięki nim Grozny wyglądał jak Warszawa w 1944)”.

Zdaje się, że Glucksmann miał we Francji poprzednika, który myślał podobnie, a jego pesymizm bił wszystkich dookoła. Był nim Emil Cioran.

Leszek Turkiewicz w odcinku Paryskiego nie‑co‑dziennika umieścił następujący portret Ciorana, syna rumuńskiego popa z Siedmiogrodu, człowieka, który nie miał złudzeń: „Mędrzec nocy, heretyk wiary, błyskotliwy piewca upadku, cierpienia, samobójstwa, teoretyk (ale i praktyk) egzystencjalnej bezcelowości, nudy, pustki, życiowej impotencji”. I chcąc to udowodnić, posłużył się cytatem z Ciorana: „Moja wizja przyszłości jest tak precyzyjna, że gdybym miał dzieci, udusiłbym je natychmiast. Europa? Zgnilizna ładnie pachnąca, trup uperfumowany. Historia powszechna jest ciągiem powtarzających się katastrof, które poprzedzają katastrofę ostateczną. W końcu staniemy się jedną wielką metropolią, takim cmentarzem Père-Lachaise na skalę globu”. Było to myślenie pisarza nie tyle odważne, ile zuchwałe.

Turecki noblista w dziedzinie literatury Orhan Pamuk także nie ma zbyt dobrego zdania o współczesnych Europejczykach: „Oni zapomnieli o wszystkich swoich wartościach”. Czy trzeba do tego coś dodawać? Ale to jeszcze nie wszystko.

Żaden język nie jest obojętny poznawczo. Nie brakuje politologów i historyków (ich liczba, co chyba stanowi wystarczający sygnał ostrzegawczy, nie zmniejsza się, lecz z roku na rok rośnie), którzy twierdzą w sposób kategoryczny, że III wojna światowa już trwa, i mają na to wiele twardych dowodów. Na razie jest to wojna informacyjna, nad którą chwilowo nikt nie panuje. Rzecz jasna chodzi w niej o zdobycie przewagi informacyjnej nad domniemanym wrogiem. Lecz nie trzeba być cybernetykiem, żeby na serio obawiać się dalszego ciągu. W każdej chwili bowiem wojna informacyjna niepostrzeżenie może zmienić się w wojnę energetyczną, tj. z ofiarami w rannych i zabitych, i wówczas nikt jej nie zdoła zatrzymać.

Lecz zawirowania wielkiej polityki robią o wiele mniejsze wrażenie niż tragiczne losy pojedynczych ludzi, znanych z imienia i nazwiska. Nie przestaję myśleć o dziwnym odlocie Bohumila Hrabala. W żadnym razie nie wspominam przy tej okazji jego śmierci, nieszczęśliwego wypadku czy być może nawet samobójstwa, jak chcą niektórzy przyjaciele pisarza, które okazało się drobiazgowo zaplanowaną inscenizacją. W końcu na dramatyzowaniu sytuacji dla potrzeb literatury znał się jak mało kto. Nic z tych rzeczy. Słowo odlot chyba trafnie określa to, co stało się tamtego zimowego dnia w Pradze. Raport policyjny nie pozostawia żadnych wątpliwości: pisarz wypadł z okna na piątym piętrze Oddziału Ortopedycznego szpitala na Bulovce, gdy 3 lutego 1997 roku zajęty był karmieniem gołębi.

Istnieje kilka relacji o odlocie Hrabala. Różnią się mało ważnymi drobiazgami. Reszta pozostaje taka sama. Miasto było skute lodem, od kilku dni w stolicy Czech panowały siarczyste mrozy.

Ale jeden opis jest trochę dokładniejszy. Wynika z niego, że Hrabal wychylił się niebezpiecznie poza parapet, bo chciał podrzucić trochę jedzenia szczególnie zabiedzonemu ptakowi, który trzymał się nieco na uboczu ruchliwej gromadki, przysiadł na samej krawędzi i zachowywał się co najmniej nietypowo. Nie walczył z innymi o lepsze kąski. A może już nie miał na to siły. Przyglądał się jednak z ciekawością łysawemu chudemu mężczyźnie, zabiedzonemu jak i on, gdyż pod tym względem schorowany, stary człowiek i ptak byli do siebie uderzająco podobni. Ta scena nie przestaje ściskać za serce.

[więcej można przeczytać w numerze]

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.