07–08/2018

Janusz Drzewucki

Ty jesteś on

Wiersze Piotra Matywieckiego – złożone w tomie Do czasu – to liryka pytań; pytań tyleż podstawowych i zasadniczych, co oczywistych. Tyle tylko, że na oczywiste pytania poeta udziela odpowiedzi jak najbardziej nieoczywistych. Nie znaczy to wcale, że wszystkie stawiane przez poetę pytania są oczywiste, a tylko odpowiedzi nieoczywiste. Nic z tych rzeczy. Oczywiście pytania proste, z pozoru proste, zmuszają wielokrotnie do udzielania zawiłych odpowiedzi, które znów prowokują do stawiania następnych pytań, coraz mniej oczywistych, coraz bardziej nieoczywistych. A zatem konia z rzędem temu, kto z ręką na sercu jest w stanie przysiąc, że rozumie wszystkie pomieszczone w Do czasu wiersze, że wie, o co dopytuje się w nich poeta.

To już trzeci zbiór wierszy tego autora, ogłoszony po potężnym, liczącym siedemset stron wyborze liryki z lat 1965−2009 Zdarte okładki. Ku przypomnieniu: w roku 2012 ukazała się Widownia, a w 2015 roku Którędy na zawsze. A przecież po ogłoszeniu w 2009 Zdartych okładek ogłosił Matywiecki także Dwa oddechy. Szkice o tożsamości żydowskiej i chrześcijańskiej, traktat poetycko-filozoficzny Świadomość, liczący prawie pół tysiąca stron tom szkiców o poezji Myśli do słów, dwa lata temu osobistą książkę o dawnej Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego Stary gmach, rok temu zaś poemat Palamedes, swoje opus magnum, nad którym pracował – jak przyznaje – bagatela!, trzy i pół dekady. Urodzony w tym samym, co Ryszard Krynicki i Krzysztof Mrozowski, 1943 roku, zadebiutował w roku 1975 zbiorem Podróż, czyli w rok po ogłoszeniu przez Juliana Kornhausera i Adama Zagajewskiego Świata nie przedstawionego – manifestu pokolenia ’68. Z Nową Falą jednak pod względem artystycznym nigdy związany nie był, podobnie jak jego rówieśnicy: Bogusław Kierc i Mieczysław Machnicki. Od początku szedł w literaturze swoją drogą, osobną ścieżką, i na dodatek w pojedynkę. Dzisiaj należy do wąskiego grona najważniejszych i najoryginalniejszych poetów polskich, co zresztą potwierdzają liczne literackie nagrody, jakimi uhonorowano go ostatnimi laty: Gdynia, Silesius, miasta stołecznego Warszawy, Polskiego PEN Clubu im. Ksawerego Pruszyńskiego, miesięcznika „Nowe Książki”, ponadto Nagroda „Kamień” przyznawana podczas Festiwalu Miasto Poezji w Lublinie i jeszcze pięć nominacji do Nike.

Zasadnicze stwierdzenie padające w Do czasu brzmi: jestem. W cyklu Już teraz – jednym z trzech-czterech kluczowych utworów tego tomu − czytamy: „co będzie, to będzie, / bo jest. I każdy wie: ja jestem”. Nieco dalej w wierszu Zerknięcie padają dwa zastanawiające pytania i dwie dające do myślenia odpowiedzi:


Kim jest, kim nie jest?

Jeśli on nie on, ty jesteś on. Bo pytasz.

[…]

Kim nie był, kim nie jest?

On nie on, ty jesteś on. Bo umierasz.


Nie inaczej w utworze Nieznajomy, zaczynającym się i kończącym niemal tym samym, ale przecież nie tym samym pytaniem: „Kim jesteś?”, „Kim jestem?”. Mamy w przestrzeni tego poetyckiego świata wszystkie trzy osoby liczby pojedynczej: ja, ty, on, ale to ciągle liczba pojedyncza. Tymczasem: „Kim jestem między nimi?” – dopytuje podmiot Matywieckiego w Przesłaniu, a w zamieszczonym bezpośrednio po nim Powołaniu okazuje się, że on – którym równie dobrze może być także ja lub ty – „Ma wielu przyjaciół” i to właśnie oni

[…] cieszą się,

że w każdej chwili mogą go znać, bo każdą chwilę

utrwala tym, kim jest, kim wydaje się, że jest


Owszem, jestem, ale to jednak nie jest wcale takie pewne, bo jak czytamy w wierszu bez tytułu, zaczynającym się wersem „Prawda o mnie unosi się poza faktami”: „Jak mam być w prawdzie, jeżeli inni ludzie / nie mogą widzieć we mnie faktu mojego istnienia”.

Jest nad czym dyskutować, ale czytam Do czasu dalej. W poetyckiej modlitwie Dnia Pańskiego 15 czerwca 2014 roku poeta daje nam jasno do zrozumienia, że oprócz „ja” jest jeszcze „Ja”, a także „Ty”, a w Nowym Jeruzalem, że oprócz „jest” istnieje także „Jest”. Podmiot tego pierwszego utworu rozprawia na głos: „Dajesz czas, odbierasz czas, a jestem / ja, inny czas, którego nie można dać i zabrać”, aż wreszcie pyta wprost: „Kto jest Tobą, kto mną? Kto i kogo wypowiada / w czasie poza czas? I komu?”; natomiast podmiot tego drugiego ogłasza wszem i wobec w sposób tyleż bezoosobowy, co bezapelacyjny, by nie powiedzieć apodyktyczny:

Nie ważne kto gdzie, jeśli

wszędzie

Jest.


Zastanawiając się nad tym, co to właściwie znaczy, że jestem, podmiot liryki Piotra Matywieckiego rozmyśla nad istnieniem jako takim, ale także nad sensem swojego mniej lub bardziej przypadkowego istnienia. Istnienie to słowo-klucz do tej poezji. Jak wyznaje poeta w zakończeniu wiersza Neutrino, pewny jest tego, czego nie jest pewny, mianowicie „– Tego, że tylko za sobą / istnieję, / od początku / po nie wiadomo co”. Ale skoro istnienie, to przecież także nieistnienie, nicość, a pomiędzy tym moje jest, mój byt, niepochwytny i nieopisany.

Jestem tu i teraz, pomiędzy przeszłością a przyszłością – tę oczywistość poeta przypomina raz po raz. Pomiędzy przeszłością a przyszłością, czyli w czasie teraźniejszym. Ale czym jest teraźniejszość, skoro to, co przyszłe, w każdej chwili zamienia się w to, co przeszłe, wszak „jesteśmy teraźniejsi, / ale już nie w teraźniejszości” – wracam do cyklu Już teraz, w którego zakończeniu, konfrontując przeszłość z przyszłością, poeta przypomina o obowiązku nazywania rzeczy po imieniu, właśnie tu i teraz, w tym miejscu i w tej chwili:

Teraźniejszość musi mówić,

bo inaczej

nie było i nie będzie.


Opisując świat, jaki jest i nie jest, czyli rzeczywistość, której mimo wszystko nie da się opisać, skoro nie da się jej w żaden sposób zmierzyć, czy to w kategoriach przestrzennych, czy w czasowych – bo przecież „Zawsze tak samo inaczej i nigdy inaczej tak samo” (w cyklu Rzeczy i czas) – poeta szuka pomocy u innych twórców. Stąd Franz Kafka dopuszczony do głosu w wierszu ⁂(Mam prośbę i nie chcę jej oddać), stąd Ludwig Wittgenstein i Paul Celan w przejmującym Wyznaniu Wittgensteina, stąd Jorge Luis Borges w koncepcyjnym Borgesie, stąd Czesław Miłosz w lapidarnej Formie, stąd dialogowy wiersz Jastrun i Ważyk, gdzie klasycysta rozprawia z awangardystą. Ale nie tylko, bo także Zygmunt Freud (w Poza sceną), Hans Christian Andersen (w tryptyku Andersen), a także dziewiętnastowieczny japoński malarz, grafik drzeworytnik Andō Hiroshige (w wierszu bez tytułu, ale zaczynającym się sugestywną konstatacją: „Ptaki, deszcze, księżyce – osobne, / nieruchome”). A nad nimi bóg (Ziemia) i Bóg (Limbus), poza tym Stworzyciel (Lechawdil) i Zbawiciel (Etimazja), a na dodatek Kamerzysta (⁂[Zniknął sen…]) oraz Reżyser (Oko). A jednak próżno szukać w nim bądź u niego – kimkolwiek on lub On jest – pociechy; ani duchowej, ani intelektualnej.

Pewne jest tylko życie: „Bo życie jest naszym kodeksem” (Wymiar sprawiedliwości); życie, które zaczyna się ciągle od nowa, chociaż nie zaczyna się ciągle od nowa. Stąd mnożące się paradoksy: „takie samo jak nigdy” i „co wie, tego nie wie” (Istnienie), „Kogo prosić, jeżeli go nie ma. / Kogo zapytać, czy ktoś jest” (Limbus), „świecą tym, co ciemne / w jego wnętrzu” (⁂[Zewnętrzne ściany zamku]), „To jest oddzielające łączenie” (Lechwadil), „Licz się ze wszystkim, co się nie liczy” (Teoria liczb) i jeszcze: „Wszystko ułoży się bez wszystkiego, tylko we mnie” (Malarz). A zatem wracamy do pytania początkowego: kim jestem? A przecież od tego, kimkolwiek jestem, ważniejsze jest to, że po prostu jestem; a więc:

Moje życie prosi się o śmierć,

ale tej prośby nie odda śmierci –

dlatego żyję.

⁂(Mam prośbę i nie chcę jej oddać)


Będę się rodził tyle razy,

ile razy nie miałem czasu, żyjąc

(Urodziny)


Jestem jeden. Nie chcę się doliczyć.

(Teoria liczb)


Autor tych wierszy, jak to poeta, interesuje się tym, co na jawie, i tym, co we śnie – to w znakomitym dyptyku Przebudzenie; fascynuje się i „ludzkim ładem”, i „ludzkim chaosem” (⁂[Ludzki ład jest zaraźliwy]); przygląda się „twarzom słów” (⁂[Wpatrywałem się…]), a także „ciału dźwięku” (⁂[Słowa skurczone wokół swoich znaczeń]); jego uwagę przykuwają różnice i podobieństwa między „kręgiem” a „kołem” (Dysk Bi), a nawet między „patrzono” a „widziano” – to w popisowym tryptyku Las.

Biorąc to wszystko pod uwagę, trzeba powiedzieć wreszcie: podmiot liryczny tych wierszy jest także poetą, i to właśnie on – poeta w poecie – jest autorem wykładu sztuki poetyckiej zatytułowanego – to jeszcze jeden paradoks Piotra Matywieckiego – Bez poetyki. W każdym poecie – zdaje się nam podpowiadać autor tego traktatu – jest dwu poetów, jeden „rymował z niewiedzą”, drugi zapewne rymuje z wiedzą; jeden i drugi zdaje sobie sprawę, że każde słowo „dźwięczy znaczeniem innego słowa”, obydwaj szukają niezależnie od siebie „trzeciego znaczenia, poza dźwiękiem i myślą”; potem jeden drugiego przestrzega: „Ale nie myśl i nie mów, że to jest poezja”, następnie jeden mówi do drugiego, a przecież tak naprawdę do samego siebie mówi nie bez zdziwienia: „Poprawiasz wiersz, / jakbyś chciał poprawić siebie”. Bo poeta pisząc, żyje; żyjąc, pisze, cokolwiek to znaczy.

Piotr Matywiecki: Do czasu.
Wydawnictwo Literackie,
Kraków 2018, s. 96.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.