02/2019

Zbigniew Mikołejko

W koronie nocy

I

Popielniczka już pełna niedopałków, lecz

na niebie ni jednej gwiazdy. Tak: niebo

jest nagie, nie oddycha życiem, nie rodzi

snów. Tak: niebo jest bezbrzeżne, podobnie

jak ten las czarny, co za oknem stoi (jeśli

oczywiście odsunąć zasłony). Mimo wszystko

może warto jest zamknąć oczy, może warto

utoczyć coś z siebie, jakąś otworzyć ranę.

II

No dobrze: lecz nic nie boli, ledwie pustka

wokół, tak gęsta, że dym z papierosa

nie ma gdzie płynąć. Żadnej zresztą

wędrówki w tym miejscu, wszystko stoi,

trochę się może jedynie chwieje. Rzeczy

z wolna zarasta kurz, umierają pożółkłe

gazety rzucone na stos. Drętwieją palce,

jakbyś w mrowisko je włożył, opadają

powieki. I nie ma słów ani gestów,

którymi da się to zlepić na nowo.

III

Na nic boskie, przeklęte pokarmy:

zgrzyta forma w pogoni za cieniem,

drażni szary świergot języka, jama

ust właściwie już nie broczy posoką,

zarasta, krok po kroku, milczeniem −

ot, najzwyczajniej, ktoś bestię ciszy

uwolnił z łańcucha, by karmić ją

ciężką, ospałą rdzą. I szaleństwo nie

wstępuje na ołtarz, nie tańczy w

zakolach czaszki, nie prowadzi na

płodne manowce rojeń, nawet nie drwi,

pogrążając się w sobie, samo sobą się

karmiąc – bez maski, bez trwogi.

IV

Gdyż czas jeszcze nie dojrzał, nie zapłonął

żarliwie, tli się tylko niemrawa żagiew,

sypiąc z siebie drobne okruchy ognia, te

bez znaczenia i blasku. Słowem, jest jak

jest – bez powabu, ale i cierpień, jak

zazwyczaj o tej mitycznej godzinie, na

progu, gdy zaledwie znużenie chciałoby

coś wyznać, coś z siebie wydobyć: jego

dłonie, w okowach ołowiu, strun sięgają

daremnie, daremnie z pokorą proszą.

V

Popiele, mój popiele! Pobłogosław na drogę!

WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.