01/2021

Anna Spólna

Wolność jest milczeniem

Obszerny tom wierszy Krystyny Lenkowskiej otwiera pochwała porządku naszego wszechświata, przejawiającego się w rzeczach małych jak coroczne sianie kosmosu podwójnie pierzastego (łac. cosmos bipinnatus). Zamyka wyznanie miłości wobec niegdyś zaborczej, teraz „skazanej na dożywocie” Europy, podobnej do postarzałej, pokutującej za dawne grzechy kobiety (Europa mon amour). Tego rodzaju rozpiętość: pomiędzy wielkim i drobnym, trwałym i chwilowym, starożytnym i wczorajszym będzie się pojawiała w jej książce wielokrotnie.

Książka Kiedy byłam rybą (lub ptakiem) gromadzi wiersze o umieraniu (cykl Na tego bęc), podróżowaniu (Tu – tam) i trwaniu (Kiedy byłam rybą), przy czym wiele tekstów łączy wymienione wątki, pogłębiając namysł nad miejscem podmiotu w świecie zmiany, utraty i odradzania się życia. W tych, które ciążą ku dyskursywności, autobiograficzne „ja” podaje w wątpliwość oswojone pojęcia, oświetla je z wielu stron, po czym oswaja na nowo (O śmierci, Naród, Zimowa fizyka nad rzeką). W utworach bardziej skondensowanych podmiot koncentruje się na chwytaniu znikliwej chwili, tym bardziej cennej, że jedynej (Słonne), lub kontemplowaniu scen zatrzymanych przez dawnych artystów, które pozwalają zadomowić się w świecie sztuki trwalszej niż my sami (Osioł mistrza z Levočy).

Doświadczone cierpienie jest dla bohaterki tych wierszy bagażem, który nosi się ze sobą zawsze: nawet w chwilach zachwytu czy oszołomienia życiem chodzi w „naszyjniku ze strachu” (⁂Dzień dobry jesteś pierwszy…), pozostaje „śmiertelnie / czujna” (Do krzyża). Strata i tęsknota za utraconym tkwią w niej jak cierń. Żałoba nie przedawnia się, nie zostaje wśród grobów wraz z zapalonymi zniczami:

anemicznie

oświetlają nam drogę

niebieski świetlny szlaczek

biegnie do domu

najpierwszy

(Niebieski krzyżowiec)


Bohaterka szuka sérénité – którą Iwaszkiewicz określił kiedyś jako „łagodną pogodę zewnętrzną i wewnętrzne rozjaśnienie, uspokojenie” – odnajdując ją zwykle blisko przyrody, poddanej powtarzalnym cyklom zamierania i powrotu:


Liście

żółte rude

sjena ochra

lecą nam na Wołosate


niebo złoty ryż

Pompejów

sypie nam na włosy

wołosate

na amen.

(Bieszczadzkie popioły)


Mądrość przeżytego już czasu pozwala bohaterce tej poezji na wyrozumiałe spoglądanie w stronę bliźnich (Koral i karmin, Syrena). Spokojne przyjmowanie inności dalekich kultur, najlepiej widoczne w wierszach cyklu „podróżnego”, jest połączone z dystansem wobec uprzywilejowanego statusu turystki. Lenkowska stara się oddać wysiłek poznawczy kogoś, kto styka się z nieznaną mu skalą współczesnych Chin czy dzisiejszego Meksyku; z wypraw bliższych – słowackich, rumuńskich, albańskich – przywozi powidoki obrazów i melodię języków:

Bociany przed swoim pierwszym lotem

bună dimineața

lato w kopach siana

drogi w ruinie i w budowie

każde auto ma dziś przydomek duster

stare drzewa usuwane z drogi

stare kapliczki przesuwane z drogi

o! smutne wioseczki miasteczka

z wesołymi parasolami wielkich korporacji

bunăziua!

(Bracia Karpaty)


Lenkowska, jak każdy świadomy twórca, szuka sposobu na precyzyjne nazwanie tego, co nie mieści się w słowie. Holocaust przywołuje przez nawroty imion zgładzonych (Gorsety), akcję „Wisła” przez tropienie żółtej rudbekii na bieszczadzkich połoninach (Roztocznica jedna!). Być człowiekiem oznacza dla niej żyć ze skazą nieadekwatności doznawania i wyrażania:

Kiedy byłam rybą

lub ptakiem


nie potrzebowałam dobrego imienia

i pewności jutra

[…]

nie szukałam przyczyn i odpowiedzi

nie rzeźbiłam łokciami dołków w stole

i materacu


tylko milczałam lub śpiewałam


kiedy byłam rybą

lub ptakiem

(Kiedy byłam rybą)


Ryba i ptak to istoty, które wydają się wolne. Dla Krystyny Lenkowskiej wolność ta zasadza się na spontanicznej, czystej ekspresji, nawet jeśli, paradoksalnie, byłaby ona milczeniem. Język skazuje nas na kompromisy – zdaje się mówić „ja” tych wierszy. Jest w tomie tęsknota za powrotem do źródłowego doznania harmonii z samą sobą, utraconego w ścieżce ewolucji lub korowodzie wcieleń, i są zapisy zbliżania się do takiego stanu. Dopóki „morze wciąż wyrzuca muszle / a niebo pszczoły” (⁂Jeśli morze wciąż wyrzuca muszle…), źródło jest dostępne.

Krystyna Lenkowska: Kiedy byłam rybą (lub ptakiem).
Stowarzyszenie Pisarzy Polskich,
Kraków 2020, s. 98.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
Deklaracja dostępności
error: Treść niedostępna do kopiowania.