03/2019

Magdalena Boczkowska

Wsiąść do pociągu…

Pisanie o Dariuszu Bitnerze – bez względu na to, czy miałaby to być recenzja jednej tylko książki, czy szkic o całym jego prozatorskim dorobku – nie jest proste i kusi mnie, by w tym miejscu zacytować Leszka Bugajskiego, który dwadzieścia lat temu na łamach „Twórczości” (1998, nr 1) wyznawał:


Pisanie o twórczości Dariusza Bitnera na łamach „Twórczości” jest zajęciem bardzo trudnym i właściwie – przy trybie recenzyjnym – skazanym na wtórność. Tutaj bowiem Bitner zaistniał najpełniej, tutaj ukazały się jego najważniejsze utwory, zanim jeszcze przybrały formę książki, tu też napisano o nim najwięcej, w jakimś stopniu kształtując tryb lektury tej prozy […].


Przypomnijmy. Dariusz Bitner zadebiutował w roku 1970 w szczecińskim tygodniku „Jantar” i od tego czasu regularnie publikował między innymi właśnie w „Twórczości”, ale także w „Radarze”, satyrycznej „Karuzeli”, „Literaturze”, „Odrze”, „Portrecie” czy „Nowym Wyrazie”. Przez jakiś czas sam zresztą wydawał pismo „Baborak. Kultura Szczecińska”. Był także związany z III Programem Polskiego Radia oraz Rozgłośnią Szczecińską. Jest autorem licznych powieści, książek dla dzieci, opowiadań, esejów i felietonów, wielokrotnie nagradzanym za swą twórczość. Otrzymał między innymi Nagrodę im. Stanisława Piętaka (1982), Nagrodę im. Andrzeja Bursy (1985), Nagrodę im. Edwarda Stachury (1990) czy Nagrodę Fundacji Kultury za książkę Pst (1997). Jest bohaterem dokumentu Tomasza Lengrena Kfazimodo. Dariusz Bitner (1993), który był częścią cyklu Portrety współczesnej prozy polskiej.

Według niektórych krytyków i historyków literatury proza Bitnera jest jednym z najważniejszych zjawisk we współczesnej literaturze polskiej, a sam Bitner jest pisarzem wybitnym, lecz niedocenianym.

*
Proza Bitnera nie jest łatwa już nawet na samym poziomie lektury, wymyka się też ogólnie przyjętym interpretacjom. Po przeczytaniu najnowszej powieści autora Małej pornografii (2005) nasuwa się zresztą pewien cytat: „Ty, który mnie czytasz, czy jesteś pewien, że rozumiesz mój język?”. Tak, w opowiadaniu Biblioteka Babel pomieszczonym w tomie Fikcje z 1944 roku, pytał Jorge Luis Borges. I tak mógłby zapytać Bitner w swojej najnowszej książce (ale i w większości poprzednich) zatytułowanej – nomen omenFikcja, która ukazała się w serii „Polska Proza Współczesna” Państwowego Instytutu Wydawniczego.

Fikcja pisana zresztą była bardzo długo – „pracę nad książką […] rozpocząłem w roku 2007. Przez te wszystkie lata pisałem ją, mimo wszelkich, a czasem bardzo wielkich przerw, po których nie raz, nie dwa, zamierzałem złożyć broń i zrezygnować, w najgorszych jednak chwilach znajdowałem pomoc i motywację do dalszej pracy […]”, wyznaje pisarz. Fragmenty były wprawdzie publikowane wcześniej na łamach „Twórczości”, ale jak przyznaje autor na spotkaniach autorskich, sam myślał, że będzie ją już pisać do końca życia. Zresztą w części recenzji pojawiły się głosy, że to „książka życia” Bitnera, ta najważniejsza i najlepsza.

Trzeba jednak przyznać, że z Bitnerem problem miewają również i specjaliści – krytycy literaccy, którzy czasami jego zawsze nieco autobiograficznym i autotematycznym książkom zarzucają niemoralność, niemal pornografię oraz brutalizację języka objawiającą się nadmiarem wulgaryzmów i opisów czynności fizjologicznych. Bitner jest przy tym, należy wyraźnie podkreślić, pisarzem niezwykle konsekwentnym, w Fikcji pojawiają się wszystkie wątki, do których już nas przyzwyczaił w takich zbiorach, jak między innymi trylogia Pst (1997), powieść Rak (1998) czy seria „cynamonowa”, w której dotychczas ukazały się Jesień w Szczecinie, czyli majaki cynamonowe (2011) i Wciąż jesień, czyli inne majaki cynamonowe (2016), a pod koniec 2018 roku ukazała się trzecia część zatytułowana Ostatnia jesień przed zimą, czyli koniec trylogii cynamonowej.

Wróćmy jednak do Fikcji.

Wydaje się, że historia opowiedziana w powieści jest banalnie prosta. Bohater wsiada pewnego listopadowego wieczoru do pociągu i ze współpasażerami umila podróż opowiadaniem różnych historii. Każda z postaci ma oczywiście do opowiedzenia własną historię, przy czym

[…] jak pięknie utkany jest ten nasz świat, splotem sześcioosobowym. W takim więc przedziale kolejowym na osiem osób nawet nie trzeba by się mocno natężać, tyle że w zasadzie nikt tego nie robi. Podróżują ze sobą obcy ludzie i chcą tacy pozostać. Mimo wszystko takie ogólne związanie każdego z każdym jest w jakiś sposób niepokojące, by nie powiedzieć – niestosowne.


Z owego splotu różnorakich historii bierze się więc szkatułkowa budowa powieści, nasuwająca oczywiście skojarzenia z Rękopisem znalezionym w Saragossie Jana Potockiego. Fabuła składa się zatem z kilkudziesięciu odrębnych opowieści, których połączenie nie daje jednak w tym przypadku pełnego obrazu całości. Dlaczego?

Na początku narrator zwraca się nawet do bohatera bezpośrednio w drugiej osobie liczby pojedynczej:

Widziano cię, jak szedłeś środkiem peronu, w rozpiętym płaszczu, z mokrym od potu czołem. Kilkanaście kroków.

Oddychałeś ciężko i co kilkanaście kroków przystawałeś, by odsapnąć.

Stałeś wtedy z pochyloną głową, bez ruchu, bez ruchu, a po chwili, wraz z głębokim, przemyślanym wdechem – prostowałeś się; napełniałeś płuca powietrzem i z bolesnym grymasem na twarzy – ruszałeś dalej.

Podobno widziano cię, jak szedłeś, zataczając się, skrajem peronu trzeciego, nie zważając na podstawiany akurat na tor szósty pociąg osobowy relacji Szczecin – Przemyśl.


Potem jest jeszcze ciekawiej, bo Bitner oczywiście zwodzi czytelników na dyskursywne manowce, mieszając różne gatunki i stylistyki (to swoisty kolaż złożony z romansu, eseju, autobiografii, dramatu, porno, traktatu filozoficznego itd., itp.), prowadząc niekończące się (dosłownie!) dygresje, dowcipy pozbawione puent, stosując zawijasy narracyjne, zwroty do czytelnika, liczne intertekstualne aluzje, mniej lub bardziej ukryte w tekście. Jerzy Franczak w szkicu zatytułowanym Suma przekroczeń. Proza Dariusza Bitnera pisał niegdyś, że dla autora esejów Chcę, żądam, rozkazuję „akt pisania jawi się jako podstawowa funkcja życiowa, polegająca na stwarzaniu świata i siebie samego” ([w:] Ćwiczenia z rozpaczy. Pesymizm w prozie polskiej po 1985, red. Jerzy Jarzębski, Jakub Momro, Kraków 2011). I tak też jest w omawianej prozie.

Opowieści się rozrastają, przy czym jest to rozrost nie ograniczony ani wyobraźnią autora, ani obowiązującymi konwencjami literackimi czy czytelniczymi oczekiwaniami i przyzwyczajeniami. Nawiasem mówiąc, pisarzom skupionym wokół „Twórczości” wielokrotnie zarzucano egotyczność, niezrozumiałość i niewychodzenie naprzeciw czytelniczych oczekiwań. W tym przypadku jednak, to wielka zaleta tej prozy, jeśli czytelnik zbytnio „nie zirytuje się” – z powodu niedokończonych historii i niespuentowanych dowcipów będzie mieć bowiem lekturową „frajdę”, musi tylko zgodzić się na podjęcie z autorem gry opowieścią i gry w opowieść jednocześnie. Przy czym, oddajmy znowu głos Franczakowi, „gra opowieścią sama w sobie staje się opowieścią – opowieścią o świecie wydanym niekończącej się grze”. Opowieści wspomnieniowe są więc ubarwione wyobrażeniem prawdy, opowiadania pasażerów wyrastają jedne z drugich, płynnie przechodząc z tematu na temat, mimo że jakiś jest jeszcze nie skończony, narrator ujawnia czasami swą obecność i niemal familiarny związek z czytelnikiem. Na przykład w historii miłosnej Moniki i Mariusza padają słowa:

Za mną, czytelniku! Któż to ci powiedział, że jest na świecie prawdziwa, wierna, wieczna miłość? Za mną, czytelniku mój, podążaj za mną, a ja pokażę ci, że nie ma takiej miłości. Każda jest krótka i krucha, każda kończy się prędzej, niżby się chciało, nagle znika, rozwiewa się jak mgła i tyle jej.


Nigdy jednak nie dostaniemy pełnego, zamkniętego, obrazu całości.

Z innej zaś strony, wszystkie wbrew pozorom nie powiązane z sobą historie składają się w opowieść o procesie dojrzewania, o rozprawieniu się z fikcją świata, o poznawaniu świata z perspektywy dziecka. Trzeba zresztą zauważyć, że u Bitnera często pojawia się owa dziecięco naiwna perspektywa, infantylizacja zwiększa bowiem percepcję poznania – „kiedy dziecko było dzieckiem, nie wiedziało, że jest dzieckiem”, pada w słynnym filmie Wima Wendersa Niebo nad Berlinem. W prozie autora Opowieści Chrystoma (1992) odnaleźć można podszytych dzieckiem dorosłych i zbyt dorosłe dzieci (zob. Krzysztof Uniłowski, Bitner dzieckiem podszyty, [w:] tegoż, Skądinąd. Zapiski krytyczne, Bytom 1998). Dlatego właśnie wszystkie historie opowiadane sobie przez współpasażerów składają się na epicką opowieść o życiu, będącą splotem opisów realności i świata wyobraźni jednocześnie, przy czym każda pisana jest innym językiem.

Jedna z bohaterek, Oliwka, opowiada na przykład o kultowym niegdyś serialu Święty, w którym główną rolę – detektywa Simona Templara – zagrał Roger Moore. Oliwka stała się specjalistką od Świętego, bo pisała niegdyś tekst zatytułowany Uroczy łotr. Percepcja serialu „Święty” i jego wpływ na kształtowanie się współczesnych postaw szowinistycznych, czyli jak to się stało, że uroczy i szarmancki bohater kultury masowej przyczynił się do upokorzenia kobiet XXI wieku. Warto zresztą dodać, że jeden z odcinków VI serii serialu, z roku 1968, nosił nawet tytuł The Fiction Makers, a według Oliwki to właśnie od tego momentu widać było, że „wprost od Świętego wziął się styl Jamesa Bonda w wykonaniu Rogera Moore’a”. Fragment ten jest dość długi i napisany w zupełnie innym stylu. Ot, taki niewinny(a) flirt (gra) Bitnera z kulturą popularną. „Bitner lubi grę. Każde jego wystąpienie, przy pozorach szczerości, okazać się może zasłoną czy unikiem” (Krzysztof Uniłowski, Błogosławione skutki niemocy, [w:] tegoż, dz. cyt.).

Fikcja jest bez wątpienia powieścią w toku, otwartą i samozwrotną, to work in progress i dla autora, i dla narratora, bohaterów, czytelników. Znajdziemy tam oczywiście i wątki autotematyczne. Bitner w usta swych postaci wkłada nie tylko ironiczne frazy dotyczące samej literatury, ale nawet i brutalizacji współczesnego języka, co zawsze zarzucali mu krytycy, a na co sam zawsze się zżymał. Pewna bibliotekarka wdaje się w dyskusję o literaturze:

[…] nie podoba mi się ten trend, jaki można zaobserwować we współczesnej literaturze. To zwulgaryzowanie języka, mój Boże, i nie tylko języka, zwulgaryzowanie treści, postaci, idei, jakieś powszechne zachłyśnięcie się językiem ulicy, prymitywnych osobników, dewiantów, po prostu mętów. Jak już zaczęli nagradzać takie książki, wynosić pod niebiosa literaturę rynsztoka, to dziękuję bardzo, ja jestem już ostatecznie rozczarowana. Jednak dla mnie literatura musi nieść jakieś przesłanie, musi mieć jakąś wartość […].

[…] Prawdziwa literatura nigdy nie była słodkim, jak pan to pięknie ujął, tiu, tiu. Nieraz rozrywała duszę, nieraz bolała, jakby ktoś nóż panu wbijał w serce, a dzisiaj… co? O czym piszą dzisiaj pisarze? Zwłaszcza ci, których się drukuje. Powiedziałabym, ale nie chcę używać wyrazów.


W tym kontekście ciekawy jest też fragment poświęcony Nędznikom Victora Hugo, przy czym jedno motto Fikcji pochodzi właśnie z Nędzników: „daremnie staramy się ciosać najostrożniej tajemniczą bryłę, z której ukształtowane jest nasze życie, zawsze pojawia się na niej czarna rysa przeznaczenia” (drugie z Fantomu Zygmunta Krzyżanowskiego). A także wątek, w którym przywołana jest powieść Miki Waltariego Egipcjanin Sinuhe. Literackie historie i życiowe dylematy Jeana Valjeana czy kapłanki Nefer (nawiasem mówiąc, w ekranizacji Egipcjanina… grała ją Polka, Bella Darvi) stają się ważnym odniesieniem dla podróżujących Bitnerowskim pociągiem. W Fikcji znajdziemy więc i wzajemną relację rzeczywistości i literatury, ich przenikanie się, przy czym – mówił niegdyś cytowany na początku Borges – trudno tak naprawdę stwierdzić, która z nich jest bardziej obiektywna. Dla Bitnera ów obiektywizm nie ma większego znaczenia. To ciągły balans pomiędzy wysokim a niskim, subiektywnym a obiektywnym właśnie, a także pomiędzy językiem, jakim mówią bohaterowie, a cielesnością, somatyzacją owego języka. Jest także i zabawnie, jak chociażby w opowieści o… penisie Mariusza – mężczyzna uważa, że była partnerka rzuciła na jego penis klątwę… Dla Franczaka ten ciągły „ruch pomiędzy dwoma rodzajami zniewolenia, fizjologią i językiem” jest kolejną niezwykle charakterystyczną cechą prozy autora Raka (Jerzy Franczak, Suma przekroczeń…), którą Uniłowski określa z kolei mianem „małego modernizmu”.

Dla Dariusza Bitnera literatura jest zawsze podmiotowa. Jak sam wyznawał w tomie Piszę, „od kiedy utwierdziłem się w przekonaniu o nierozerwalności pisania i życia, fikcji i rzeczywistości – piszę, by żyć” (Dariusz Bitner, Piszę, Warszawa 2003, s. 51).

I na koniec nasuwa się jeszcze jeden cytat, słowa brytyjskiego pisarza Gilberta Keitha Chestertona: „literatura jest luksusem, fikcja zaś koniecznością”. A Fikcja jest koniecznością lekturową.

Dariusz Bitner: Fikcja
Państwowy Instytut Wydawniczy,
Warszawa 2018, s. 676.
WYDAWCA:
WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE
©2017-2018 | Twórczość
error: Treść niedostępna do kopiowania.