Zaniepokojony lukami wrażliwości, przekonany, że w „Twórczości” czy choćby w „Znaku”, nikomu nie wpadłoby do głowy poświęcanie numeru Tintinowi, zabrałem się do lektury tekstów. Fernando Castillo streścił swoją monografię Tintin mit
Ideowa wymowa komiksów z Tintinem nie jest jednoznaczna. Zwraca na to uwagę Bonet, do zeszłego roku dyrektor Instytutu Cervantesa. Twierdzi, że w Hiszpanii frankistowskiej kolejne pokolenia uczyły się geografii na przygodach Tintina. Były to komiksy o największych w tym kraju nakładach, w izolującej się dyktaturze były oknem na świat. Zajadły antykomunizm i wpływy Degrelle’a, któremu po wojnie Franco udzielił schronienia, tej popularności sprzyjały. Antykomunizm Tintina w Kraju Sowietów nie wykracza poza karykaturę prymitywnej Barbarii. I tak dochodzimy do ósmego tomu przygód Tintina Berła Ottokara, któremu Bonet poświęca najwięcej uwagi. To zapewne jeden z najlepszych komiksów o Tintinie, powstał w roku 1938. Akcja dzieje się w Syldawii, kraju mogącym przypominać zarówno Polskę, jak i Bułgarię. Bonet zwraca uwagę, że pałac królewski w Klow (stolica Syldawii) przypomina Wilanów, a zamek (gdzie przechowywane jest berło) Wawel. Tym razem Tintin zapobiega konspiracji, której celem jest zawładnięcie berłem Ottokara i zagarnięcie Syldawii przez graniczącą z nią Bordurię. Nikt, kto miał ten komiks przed oczami, nie może mieć wątpliwości, że przypomina ona Niemcy hitlerowskie. Bolszewicy z Kraju Sowietów są prymitywnymi półgłówkami, agenci Bordurii działają podstępnie i są demoniczni. Komunizm jest w Tintinie emanacją prymitywizmu, faszyzm jest demoniczny. Ilekroć w komiksach pojawia się Borduria, zagrożenie jest większe i ingerencje Tintina, przywracające ład w świecie, trudniejsze i obciążone większym ryzykiem. Można zaryzykować twierdzenie, że Borduria jest w tych komiksach (w odróżnieniu od Kraju Sowietów) krajem nieśmiesznym i zdecydowanie mało zabawnym.
Mieszkańcy Syldawii potrzebujemy (podobnie jak Indianie, Azjaci, Latynosi czy Afrykanie) pomocy Tintina, by otrząsnąć się z naiwności, „niedojrzałości, w którą popadliśmy z własnej winy” (Kant). Jesteśmy bardziej sympatyczni aniżeli obywatele Bordurii, ale mniej inteligentni i bez Tintina byśmy sobie nie poradzili. Bordurianie chodzą w mundurach, Syldawianie w fantazyjnych folklorystycznych strojach. Tintin zawsze chodzi w pumpach, często wkłada jesionkę. W nieustającej grze stereotypów musi pojawić się element subwersji. Nie jest istotne, czy Hergé był kolaborantem, czy jedynie konformistą, ponieważ z karykatury Rzeszy zrezygnować, jako artysta (już na poziomie samego rysunku postaci), zrezygnować nie mógł.
W dzisiejszej apologii Tintina intelektualiści Zachodu odnajdują tęsknotę za utraconą sprawczością. Fakt, że Tintin jest Belgiem, pozbawia ją imperialnej i mocarstwowej aury. Świat Tintina to świat oczekujący pomocy od zmyślniejszego Europejczyka, skauta, który potrafi sobie poradzić w najbardziej ekstremalnych i egzotycznych warunkach. W tym świecie brzemię białego człowieka to empatia wobec słabszego, mniej rozgarniętego i mniej inteligentnego. Z tej zachodniej nostalgii forma komiksu o Tintitnie zdejmuje patos, który razi nas np. u Rudyarda Kiplinga.
Tajemnica Tintina wiąże się także z tym, że nie udaje się (w odróżnieniu od innych komiksowych bohaterów) transponować na ekran. Inspirowany przygodami Tintina Indiana Jones z filmów Stevena Spielberga utracił europejskie imponderabilia na rzecz poprawności politycznej. Można odnieść wrażenie, że marzenie o sprawczości Zachodu tli się jeszcze tylko w komiksach. To jedyna forma artystyczna, gdzie można do tego marzenia się przyznać, gdzie, podobnie jak Tintin, nigdy się ono nie starzeje.
W Polsce tego entuzjazmu dla Tintina nie podzielamy. Nasz mesjanizm zawsze obiecywał pomoc duchową. Tymczasem Tintin nikogo nie nawraca i nikogo nawracać nie zamierza. Dlatego poglądy ideowe jego twórcy są w zasadzie nieistotne. Problemy, przed którymi staje Tintin, nie mają źródła w ideach. Komunizm to bałagan, a pojawienie się Tintina jest szansą na przywrócenie ładu. Poza Zachodem świat jest jednym wielkim chaosem, ale Tintin potrafi sobie z nim poradzić, w końcu nauczył się tego, będąc skautem. Wiemy, że Tintin jest młodym dziennikarzem, ale nigdy nie widzimy go przy biurku. Jest wręcz archetypem zaangażowanego intelektualisty Zachodu. Jest Lordem Byronem, który swoim akcesem do greckich powstańców sprawia, że udaje się im zrzucić tureckie jarzmo. Ta ikoniczność postaci sprawiła, że katapultował się z kultury popularnej, stając się maskotką i talizmanem kultury elitarnej.
Tintin z grobu, na którym Lyotard postawił „Nagrobek intelektualisty”, wymyka się jako widmo, które witamy z radością. Po zadeklarowanej śmierci wielkich narracji przynosi obietnicę przygody. Wszystkie te teksty o Tintinie należy odczytywać w kontekście nieustających dyskusji o zmierzchu roli intelektualistów i „kryzysu zachodniego sposobu bycia człowiekiem”, czyli „fiaska powołania do normatywnego przewodzenia wyższemu typowi człowieka, który jako idea winien urzeczywistnić się w historii Europy” (Edmund Husserl w liście do Romana Ingardena).